Tankowce znów płyną przez Ormuz, ale Arabowie chcą cieśninę zneutralizować – trwale
Szlak morski wiodący z Zatoki Perskiej przez Cieśninę Ormuz w końcu oficjalnie jest otwarty. Uwięzione na tym akwenie statki mogą nareszcie odpłynąć (jeśli jeszcze jakieś tego nie uczyniły), zaś strumień ropy i innych towarów (jak np. aluminium czy nawozów sztucznych) z tego regionu mogą popłynąć bez przeszkód. Czy też może bardziej „zacząć płynąć”, bo na powrót do pełnego wolumenu przyjdzie jeszcze długo poczekać. Rzecz w tym, że faktyczny powrót do stanu sprzed wojny najprawdopodobniej nigdy nie nastąpi – nie, jeśli plany dotkniętych skutkami tej wojny „naftowych” monarchii arabskich doczekają się realizacji.
Jak wiadomo, na przekór wątpliwościom i dziesiątkom przedwczesnych sygnałów doszło w końcu do podpisania porozumienia pokojowego między Iranem i Stanami Zjednoczonymi. Memorandum of understanding podpisane przez przedstawicieli Waszyngtonu i Teheranu we środę, 18 czerwca (pierwotnie miało zresztą do tego dojść dzień później, ale plany przyspieszono) zawiera zobowiązanie do wzajemnego zniesienia działań blokadowych – amerykańskiej blokady portów irańskich oraz irańskiej blokady Cieśniny Ormuz.
Ormuz otwiera naftową paszczę
Dzięki temu już na początku tego tygodnia, w poniedziałek 15-go, pierwszy od początku wojny statek – indyjski gazowiec LNG Disha, należący do Petronet – oficjalnie przepłynął trasę morską przez Ormuz, kierując się z katarskiego Ras Laffan do terminalu Dahej w Indiach. Kluczowym słowem jest tu jednak „oficjalnie” – nieoficjalnie bowiem w ciągu ostatnich kilku tygodni doszło do częściowego, co prawda, i nieformalnego, ale faktycznego przywrócenia ruchu morskiego w tej cieśninie – na przekór powtarzającym się atakom i starciom morskim między Iranem i USA.
Statki opuszczające Zatokę Perską albo korzystały z eskorty amerykańskiej floty, którą ta oferowała w ramach operacji „Project Freedom”, albo też po prostu ignorowały blokadę, płynąc „po ciemku” – w nocy, z zachowaniem ciszy radiowej, z wyłączonymi systemami identyfikacji AIS, by unikać wykrycia, i możliwie blisko wybrzeża Omanu. Z takiej metody korzystały zresztą również statki irańskie, choć w ich przypadku była ona mniej skuteczna, gdyż blokująca Iran amerykańska flota dysponuje bardziej zaawansowanymi sensorami oraz systemami obserwacyjnymi.
Teraz Cieśnina Ormuz znów oficjalnie jest otwarta. Największym tego beneficjentem, wyjąwszy Iran, są w teorii arabskie państwa Zatoki Perskiej. Nic dziwnego – nie licząc prowadzonych nieco na oślep irańskich ataków dronowych, terroryzujących nadmorskie miasta w tych krajach, ich eksport naftowy mocno ucierpiał w wyniku wojny. Kraje te jednak są dalekie od entuzjazmu – a zamiast świętować porozumienie (wobec którego mają notabene mocno nieufny stosunek), podejmują aktywne kroki, aby definitywnie zerwać z zależnością swej gospodarki od łaski Teheranu lub amerykańskiej eskorty.
Rurociągi – linie życia
Zjednoczone Emiraty Arabskie ogłosiły to zresztą oficjalnie: tamtejszy minister handlu zagranicznego, Thani Az-Zajoudi, zapowiedział przyjęcie polityki „zero Hormuz dependency” – która będzie realizowana poprzez rozwój i rozbudowę wschodnich, położonych nad Zatoką Omańską portów, a także prowadzących do nich rurociągów i połączeń transportowych. Już teraz istniejący rurociąg Habszan-Fudżajra, o przepustowości 1,5 miliona baryłek dziennie, pozwalał emirackiemu ADNOC utrzymać znaczą część eksportu naftowego podczas irańskiej blokady. Nowa infrastruktura ma tę możliwość znacząco rozszerzyć.
Jeszcze dalej idzie ród Saudów. Rurociąg East-West (Petroline) o długości 1200 kilometrów, przecinający Pustynię Arabską i łączący Abkaik nad Zatoką Perską z Janbu nad Morzem Czerwonym, pierwotnie szacowano na 5 milionów baryłek dziennie przepustowości. W pierwszym kwartale tego roku zdołał on osiągnąć przepustowość rzędu 7 milionów baryłek – dzięki czemu, w apogeum irańskiej blokady, na skutek wzrostów cen ropy Saudi Aramco zdołało zwiększyć swe zyski o 25-26%. Arabia Saudyjska analizuje obecnie możliwość dalszego zwiększenia przepustowości i stałego zwiększenia transportów z Janbu.
W trakcie wojny w trudnej sytuacji znalazł się Kuwejt, który nie posiada własnych alternatywnych tras eksportowych i w kwietniu 2026 r. po raz pierwszy od wojny w Zatoce w 1991 r. odnotował zerowy eksport ropy. Kuwait Oil Company ma prowadzić rozmowy z Arabią Saudyjską i ZEA na temat potencjalnego wykorzystania magistrali przesyłowych tych państw, tak aby umożliwić przesył portów nad Morzem Czerwonym lub Zatoką Omańską również ropy kuwejckiej. Emirat ten rozważa także próbę reaktywacji przesyły rurociągiem Kirkuk-Ceyhan do Turcji.
Iran „przekonał” Arabów
To oczywiście wiąże się z koniecznością rozwiązania sporów politycznych między Kurdami i Turcją, wszystkie zaś wspomniane opcje pociągają za sobą spore koszty. Właśnie zresztą ze względu na koszty i trudności logistyczne zarzucono tam wcześniejsze plany budowy własnego rurociągu omijającego Ormuz. Teraz jednak, gdy alternatywą okazało się całkowite zatrzymanie eksportu dzięki „uprzejmości” Teheranu, perspektywa dzielenia się infrastrukturą z sąsiadami raptownie okazała się mniej problematyczną i bardziej atrakcyjną perspektywą, niż wydawało się to wcześniej.
Konsekwencją tych inwestycji – do których arabskim monarchiom motywacji dostarczył Teheran – mogą być fundamentalne zmiany w architekturze energetycznej regionu. Zatoka Perska jako „stacja benzynowa świata” najprawdopodobniej zacznie tracić znaczenie, nawet jeśli ropa eksportowana przez kraje Półwyspu Arabskiego nadal będzie stamtąd pochodzić. Jak ujawnił prezes Saudi Aramco, Amin Nasser, skumulowane straty w eksporcie wywołane przez blokadę sięgnęły około 880 milionów baryłek – ale dzięki rurociągom udało się w znacznej mierze załagodzić ich skutki.
Stąd rurociągi te będą rozbudowywane z absolutnym priorytetem – szczególnie że perspektywa kolejnych blokad Cieśniny Ormuz wisi nad regionem jak ekonomiczny miecz Damoklesa, i nikt nie wie, jak długo utrzyma się porozumienie pokojowe między Iranem i USA (bo tezę, że zawarty pokój jest trwały, można raczej włożyć między bajki). Tym samym pierwsze w nowoczesnej historii wykorzystanie Cieśniny Ormuz jak broni strategicznej może okazać się jednocześnie ostatnim, przynajmniej na dłuższy czas. Niedługo bowiem może po prostu nie być czego blokować.
