Ministerstwo finansów chce „śledczego” podatku od złota
Tajlandia pracuje nad wprowadzeniem podatku wymierzonego w nabywców złota oraz obrót tym kruszcem. Jego celem (a przynajmniej – nie tym deklarowanym) jest nie tyle generowanie dochodów dla budżetu, co stworzenie wszechogarniającej, bazy danych o wszystkich znaczących transakcjach na rynku królewskiego metalu. Ministerstwo Finansów i Bank Centralny Tajlandii mają wspólnie pracować nad takim narzędziem, które bezpośrednio uderzyłoby w szary oraz czarny rynek złota, na szeroką skalę wykorzystywany tam w celu prania brudnych pieniędzy i uskuteczniania nielegalnych przepływów finansowych.
Proponowana stawka podatku ma być znikoma, by nie zakłócać legalnej działalności gospodarczej. Zarazem tajska skarbówka i służby chcą ścisłej kontroli nad tamtejszym rynkiem złota, którego obroty potrafią sięgać połowy wartości PKB, jaki wypracowuje Tajlandia jako całość. Ministerstwo zarzeka się także, że podatek nie jest skierowany przeciwko tradycyjnym sklepom jubilerskim czy zwykłym obywatelom – a przeciw podmiotom wykorzystującym złoto do dokonywania transgranicznych transferów pieniędzy niewiadomego pochodzenia, także przeciw dużym inwestorom prowadzącym spekulacyjną działalność na platformach online, bez fizycznej dostawy kruszcu. Już wcześniej w tym roku wprowadzono zresztą limity dot. wolumenów takiego handlu.
Sam podatek to zresztą niejedyne narzędzie, po jakie resort ma zamiar sięgnąć. Chce on także zaostrzenia nadzoru nad transakcjami kupna i sprzedaży złota czy wprowadzenia przymusu raportowania takich transakcji oraz utworzenia nowej instytucji nadzorczej, skupionej wyłącznie na rynku kruszcu. Wśród rozważanych rozwiązań jest także wprowadzenie praktyki sprawdzania informacji kredytowej nabywców cennego metalu – by identyfikować osoby wysokiego ryzyka, które mogą kupować złoto w charakterze tzw. słupów, realnie występując w imieniu innych podmiotów. Do wykrywania takich przypadków władze chciałyby także zaangażować ponad 7 tys. sklepów jubilerskich oraz dealerów kruszcu w całym kraju.
Tajlandia na złotej uwięzi
Oficjalną przyczyną tych posunięć jest konieczność walki z przestępczością finansową. Od początku 2025 roku Tajlandia odnotowuje eksplozję eksportu złota do Kambodży, kraju nieznanego dotąd z takiej aktywności na rynku kruszców. Brak jest wiarygodnych wyjaśnień, do czego Kambodża wykorzystuje tajskie złoto – i za co w ogóle je kupuje. Podejrzenia padły na państwa trzecie, np. Chiny, znane z dyskretnych zakupów złota. Innym rozważanym scenariuszem jest założenie, że Tajlandia i jej rynek złota jest wykorzystywany przez syndykaty przestępcze z tzw. Złotego Trójkąta (granicy Tajlandii, Birmy i Laosu), uchodzącego za największe na świecie zagłębie transgranicznego finansowego scamu, do prania swych zysków.
Drugim, nie mniej ważnym powodem, jest coraz bardziej paląca potrzeba powstrzymania umacniania się tajskiej waluty, bahta. Rekordowe ceny złota na światowych rynkach skłoniły wielu Tajów do sprzedaży kruszcu – często za granicę, za dolary, które następnie wymieniane są na bahty. To z kolei napędza popyt na lokalną walutę, której kurs w 2025 roku umocnił się o 7–9%, stając się jedną z najmocniejszych w Azji. Umocnienie bahta rujnuje jednak tajski eksport i obciąża sektor turystyczny, już i tak dotknięty skutkami wojny granicznej z Kambodżą. Bank Centralny Tajlandii otwarcie przyznaje, że transakcje złotem mają znaczący wpływ na kurs waluty – i kładą się ciężkim brzemieniem na bilansie handlowym kraju.
