Strajki w Niemczech ruszyły. Czy 3,7 mln pracowników sparaliżuje przemysł?
Niemiecki związek IG Metall w niedzielę o północy rozpoczął strajki ostrzegawcze w przemyśle metalowym i elektrotechnicznym. Spór dotyczy 3,7 mln pracowników, którzy chcą 5% podwyżki. Firmy zmagają się z kryzysem w motoryzacji, a ich oferta przegrywa z inflacją. W tym artykule tłumaczę, dlaczego ten konflikt może się bardzo szybko rozlać.
IG Metall zaczyna od nocnego strajku w zakładach Thyssenkrupp
Pierwsi przerwali pracę ludzie z Thyssenkrupp Rasselstein. Około 300 pracowników tej spółki oraz załogi okolicznych firm wyszło z zakładów tuż po północy z soboty na niedzielę. Związek traktuje to jako start całej fali protestów.
W najbliższych dniach strajki mają objąć Hesję, Nadrenię-Palatynat, Saarę i Turyngię. Stawka jest duża. Spór dotyczy 3,7 mln pracowników branży, a IG Metall chce dla nich 5% podwyżki w ciągu 12 miesięcy.
Pracodawcy proponują podwyżki, które zjada inflacja
Druga runda rozmów negocjacyjnych skończyła się fiaskiem. Pracodawcy zaproponowali jednorazową wypłatę w wysokości 1% rocznego wynagrodzenia brutto latem 2027 r. Do tego doszła podwyżka o 1,3%, ale dopiero od lipca 2028 r. Związek odrzucił ofertę jako realną obniżkę płac.
Inflacja w Niemczech we wrześniu wyniosła 3,3%, a energia podrożała o 14,9% rok do roku. Dwie skromne wypłaty rozłożone na prawie dwa lata nie dogonią cen.
Moim zdaniem obie strony grają dziś na czas. Pracodawcy liczą, że strach przed zwolnieniami ostudzi załogi. Związek chce pokazać siłę, zanim kryzys odbierze mu argumenty. Spodziewałbym się, że kompromis wyląduje wyraźnie bliżej inflacji niż obecnej oferty, ale nie przed kolejną falą przestojów.
Strajki w Niemczech uderzają w przemysł w najgorszym momencie
Wspomniany konflikt wybucha, gdy niemiecka motoryzacja ciągle traci ludzi. Na koniec czerwca 2026 r. w branży pracowało 691,5 tys. osób, najmniej od 2005 r. W ciągu roku ubyło 42,3 tys. etatów, jak wynika z danych urzędu statystycznego Destatis.
Pracodawcy mają więc argument, że firm nie stać na 5%. Związek odpowiada, że bez podwyżek załogi stracą jeszcze więcej. Każdy dzień przestoju to dla firm dodatkowy koszt przy słabym popycie.
Dla Polski to też ważny sygnał. Wiele zakładów nad Wisłą pracuje w łańcuchu dostaw niemieckich koncernów, więc zatory za Odrą szybko odbijają się na zamówieniach. Niemiecki przemysł nie może sobie pozwolić na strajki, a jego pracownicy coraz mniej mogą sobie pozwolić na ich brak.
Te tematy mogą cię zaciekawić:
Ogromny fundusz Arini Capital upadnie? Kupował europejski dług
Reddit zarabia miliony, a akcje runęły o 29%. Google zaczyna odcinać mu użytkowników!
Indeks S&P 500 z najgorszą sesją od czerwca. Gdzie zatrzyma się korekta?