Jubiler „zniknął” – razem z połową tony złota z depozytorium
W stambulskim starym mieście doszło do zdarzenia, które z pewnością nie wzbudzi wielkiego zdziwienia pośród obserwatorów tureckiego rynku złota, ale niemal na pewno wywoła falę nerwowego śmiechu – względnie otwartej wściekłości – wśród poszkodowanych. Oto bowiem lokalny jubiler, znany tam i prowadzący działalność od lat, właśnie zniknął – wraz z około pięcioma setkami kilogramów złota, które zgromadził od mieszkańców pod szyldem „emanet” – zaufanego depozytu.
Mohamed Y., jubiler działający w historycznej dzielnicy Fatih w Stambule (tj. stanowiącej część oryginalnego Konstantynopola, położonej w obrębie jego murów), ulotnił się. Być może samo to byłby jedynie lokalną ciekawostką kryminalną, gdyby nie fakt, że pan jubiler „zniknął” ze sobą niemal 500 kg złota oraz znacznie środki pieniężne – w ogromnej większości pochodzące ze złożonych u niego depozytów. Należący doń sklep jubilerski Altıneller Kuyumculuk – przez lata cieszący się renomą i zaufaniem pośród klienteli – został zamknięty, a jego drzwi zabezpieczono łańcuchami. Ofiary, które powierzały oszczędności życia swojemu „zaufanemu” pośrednikowi, odkryły, że ich środki, pół tony złota wliczając, zniknęły jak (nomen omen) sen złoty.
Zaufany jubiler
Incydent, jak się okazało, dotknął przy tym nie tylko klientów indywidualnych, choć i tych nie brakowało. Jubiler miał bowiem stanowić zaufanego pośrednika finansowego dla organizacji powiązanych z suficką grupą religijną İsmail Ağha, a także wyznawców tej grupy. W efekcie miał on w swojej dyspozycji znaczące środki finansowe należące do tychże organizacji, takich jak „Związek Stowarzyszeń Ceniących Człowieka” czy fundacja „Erinler”, a także ofiar i datków składanych na ich rzecz przez wyznawców należących do wspomnianej grupy. Przy obecnej cenie złota wynoszącej 131 377 dolarów za kilogram, wartość zaginionego kruszcu sięga kwoty około 65,7 miliona dolarów.
Wspólnota İsmail Ağha, podobnie jak inne grupy sufickie, dba o samorządność na polu finansowym, często pozostając poza oficjalnym obiegiem bankowym. Członkowie takich grup tradycyjnie powierzają oszczędności zaufanym osobom ze wspólnoty, traktując to jako przejaw solidarności. İsmail Ağha uchodzi za jedną z bardziej konserwatywnych i zamkniętych grup w kraju, zaś jej hierarchia religijna wywiera wyraźny wpływ na świeckie życie członków. W tym kontekście przekręt weń wymierzony był być może ułatwiony – jubiler, który uznał, że pobożne intencje nie muszą stać na przeszkodzie świeckiego i średnio legalnego zysku, musiał jedynie pozyskać przychylność mutemeta – zaufanego skarbnika grupy, który powierzył mu złoto wiernych.
Mohamed Y. nie zniknął z powierzchni ziemi zupełnie. Odezwał się bowiem do swoich „braci” poprzez komunikator WhatsApp, zapewniając, że nie zamierzał wcale ukraść cudzych pieniędzy, i obiecując zwrot środków „w najbliższym możliwym czasie”. Kiedy jednak miałby nadejść ów „najbliższy czas”, wie najpewniej jedynie pan – były już – jubiler. Afera wywołała też już wywołać konflikt religijny: suficki duchowny Ahmed Mahmud Onlu, znany jako „Jebli Ahmed” – a przy tym były członek grupy İsmail Ağha – już zdążył oskarżyć jej liderów nie tylko o nieodpowiedzialność, ale także o herezję. Schemat depozytów w złoto, przynoszący odsetki, to bowiem jego zdaniem odmiana lichwy, zakazanej w islamie.
Złoto lepsze w garści
Po zgłoszeniach ze strony mieszkańców, w zrozumiały sposób wzburzonych faktem zniknięcia ich oszczędności, prokuratura wszczęła postępowanie. Wiadomo jednak, że szanse na odzyskanie tych ostatnich są… umiarkowane. Warto zauważyć, że podobne incydenty występują w Turcji z nieomal nużącą regularnością. Zaledwie w ostatnich miesiącach w dzielnicy Bağcılar inny jubiler dyplomatycznie takżę zniknął – naturalnie wraz z pieniędzmi mieszkańców – wcześniej wabiąc ich obietnicami wysokich zysków. W tym przypadku biżuteria wystawiona w witrynie okazała się nie być podróbką – szczegół, który umknął uwadze potencjalnych inwestorów, ale który z nich mógłby w istocie sprawdzić zawartość kruszcu?
Złoto w Turcji pełni funkcję, która w innych gospodarkach przypada zazwyczaj instrumentom bankowym i walutom obcym. Według szacunków Izby Jubilerów w Stambule (İKO), w prywatnych domach na terenie kraju znajduje się około 5 tys. ton złota, o wartości co najmniej 500 miliardów dolarów. Prezes izby, Mustafa Atayık, wyliczał niedawno, że przy cenie około 107 000 dolarów za kilogram wartość tych zapasów przekracza pół biliona dolarów. Przyczyna tego zjawiska jest oczywista: brak zaufania do waluty krajowej i instytucji finansowych, pogłębiony przez lata galopującej inflacji i dewaluacji liry. Budzi to naturalnie nieustającą frustrację władz tego kraju, które wielokrotnie chciały „zmobilizować” oszczędności obywateli.
Ale na chęciach dotąd się kończyło – głównie dlatego, że władze nie mają faktycznych narzędzi, by wyciągnąć złoto z materacy i szkatułek Turków. Co, skądinąd, jest jednym z głównych czynników, który zachęca tych ostatnich do tej właśnie formy gromadzenia oszczędności. Nie sposób się im dziwić.
