Magia Jamesa Bonda już nie wystarczy. Aston Martin znowu walczy o przetrwanie
Aston Martin przez lata sprzedawał coś więcej niż samochody. Sprzedawał obraz brytyjskiego luksusu: garnitur szyty na Savile Row, dźwięk V12 i Jamesa Bonda wciskającego gaz w DB5. Problem w tym, że za kulisami ta legenda od dawna ledwo trzyma się na kołach. Firma bankrutowała już siedem razy, a ostatnie lata wcale nie wyglądają jak historia wielkiego powrotu. Wręcz przeciwnie. Aston Martin znowu szuka pieniędzy, znowu tnie koszty i znowu próbuje przekonać inwestorów, że tym razem będzie inaczej.
James Bond już nie uratuje Aston Martina? Brytyjska legenda znowu walczy o przetrwanie
Kilka tygodni temu spółka dostała kolejny zastrzyk gotówki. Mowa o około 50 milionach funtów od konsorcjum wspieranego przez Lawrence’a Strolla, miliardera i właściciela zespołu Aston Martin w Formule 1. Od debiutu giełdowego w 2018 roku firma zebrała już miliardy od akcjonariuszy i banków, a mimo tego wciąż pozostaje głęboko nierentowna. Tylko w ubiegłym roku straty przed opodatkowaniem wzrosły do 364 miliony funtów.
Jeszcze bardziej brutalnie wygląda giełda. Aston Martin wchodził na londyński parkiet przy wycenie około 4,3 miliarda funtów. Dziś spółka jest warta mniej więcej… dziesięć razy mniej.
Brytyjska legenda, chińskie pieniądze
Największy niepokój w branży budzi jednak coś innego. Coraz większy wpływ na przyszłość Aston Martina mają zagraniczni inwestorzy, w tym chiński gigant Geely, właściciel m.in. Volvo i Lotusa.
I właśnie tutaj wielu ludziom zapala się czerwona lampka. Brytyjczycy pamiętają historię MG Rovera. Marka, która kiedyś była symbolem krajowej motoryzacji, po przejęciu przez Chińczyków praktycznie zniknęła z Wielkiej Brytanii. Produkcję stopniowo przenoszono do Chin, a dawne fabryki zamieniły się w osiedla mieszkaniowe i biura. Dziś MG sprzedaje setki tysięcy aut rocznie, również w Europie, ale ani jedno z nich nie powstaje już w Wielkiej Brytanii.
Dlatego pytanie o Aston Martina nie dotyczy wyłącznie jednej firmy. Chodzi o coś większego: czy Brytyjczycy są jeszcze w stanie utrzymać własny przemysł motoryzacyjny w świecie zdominowanym przez chiński kapitał, tańszą produkcję i elektryczną rewolucję.
Bo James Bond może i dalej wygląda świetnie za kierownicą Astona. Problem w tym, że pewnego dnia ten Aston może już nie mieć wiele wspólnego z brytyjską motoryzacją.
Czytaj więcej w dziale gospodarka na Bithub:
Kontrowersyjny podatek po ponad 20 latach wreszcie zniknie? Nie dla wszystkich
Wojna z Iranem uderza w wakacje. Gigant lotniczy mówi o paliwowym szoku za miliardy funtów
Linie lotnicze nie mogą *wstecznie* podnosić cen biletów pod pretekstem kosztów paliwa: UE
