Tesla, Amazon i Volkswagen kupują złoto od Rosjan? Szokujące wyniki śledztwa
Czy molochy należące do grona największych firm świata mają jakiś margines błędu? Czy są krystalicznie czyste, czy wręcz przeciwnie – mogą wykorzystywać wpływy, by grać nie do końca zgodnie z zasadami? Financial Times prześwietlił łańcuchy dostaw gigantów, w tym Tesli, Amazona, Volkswagena czy Nokii. To, do czego dokopali się dziennikarze, jest zastanawiające. W dokumentach ponad 160 amerykańskich spółek i co najmniej 10 zagranicznych firm pojawiają się rafinerie złota objęte sankcjami.
Cztery rafinerie i setki wielkich firm
Nie oznacza to rzecz jasna, że Elon Musk albo Jeff Bezos w kapturze i ciemnych okularach kupowali sztabki od rosyjskiej rafinerii w bocznej uliczce. Sprawa jest bardziej przyziemna, a przez to być może jeszcze ciekawsza. Chodzi o gigantyczne, wielopoziomowe łańcuchy dostaw, w których po drodze coraz trudniej ustalić, skąd dokładnie pochodzi każdy gram użytego metalu.
Financial Times przeanalizował raporty dotyczące minerałów konfliktowych składane przez spółki działające na amerykańskim rynku. Firmy mają w nich wskazywać huty i rafinerie, które mogły pojawić się w gronie ich dostawców. I to właśnie tam zaczyna się problem.
W dokumentach zgodnie przewijają się cztery rafinerie objęte sankcjami. To rosyjskie Uralelectromed i Krastsvetmet, African Gold Refinery z Ugandy oraz Gasabo Gold Refinery z Rwandy. Sankcje na nie nałożono między innymi za związki z rosyjską gospodarką albo handlem złotem pochodzącym z regionów objętych konfliktami.

Sankcje są proste na papierze. Potem zaczyna się łańcuch dostaw
Wśród firm, które nie były w stanie na sto procent wykluczyć obecności tych firm w swojej sieci, znalazły się między innymi wspomniane Volkswagen, Tesla, Amazon i Nokia. Łącznie mowa o ponad 160 firmach ze Stanów Zjednoczonych oraz przynajmniej 10 spoza USA.
Tesla deklaruje, że wymaga od swoich dostawców odpowiedzialnego pozyskiwania surowców i publikuje osobne raporty dotyczące złota, cyny, tantalu i wolframu. Spółka chwali się tym, że udostępnia listę hut i rafinerii, które pojawiają się w gronie jej dostawców. W teorii brzmi dobrze i szlachetnie. Tyle że przy tak potężnej skali produkcji liczba pośredników i pośredników pośredników potrafi być absurdalna. Producent kupuje gotowy produkt od dostawcy. Ten kupuje materiał od kolejnego dostawcy. Ten od następnego. Dopiero na samym początku całego skomplikowanego łańcucha gdzieś stoi rafineria.
Nie ma dowodów, że wymienione firmy świadomie i bezpośrednio kupowały złoto od szemranych rafinerii. Raport pokazuje tylko dziurę w całym systemie. Skoro nawet największe firmy świata nie potrafią ze stuprocentową pewnością powiedzieć, skąd pochodzi złoto używane w ich produktach, to kto właściwie potrafi?
Czytaj więcej w dziale metale szlachetne na Bithub:
Złoto traci 300 dolarów w tydzień. Szykuje się okazja dla tych, którzy przegapili dołek?
Bank centralny chwalił się zakupami złota. Okazało się, że kupił papier
Ministerstwo finansów chce „śledczego” podatku od złota
