Złoto spadło z wysokiego konia. Teraz rynek czeka tylko na jeden sygnał
Złoto w 2026 roku miało znów wejść w rolę bezpiecznej przystani. Zamiast tego wsiadło na rollercoaster. Jak wynika z najnowszego raportu World Gold Council „Gold Mid-Year Outlook 2026: Point break”, kruszec najpierw przebił intraday poziom 5500 dolarów za uncję, a pod koniec czerwca spadł poniżej 4000 dolarów.W praktyce mamy więc jeden z najbardziej nerwowych startów roku na rynku złota od lat.
Złoto jest tanie czy tylko złapało oddech?
To ważne, bo złoto znów zachowuje się jak barometr globalnego stresu. Nie chodzi wyłącznie o inflację czy stopy procentowe. WGC wskazuje, że w pierwszej połowie roku ceną mocno ruszały ryzyko geopolityczne, zmiany nastrojów inwestorów i momentum. A to oznacza, że druga połowa 2026 roku może być mniej nudna, niż sugeruje obecny poziom ceny.
Według World Gold Council obecna cena złota jest zasadniczo spójna z rynkowym konsensusem. Umiarkowany wzrost gospodarczy, podwyższona inflacja i oczekiwanie na dalsze, ale ograniczone podwyżki stóp procentowych. W takim scenariuszu złoto może kręcić się w przedziale około plus/minus 5% wokół 4100 dolarów za uncję.
Brzmi spokojnie? Tylko pozornie. WGC zaznacza, że wystarczy wyraźny katalizator, aby złoto znowu ruszyło w górę. Może nim być pogorszenie sytuacji gospodarczej, nowy szok geopolityczny, zwrot w oczekiwaniach dotyczących stóp procentowych albo fala zakupów po spadkach. W takim układzie powrót w okolice 4500 dolarów nie wygląda jak fantazja. Przy mocniejszym impulsie możliwy byłby nawet ruch w stronę 5000 dolarów.
Azja kupuje, USA sprzedaje
Najciekawszy fragment raportu dotyczy jednak nie samej ceny, ale tego, kto ją dziś ciągnie. WGC pokazuje, że w pierwszym półroczu odbicia złota częściej pojawiały się w godzinach azjatyckich, a przeceny w godzinach amerykańskich. To sygnał, że Azja coraz mocniej wpływa na wycenę kruszcu, a nie tylko biernie reaguje na to, co zrobi Nowy Jork.

Do tego dochodzą banki centralne. Od 2022 roku kupowały średnio około 1000 ton złota rocznie. Jeśli ten popyt wyhamuje, będzie to problem dla rynku. Jeśli zostanie, może ograniczać głębokość spadków.
Złoto nie jest więc dziś prostą historią o rekordzie i korekcie. To raczej rynek, który odpoczął po szaleńczym rajdzie, ale nadal czeka na zapalnik. I jeśli świat znów zrobi się bardziej nerwowy, ten zapalnik może pojawić się bardzo szybko.
Czytaj więcej w dziale metale szlachetne na Bithub:
Jubiler „zniknął” – razem z połową tony złota z depozytorium
Kruszce ze ścieków przemysłowych. Gigant ze startupem testują pionierską technologię
Zamach bombowy na regulatora wydobycia złota, podejrzewani nielegalni górnicy i gangi
