„Czarna lista” KNF – dlaczego znajdują się na niej giełdy krypto? Cz. II

1 374

Jak już wspomnieliśmy w poprzednim artykule, lista ostrzeżeń publicznych prowadzona przez KNF jest zbiorem firm, w stosunku do których Urząd KNF zgłasza zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Nie jest to jedynie informacyjny wpis, ale też zazwyczaj sygnał, że wobec tego podmiotu wszczęto postępowanie. W przypadku podmiotów związanych z branżą kryptowalut podejrzenie dotyczy w zdecydowanej większości łamania art.150 ustawy z dnia 19 sierpnia 2011 o usługach płatniczych, która brzmi następująco:

„Przepis karny
1. Kto, nie będąc uprawnionym, prowadzi działalność w zakresie świadczenia usług płatniczych lub w zakresie wydawania pieniądza elektronicznego, podlega grzywnie do 5.000.000 zł albo karze pozbawienia wolności do lat 2, albo obu tym karom łącznie.

2. Tej samej karze podlega, kto, nie będąc uprawnionym, używa w nazwie (firmie) lub do określenia wykonywanej działalności gospodarczej albo w reklamie określeń „usługi płatnicze”, „wydawanie pieniądza elektronicznego”, „instytucja płatnicza”, „mała instytucja płatnicza”, „biuro usług płatniczych”, „instytucja pieniądza elektronicznego” albo „oddział zagranicznej instytucji płatniczej”.

3. Tej samej karze podlega, kto dopuszcza się czynu określonego w ust. 1 lub 2, działając w imieniu lub w interesie osoby fizycznej, osoby prawnej lub jednostki organizacyjnej niebędącej osobą prawną, której ustawa przyznaje zdolność prawną.”

„Czarna lista” w przypadku giełd kryptowalutowych wywołuje sporo kontrowersji. Z jednej strony niektóre podmioty czują się pokrzywdzone i uważają, że niesłusznie się na niej znalazły. Z drugiej, jak mieliśmy się okazję przekonać podczas upadku Bitmarket, podniosła się dyskusja o tym, że KNF zrobił za mało, żeby uchronić jej klientów. Jeśli jednak przyjrzymy się polskim przepisom to nie ma żadnych regulacji dotyczących giełd kryptowalutowych. Teoretycznie zapewnia im to swobodną działalność. W praktyce wiąże się to z ogromną niepewnością i daje pole do różnych interpretacji działalności. Stąd też „emigracja” wielu podmiotów poza granice kraju, zwykle na tereny państw członkowskich Unii Europejskiej.

Zadaniem KNF-u jest pełnienie nadzoru ostrożnościowego nad rynkiem finansowego, do którego, słusznie lub też nie, nie zalicza kryptowalut. Komisja Nadzoru Finansowego z założenia nie kontroluje wszystkich giełd kryptowalut. Jak sama wskazuje, pod lupą znajdują się tylko te, które świadczą również usługi płatnicze. Warto tu przytoczyć wydany przez KNF komunikat w sprawie funkcjonowania giełd i kantorów kryptowalut w czerwcu 2018 roku. Odniósł się do podmiotów związanych z branżą kryptowalut, które zostały wpisane na listę ostrzeżeń publicznych:

„Należy jasno wskazać, że powodem działań Komisji w tym zakresie nie było prowadzenie działalności charakterze giełdy lub kantorów kryptowalut, a uzasadnione podejrzenie niezgodnego z prawem działania bez właściwego zezwolenia, co stwarzało stan potencjalnego zagrożenia dla osób powierzających swoje środki tym podmiotom. Równocześnie należy wskazać, że podmioty te nie podejmowały realnych działań w celu uzyskania od KNF niezbędnego zezwolenia, ani też nie występowały do KNF z wnioskiem o określenie na ich potrzeby właściwych ram prawnych.”

Kiedy giełda staje się instytucją pieniądza elektronicznego?

Należy pamiętać, że rynek obrotu wartościami pieniężnymi, również ze względu na bezpieczeństwo jego uczestników, jest rynkiem regulowanym. Istotna jest sama treść stosunku prawnego, usług łączących strony, a nie ich nazewnictwo. Podmioty operujące w branży krypto, mimo iż ten sektor sam w sobie nie jest regulowany, muszą stosować się do uniwersalnych regulacji dotyczących instrumentów finansowych. Z punktu widzenia uczestników obrotu kryptowalutami, kluczowa jest wymiana crypto-FIAT-crypto i sposób przechowywania środków.

Giełdy i kantory, z uwagi na brak stosownych regulacji w Polsce, mogą prowadzić działalność przechowywania kryptowalut na swoich portfelach i pokazywać stan takiego portfela w dowolnej kryptowalucie, jak i wyceniać aktualną wartość tokenów. Taka działalność objęta jest natomiast licencją, chociażby w Estonii.

Giełdy i kantory kryptowalutowe nie mogą natomiast pokazywać elektronicznego stanu portfela otrzymanych środków w walutach FIAT. Otrzymywanie depozytu w dowolnych FIAT-ach i pokazywanie bilansu portfela stanowi działalność związaną z emisją pieniądza elektronicznego i w naszej opinii wymaga licencji na prowadzenie działalności instytucji pieniądza elektronicznego (E-Money Institution). Subtelną różnicę warto wytłumaczyć na prostym przykładzie użytkownika giełdy.

Użytkownik giełdy nieposiadającej licencji instytucji pieniądza elektronicznego, nie może otrzymywać elektronicznego salda swojego konta np. w złotówkach, dolarach czy euro. Dla giełdy oznacza to, że po każdej transakcji wymiany krypto na FIAT powinna wypłacać środki FIAT na rachunek bankowy klienta, a nie utrzymywać jako dostępne saldo w panelu giełdy. Z punktu widzenia użytkownika trzymanie np. złotówek i kupowanie kryptowalut „na żądanie” w panelu giełdy robi się problematyczne, a w zasadzie niemożliwe. Oczywiście technicznie jest to do zrealizowania, ale wtedy użytkownik powinien wpłacić FIAT-y już pod konkretną transakcję wykupu kryptowaluty.

Kiedy giełda staje się instytucją płatniczą?

W poruszonym powyżej przykładzie, napisaliśmy, że:

„Dla giełdy oznacza to, że po każdej transakcji wymiany krypto na FIAT powinna wypłacać środki FIAT na rachunek bankowy Klienta, a nie utrzymywać jako dostępne saldo w panelu giełdy.”

W tym miejscu czyha kolejna pułapka regulacyjna. Giełda zawsze musi posiadać 100% pewności, że środki, które zwraca Klientowi po dokonanej transakcji lub które przyjmuje od Klienta do wykonania danej operacji, pochodzą z rachunku bankowego klienta (lub trafiają na jego rachunek). W innym przypadku może się okazać, iż prowadzi ona licencjonowaną działalność polegającą na dokonywaniu przekazów pieniężnych.

Licencje na kryptowaluty w Polsce

Przede wszystkim w polskim prawodawstwie nie ma czegoś takiego jak „licencja dla giełd kryptowalutowych”. Niejako w zastępstwie, kilka podmiotów wystąpiło z wnioskami i część z nich uzyskało licencje Małej Instytucji Płatniczej. Jest to licencja rozwiązująca problemy możliwości przesyłania środków, pomiędzy klientem a użytkownikiem końcowym. Ma ona jednak szereg ograniczeń, terytorialnych, czy też wartościowych. Wśród z nich są limity w kwotach transakcji płatniczych, jak i dozwolona działalność jedynie na terenie Polski.

Czy „czarna lista” ogranicza się do polskich podmiotów?

Na liście ostrzeżeń publicznych mogą się znaleźć podmioty, które nie są zarejestrowane w Polsce. Wystarczy, że działają na naszym rynku i w opinii KNF-u mogą łamać prawo.  Wszystko jest kwestią uznaniowości tej instytucji. Co ważne, licencje uzyskane np. na Malcie i w Estonii nie są paszportowane, tak więc w teorii także mogą się znaleźć na tej liście. Żeby jednak tak się stało, KNF musi mieć „twarde” przesłanki lub dowody na to, że podmiot działa z terenu Polski i/lub świadczy usługi głownie dla polskich rezydentów.

Materiał został opracowany we współpracy z partnerem Thompson&Stein.

Thompson&Stein to międzynarodowa kancelaria prawnicza specjalizująca się w doradztwie prawnym i podatkowym. Działalność firmy obejmuje m.in. doradztwo przy STO i ICO oraz pomoc w uzyskaniu licencji na obrót kryptowalutami.

Komentarze