Gigantyczny wzrost szmuglu złota, banki pod kreską. Rządowi „udało się” ożywić branżę przemytniczą

Gigantyczny wzrost szmuglu złota, banki pod kreską. Rządowi „udało się” ożywić branżę przemytniczą

Jak wiadomo, na początku maja Indie – drugi co do wielkości rynek złota na świecie – podniosły cła importowe na złoto do poziomu 15 proc., wprowadzając także szereg administracyjnych utrudnień co natychmiast odbiło się echem w branży. Jak również wiadomo, uczyniły to raptem dwa dni po tym, jak rząd zarzekał się, że nie, w żadnej mierze nie planuje takiego kroku, i liczy jedynie na dobrowolne powstrzymanie się przez Hindusów od złota, o co publicznie apelował do nich premier Narendra Modi. Tia…

Zarówno ten apel, jak i następująca krótko potem seria restrykcji – zresztą coraz bardziej zaostrzanych w kolejnych tygodniach maja – miały wspólny cel. Odkładając na bok obmierzłe wiarołomstwo indyjskiego rządu (nie żeby oficjalnym zapewnieniom państwa ktokolwiek przesadnie wierzył, no ale litości, władze mogły chociaż wymyśleć jakiś pretekst, który uzasadniałby „zmianę sytuacji” czy coś takiego…), cel ten jest zresztą dość logiczny. Chodzi o ograniczenie popytu na złoto, zmniejszenie w ten sposób jego importu – i tym samym deficytu handlowego kraju (złoto w Indiach pochodzi niemal wyłącznie z importu).

A to z kolei miało odciążyć gwałtownie tracącą na wartości rupię i zapewnić oddech gospodarce, na której ogromnie ciężkim brzemieniem położył się nagły wzrost cen ropy związany z wojną w Zatoce Perskiej. Stąd też i apel premiera Modiego, i podwyżki ceł wespół z administracyjnymi zakazami. Jak się jednak okazuje, jedno i drugie przyniosło efekt całkowicie odwrotny do zamierzonego.

Złoto, kultura i prawa ekonomii – wszystkie niezmienne

Nie żeby nie można się było zresztą tego spodziewać, jeśli ktoś by nad tym pomyślał. Indyjski popyt na złoto wynika z głęboko zakorzenionych przyczyn kulturowych, których zmiana pod wpływem aktualnej sytuacji rynkowej i potrzeb handlowych jest w istocie niewykonalna. Zamiast zmniejszyć napływ złota, rząd skutecznie zrewitalizował zatem prężny niegdyś sektor przemytniczy oraz szmugiel kruszcu na Subkontynent na ogromną skalę. Naprawdę ogromną.

Według danych przekazanych przez Światową Radę Złota (World Gold Council, WGC), w poprzedniej dekadzie uśredniona roczna ilość złota, które nielegalnie wwożono do Indii wynosiła około 108 ton (to więcej, niż zakupy większości banków centralnych na świecie). Tymczasem w 2026 roku przemytnicy mogą przebić ten rezultat – branżowe szacunki, potwierdzone przez pięciu niezależnych dealerów, wskazują, że nielegalne dostawy złota mogą przekroczyć 100 ton już przed końcem tego roku.

Byłoby zresztą dziwne, gdyby tak się nie stało. Cenowe spready na czarnym rynku pozwalają bowiem przemytnikom sprzedawać złoto po znacznie niższych cenach niż te narzucane przez banki i oficjalną branże złotniczą – po prostu ignorując podatki i inne wstręty czynione przez państwo. Rafineriom, operującym zwykle na marżach rzędu 0,65%, po prostu nie opłaca się importować półproduktów, takich jak gold doré, gdy różnice cenowe na nieformalnym rynku sięgają ponad 100 dolarów za uncję.

Rząd sobie „pomógł”

Skutki można obserwować niemal natychmiast – minął bowiem ledwie miesiąc. I tak, w kwietniu 2026 roku Indie zaimportowały 45,6 tony złota, ale już w maju import mógł spaść o połowę, gdyż banki i rafinerie drastycznie ograniczyły zakupy zagraniczne w obliczu rosnących strat – prowadząc do zgłaszana desperackich niekiedy postulatów. Tymczasem czarny (no, powiedzmy, nieuregulowany) rynek kwitnie, za to strata dla budżetu państwa – tylko z tytułu utraconych przychodów podatkowych – szacowana jest na 2,65 miliarda dolarów.

To o tyle zabawne, że ten sam rząd Narendry Modiego zaledwie sześć lat temu obniżył cła importowe na złoto z 15 do 6 proc. – właśnie i przede wszystkim po to, żeby walczyć z masowym przemytem i wesprzeć oficjalny sektor jubilerski. Teraz wszystkie te działania przekreślił w ciągu jednego miesiąca, nie tylko bez realnych zysków, ale nawet ze stratami dla siebie – i dla banku centralnego, zmuszonego wyprzedawać rezerwy. O oficjalnej branży złotniczej, nie będącej w stanie konkurować ze złotem oferowanym bez zbędnych formalności przez przemytników, nawet nie wspominając.

Jesteś zainteresowany zakupem srebra lub złota inwestycyjnego? Sprawdź ofertę FlyingAtom.Gold!
Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!
Zostaw komentarz