Sejm uchwalił ustawę 3003. Kto może stracić dostęp do majątku?
flickr

Sejm uchwalił ustawę 3003. Kto może stracić dostęp do majątku?

Sejm uchwalił w piątek ustawę o środkach ograniczających, czyli głośną ustawę 3003, a jej rządowy projekt wprost zalicza kryptoaktywa do zamrażanych środków. Za przyjęciem ustawy głosowało 240 posłów, 202 było przeciw, a jeden wstrzymał się od głosu. Nowe przepisy pozwalają ministrowi spraw wewnętrznych wpisać osobę lub firmę na krajową listę sankcyjną decyzją wykonywaną od razu, także za wspieranie obcej manipulacji informacyjnej. Zanim ustawa zacznie obowiązywać, zajmą się nią jeszcze Senat i prezydent Karol Nawrocki.

Ustawa 3003 obejmuje kryptoaktywa

Dla inwestorów najważniejsza jest definicja środków finansowych z art. 2 projektu. Obok gotówki, sald na rachunkach, akcji, obligacji, instrumentów pochodnych i dywidend znalazły się w niej kryptoaktywa w rozumieniu rozporządzenia MiCA, czyli unijnych przepisów o rynkach kryptoaktywów.

Zamrożenie obejmuje przy tym nie tylko majątek będący własnością osoby z listy, ale też ten, który jest w jej posiadaniu albo pod jej kontrolą.

W praktyce oznacza to, że giełdy i kantory kryptowalut działające w UE musiałyby blokować środki klientów z listy tak samo jak banki. Przy portfelach prywatnych, do których klucze ma tylko właściciel, egzekucja jest trudniejsza.

Projekt przewiduje jednak od 6 miesięcy do 8 lat więzienia za ukrywanie lub przekazywanie środków, które mają zostać zamrożone na mocy sankcji UE.

Lista sankcyjna z decyzji ministra

Listę prowadzi minister spraw wewnętrznych.

Wpisuje na nią z urzędu albo na wniosek jednej z 15 instytucji, m.in. Generalnego Inspektora Informacji Finansowej, KNF, prezesa NBP, ABW i szefa Krajowej Administracji Skarbowej.

Od decyzji nie przysługuje wniosek o ponowne rozpatrzenie, a działa ona od dnia następującego po publikacji w Biuletynie Informacji Publicznej. Osoba z listy może złożyć skargę do sądu administracyjnego, ale do prawomocnego wyroku decyzja nadal obowiązuje.

Wpis oznacza zamrożenie majątku, zakaz udostępniania tej osobie pieniędzy i wykluczenie z zamówień publicznych, a cudzoziemca dodatkowo trafia do wykazu osób niepożądanych w Polsce. Projekt pozwala jednak odblokować część środków na podstawowe potrzeby, takie jak jedzenie, czynsz lub rata kredytu hipotecznego, leki i podatki, a także na opłacenie prawnika.

Ważne jest też to, kogo przepisy dotyczą.

Każda przesłanka wpisu wiąże się z państwami objętymi sankcjami UE. Na listę może trafić ktoś, kto takie państwa wspiera, jest powiązany z osobami je wspierającymi albo bezpośrednio lub pośrednio wspiera prowadzoną przez nie ingerencję i manipulację informacyjną wymierzoną w bezpieczeństwo Polski.

Sam mechanizm nie jest nowy, bo działa od 2022 roku na mocy tzw. ustawy sankcyjnej, o której przyjęciu informowała wówczas PAP.

Jak podawał we wrześniu w Sejmie wiceminister spraw wewnętrznych Czesław Mroczek, obecna lista liczy 554 wpisy, w tym 119 firm i 435 osób, głównie obywateli Białorusi i Rosji.

Kary do 20 mln zł

Za naruszenie sankcji grozi administracyjna kara pieniężna do 20 mln zł, którą nakłada naczelnik urzędu celno-skarbowego.

Wobec firm sąd może orzec karę od 10 tys. do 200 mln zł albo w wysokości 5% przychodu z poprzedniego roku.

W debacie często pada też liczba 12 lat więzienia. Tak wysoka kara grozi jednak za handel towarami objętymi sankcjami, w tym bronią i produktami podwójnego zastosowania, a nie za samą manipulację informacyjną. Wspieranie takiej manipulacji jest w ustawie przesłanką wpisu na listę, a nie osobnym przestępstwem.

Senat i prezydent zdecydują o losie ustawy

Za ustawą głosowali posłowie KO, PSL, Lewicy, Polski 2050 i Razem oraz 14 z 15 posłów Centrum.

Przeciw byli posłowie PiS, Rozwoju Plus, Konfederacji oraz kół Demokracja Bezpośrednia i Konfederacja Korony Polskiej. Rząd przekonuje, że ustawa porządkuje rozproszone przepisy i wdraża unijną dyrektywę 2024/1226 o karaniu za łamanie sankcji.

Opozycja zarzuca jej, że pozwala zamrozić majątek bez wyroku sądu, a pojęcia takie jak pośrednie wspieranie manipulacji są zbyt szerokie.

Teraz ustawą zajmie się Senat, który ma na to 30 dni.

Izba potrafi zmieniać ustawy przyjęte przez Sejm, co pokazała w piątek, zgłaszając poprawki do ustawy o inwestycjach strategicznych.

Potem prezydent będzie miał 21 dni na podpis, weto albo skierowanie ustawy do Trybunału Konstytucyjnego, a ona sama wejdzie w życie 30 dni po ogłoszeniu.

Moim zdaniem o skutkach ustawy zdecyduje praktyka MSWiA, czyli to, jak szeroko urzędnicy odczytają słowo „pośrednio”. Ryzykiem dla obecnego kształtu przepisów jest weto, bo 240 głosów to za mało, by je odrzucić. Do tego potrzeba 3/5 głosujących, czyli w piątkowym składzie 266 posłów.

Więcej artykułów, które mogą cię zainteresować:

Senat zgłosił poprawki do ustawy, która ma usprawnić budowę strategicznych inwestycji. Czy to wystarczy?

Utrzymanie CPN kluczowe dla inflacji w Polsce. Czy rząd zdoła zachować program?

Przemawia prezes NBP, Glapiński. Podwyżek stóp w Polsce nie będzie, gospodarka zwalnia?