OPEC zalewa rynek falą ropy. „Stacja benzynowa świata” w Zatoce Perskiej odkorkowana

OPEC zalewa rynek falą ropy. „Stacja benzynowa świata” w Zatoce Perskiej odkorkowana

W niedzielę, 5. lipca, zarząd Organizacji Państw Eksportujących Ropę Naftową (OPEC+) zatwierdził podwyżkę dziennych kwot wydobywczych – kolejny raz z rzędu. Tym razem kartel zwiększył wydobycie o o 188 tysięcy baryłek – tym samym konsekwentne znosi dobrowolne cięcia wprowadzone w 2023 roku – jakkolwiek nie okazały się one „dobrowolne” wobec wszystkich członków organizacji (także tych już obecnie byłych). Ropa naftowa od największej grupy jej producentów trafi przy tym na w dalszym ciągu utrzymującą się, szczególną – choć też niestabilną – sytuację na rynku paliwowym.

Decyzja o zwiększeniu kwot została podjęta przez siedem państw OPEC+ – Arabię Saudyjską, Algierię, Irak, Kuwejt, Kazachstan, Oman i Rosję. Arabia Saudyjska, jako de facto lider kartelu, zwiększy swoją produkcję o 62 tysiące baryłek dziennie, osiągając poziom 10,4 miliona bpd. O taką samą kwotę podniesie swe wydobycie Rosja, dochodząc do poziomu 9,88 miliona bpd. To już piąty z rzędu miesiąc luzowania kurku – łącznie przywrócono niemal 800 tysięcy baryłek dziennie z zamrożonych wcześniej mocy wydobywczych.

Mało nas, i mało naszej ropy

Decyzja o zwiększeniu kwot zapadła w formule wideokonferencji, bez osobistego spotkania ministrów ds. energii. To też sygnał powrotu do rutynowych procedur grupy po kilku miesiącach chaosu wywołanego zamknięciem Cieśniny Ormuz. Kartel tłumaczy swój ruch troską o stabilność rynku, choć rzeczywistość jest bardziej prozaiczna: przy obecnych cenach ropy Brent oscylujących w okolicach 108 dolarów za baryłkę – niemal 78% powyżej poziomu z początku roku – każdy uczestnik ma uzasadnienie ekonomiczne, by sprzedawać więcej surowca, którego magazyny pękają w szwach, zaś na rynkach nie brak kupujących.

Warto zauważyć, że decyzja zapadła w gronie siedmiu, nie ośmiu państw. Zjednoczone Emiraty Arabskie, trzeci co do wielkości producent kartelu, formalnie wystąpiły z OPEC+ 1 maja b.r., po 59 latach członkostwa. Wyjście ZEA, motywowane oficjalnie „interesem narodowym”, oznaczało dla kartelu utratę państwa, które właśnie ogłosiło przyspieszenie planowanych na lata 2026–2028 inwestycji w moce wydobywcze wartych 55 mld dol. Emiraty, dysponując obecnie mocami produkcyjnymi rzędu 4 mln bpd i planami rozbudowy do 5 mln, wyraźnie odrzucają kontrolę Rijadu nad rynkiem naftowym i wydobyciem.

Ta ostatnia zresztą chwieje się i bez tego. Choć bowiem nowa ropa powinna szybko trafić na rynek, to realne dostawy pozostają daleko w tyle za formalnymi kwotami. Arabia Saudyjska, której limit po lipcowej podwyżce wynosił 10,35 mln bpd, w marcu wydobywała zaledwie 7,76 mln baryłek – o 2,5 mln mniej niż zakładany pułap. Rurociąg z Bukajku do Janbu, o przepustowości 7 mln bpd – jakkolwiek uratował skarbiec Saudów w krytycznych miesiącach wojny – nie jest w stanie zaspokoić ambicji Rijadu, a ceny ropy Arab Light spadły od maja o 10 dolarów, kosztując Arabię Saudyjską 900 mln dolarów miesięcznie.

Co więcej, Międzynarodowa Agencja Energetyczna prognozuje, że w ropa naftowa na rynkach w tym roku znajdzie się w nadpodaży, i to rzędu 3,84 mln baryłek dziennie – co pogłębić może kryzys fiskalny Rijadu i potencjalnie zmusić Saudi Aramco do obniżenia dywidendy – po raz pierwszy w historii

Zwodnicza cisza w Cieśninie

Tymczasem w samym sercu źródła całego tegorocznego kryzysu energetycznego – w cieśninie Ormuz – następuje powolna, choć niepewna normalizacja. Ruch statków przez Cieśninę Ormuz, zablokowany de facto od końca lutego 2026 roku, zaczyna powoli zbliżać się do skali sprzed eskalacji. W sobotę, 4 lipca, przez cieśninę przepłynęło 19 jednostek – choć tylko jedna z nich oficjalnie zgłosiła tranzyt trasą wzdłuż wybrzeża Omanu – tzw. południowym korytarzem objętym ochroną marynarki wojennej USA (wiele statków czyni podobnie, ale tego nie zgłasza). Właśnie ta trasa stała się przedmiotem ostatnich manewrów.

Co najmniej osiem statków, w tym tankowce i masowce, wykonało w ciągu weekendu nietypowe nawroty (U-turns) w pobliżu półwyspu Musandam, zawracając z podejścia do cieśniny od strony Zatoki Omańskiej. Cztery z tych jednostek skierowały się następnie na trasę, którą wszystkim statkom usiłuje narzucić Iran – północny korytarz biegnący wzdłuż wybrzeża irańskiego, który Teheran jednostronnie ogłosił jedynym legalnym szlakiem przepływu. Iran zagroził we czwartek, że każdy tankowiec niekorzystający z „zatwierdzonych tras” spotka się z „stanowczą odpowiedzią”.

Armatorzy stają więc przed nieciekawym wyborem: albo akceptować dyktat irańskiego Pasdaranu i narażać się na sankcje, albo ryzykować konfrontację, próbując przemknąć południowym korytarzem, gdzie formalnie dostępna jest eskorta amerykańska. Donald Trump ogłosił zresztą, że amerykańska flota w ciągu ostatniego miesiąca asystowała przy tranzycie ok. 200 statków handlowych, przewożona przez które ropa osiągnęła poziom 100 mln. baryłek. Szacuje się, że obecnie około połowy przepływających przez Ormuz jednostek korzysta z trasy irańskiej, podczas gdy druga połowa próbuje szczęścia przy wybrzeżu Omanu.

Wspomniane Zjednoczone Emiraty Arabskie, choć już poza OPEC+, prowadzą tutaj własną grę. Abu Zabi ani myśli zaakceptować irańską kontrolę nad szlakami żeglugowymi – skądinąd ZEA były szczególnie mocno atakowane przez Iran w toku wojny – i wspiera amerykańskie starania o utrzymanie otwartego południowego korytarza. Jednocześnie emirackie firmy naftowe, zwolnione z ograniczeń narzucanych przez kartel, mogą teraz swobodnie reagować na sygnały rynkowe – co w praktyce oznacza gotowość do natychmiastowego zwiększenia eksportu, gdy tylko logistyka na to pozwoli, a ropa właśnie odnotuje wzrosty.

Ropa płynie – w ten czy inny sposób

W tym kontekście w Zatoce Perskiej wykształciło się ciekawe zjawisko – podmiotów, które na omijaniu irańskiej blokady Ormuzu doskonale zarabiają. Cumują tam obecnie supertankowce o ładowności niemal 80 mln baryłek, które na zlecenie armatorów i traderów podejmują się „cichego” transportu surowca. Niektórzy operatorzy wykorzystując chaos i rozbieżności w stawkach frachtowych, organizują tzw. „shuttle runs” – krótkie, intensywne rejsy przeładunkowe, które generują rekordowe zyski w warunkach sztucznie ograniczonej podaży.

Stawki za czarter Very Large Crude Carrier (VLCC) osiągały w szczytowym momencie kryzysu poziomy kilkukrotnie przewyższające standardy rynkowe. Inni armatorzy sięgają po metody doprowadzone do perfekcji przez… Iran i tzw. flotę cieni na usługach tego państwa. Ropa jest zatem transportowana nieoficjalnie, bardzo często nocą, z wyłączonymi transponderami, z zachowaniem ciszy radiowej i możliwie daleko od wybrzeża irańskiego. Wszystko to, na równi z oficjalnym ruchem „irańskim”, i oficjalnym „amerykańskim”, pozwala powoli rozładowywać napęczniały uprzednio kryzys.

OPEC+, decydując się na kolejne zwiększenie produkcji, stawia, że ropa płynąca bez większych zakłóceń przez Ormuz to stan, który utrzyma się w najbliższych miesiącach. Jeśli jednak Iran spróbuje zaostrzyć kontrolę nad cieśniną, lub – co gorsza – wznowić działania zbrojne przeciwko statkom płynącym południową trasą, zwiększone kwoty wydobywcze szybko przestaną mieć znaczenie. Surowiec będzie tkwił w magazynach nad Zatoką Perską, a kartel będzie miał kolejny problem z wiarygodnością – tym razem w obliczu rywalizacji z byłym już członkiem.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!