Francja wystrzeliła pocisk nuklearny. Macron: „wiadomość została wysłana”
Francuski okręt podwodny Le Vigilant odpalił we wtorek rano u wybrzeży Finistère, na zachodnim krańcu Bretanii, międzykontynentalny pocisk balistyczny M51.3. Rakieta nie przenosiła na szczęście głowicy jądrowej i spadła do północnego Atlantyku, kilkaset kilometrów od najbliższego brzegu. Start rakiety obserwował osobiście z pokładu fregaty Auvergne prezydent Francji Emmanuel Macron. Do marynarzy powiedział: „Dzisiaj jesteśmy silniejsi i myślę, że przekaz dotarł głośno i wyraźnie wszędzie tam, gdzie miał dotrzeć”. Nie dodał, kogo ma na myśli. Nie musiał.
Francja wystrzeliła nieuzbrojoną atomówkę na Atlantyku
Próbę „nukleraną” zapowiedziano wcześniej, samej wizyty prezydenta już nie. Pałac Elizejski nie poinformował o niej przed czasem, a na pokładzie fregaty nie było ani jednego dziennikarza. Francuskie MON podało w komunikacie, że pocisk śledzono przez cały lot, a test przeprowadzono w „zgodzie z międzynarodowymi zobowiązaniami Francji”.
Macron opublikował na platformie X nagranie startu z krótkim komentarzem. Pisze, że „był świadkiem pierwszego odpalenia nowego pocisku M51.3 z okrętu Le Vigilant” i że „takimi możliwościami dysponuje niewiele państw”. Podziękował francuskiej agencji uzbrojenia DGA (Direction générale de l’armement), Komisariatowi ds. Energii Atomowej i Energii Alternatywnych (CEA), koncernom ArianeGroup i Naval Group i samej marynarce wojennej. Przy okazji przypomniał, że w tym roku ruszył program hipersonicznych, manewrujących pocisków strategicznych dla lotniczego komponentu francuskich sił jądrowych.
M51.3 to już trzecia z kolei wersja francuskiego pocisku balistycznego klasy woda-ziemia. Do służby trafiła w październiku 2025 r., po dziesięciu latach prac, które zamknięto w terminie i bez przekroczenia budżetu. W zbrojeniówce to rzadkość. Jedyny wcześniejszy publicznie znany lot tej wersji odbył się w listopadzie 2023 r., ale wówczas rakieta wystartowała z lądowego poligonu w Biscarrosse. M51 waży około 52 ton, ma 12 metrów długości i zasięg od 8 do 10 tys. km. Każdy z czterech francuskich okrętów podwodnych typu Triomphant zabiera ze sobą w rejs 16 takich pocisków.
Le Vigilant ma z M51 rachunek do wyrównania
Cel startu miał też charakter techniczny. Według resortu odpalenie, przeprowadzone w ramach operacji SMERTRIOS, miało potwierdzić, że Le Vigilant po okresowym remoncie nadal jest w stanie używać pocisków M51. Okręt spędził w stoczni około trzech lat. Teraz może wrócić do rotacji, dzięki której co najmniej jeden francuski okręt z bronią jądrową przez cały czas patroluje morze.
Dla tej konkretnej jednostki udany start znaczy więcej niż dla pozostałych. 5 maja 2013 r. to właśnie z Le Vigilant wystrzelono M51, który kilka sekund po starcie wykrył wewnętrzną usterkę i uległ zamozniszczeniu nad zatoką Audierne. Szczątki spadły do morza w strefie zamkniętej dla żeglugi morskiej. Była to pierwsza nieudana próba francuskiego pocisku strategicznego od 1996 r.
Sygnał dla Moskwy, oferta dla Europy
Macron co prawda nie wymienił w swoim oświadczeniu Rosji, ale od kilku tygodni mówi o niej coraz częściej i ostrzej. 18 września, po spotkaniu w Pałacu Elizejskim z głównymi kandydatami w wyborach prezydenckich 2027 r., zapowiedział, że rosyjskie ataki hybrydowe nie pozostaną bez odpowiedzi. Polecił rządowi przygotować plan ochrony infrastruktury krytycznej i najważniejszych zakładów zbrojeniowych przed atakami dronowym i hakerskimi. Przypomniał o epizodzie z dronem z ładunkiem wybuchowym znalezionym latem na lotnisku w Lipsku i stwierdził, że jego celem nie było straszenie, lecz zabijanie. Moskwa nie złagodziła tonu. 1 października rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa przypomniała, że europejskie fabryki produkujące broń dla Ukrainy Rosja uważa za potencjalne cele wojskowe.
Wtorkowa próba jądrowa to zarazem kolejny krok w realizacji nowej francuskiej doktryny wojennej. 2 marca w bazie Île Longue pod Brestem, gdzie stacjonują okręty z pociskami M51, Macron ogłosił, że polecił zwiększyć liczbę głowic jądrowych. Nie podał jednak o ile. Według Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem (SIPRI) na początku 2026 r. Francja miała ich około 290, co daje jej czwarte miejsce pod względem arsenału nuklearnego na świecie zaraz po Rosji, Stanach Zjednoczonych i Chinach.
W ramach tego samego przemówieniu Macron przedstawił Europie swoją własną koncepcję „odstraszania wysuniętego” (dissuasion avancée). Chodzi o ściślejszą współpracę z europejskimi partnerami przy wczesnym ostrzeganiu, obronie powietrznej i przeciwrakietowej oraz uderzeniach konwencjonalnych dalekiego zasięgu. Na dialog strategiczny z Paryżem zgodziły się m.in. Polska, Holandia, Belgia, Grecja, Szwecja i Dania. Decyzja o użyciu broni jądrowej pozostaje jednak wyłącznie w rękach francuskiego prezydenta. Macron powiedział wprost, że Francja nie będzie się z nikim dzielić ani ostateczną decyzją, ani planowaniem, ani wykonaniem uderzenia.
Plany Paryża liczone są w dekadach. Latem 2025 r. ArianeGroup dostała kontrakt na kolejną wersję pocisku, M51.4, przeznaczoną dla okrętów nowej generacji. Pierwszy z nich, L’Invincible, ma trafić do służby w 2036 r. W czerwcu br. resort zamówił w koncernie MBDA hipersoniczny pocisk ASN4G dla myśliwców Rafale. Marcowe przemówienie Macron zakończył stwierdzeniem, że nadchodzące półwiecze będzie erą broni jądrowej.
Po wtorkowym starcie trudno uznać to za wyłącznie figurę retoryczną.
Redakcja BitHub.pl poleca również:
- Rosja otwarcie grozi Polsce. Czekają nas podpalenia i zamachy?
- XRP stąpa po cienkim lodzie, ale 43% wzrost jest możliwy. Peter Brandt wskazuje na jedną przeszkodę
- Droga BTC po 90 tys. USD otwarta. Bitcoin notuje historyczny wynik i oddala gigantyczne zagrożenie
