Banki centralne złamią kryptowaluty? BlackRock ma złe wieści

20 952

Analitycy największego na świecie funduszu zarządzającego aktywami nie mają złudzeń, że działania Fed nie oznaczają niczego dobrego dla rynku akcji z którymi w ostatnim czasie korelują kryptowaluty, metale szlachetne oraz inne ryzykowne aktywa. Analitycy zgodnie obniżyli prognozę wzrostu dla rynku akcji w obawie o ponowne, niższe wyceny walorów w otoczeniu łapiącej poważną zadyszkę, obciążonej wysokimi stopami i inflacją gospodarki. Nie jest to pierwsza taka nota ze strony BlackRock, już w poprzedniej analitycy wskazywali, że jeśli Rezerwa Federalna będzie podnosić stopy w otoczeniu odpornej na podwyżki inflacji i wysokich oczekiwań inflacyjnych – gospodarkę USA czeka bolesna i głęboka recesja, której wydają się nie doceniać bankierzy.

Zmienność i inflacja

Rynek finansowy balansuje między możliwym wzrostem, a dławiącą dalszy rozwój, wysoką inflacją. Banki również są pod ścianą, pod którą same zgodziły się zawędrować uruchamiając potężny dodruk w 2020 roku i nie 'wygaszając’ go odpowiednio wcześnie. Być może jeśli podwyżki stóp obserwowalibyśmy zimą 2021 roku nie byłoby dziś tak beznadziejnej sytuacji. Tak się jednak nie stało, na rynek w USA wszedł potężny stimulus – nie oszukujmy się – macki polityki sięgają do banków centralnych i stanowią naczynia połączone. Keynesowska koncepcja gospodarki i interwencjonistyczny rząd bynajmniej nie stanowią dla giełdy stabilnego otoczenia. Ani dla rozwoju gospodarczego… Zdaniem BlackRock banki centralne są nadmiernie skoncentrowane na restrykcyjnej polityce monetarnej, która spowoduje gospodarcze szkody i uderzy w stabilność finansową, czego rynek wydaje się jeszcze nie doceniać lub udaje, że nie widzi zagrożenia (ostatni przypadek Credit Suisse?).

Analitycy nie maja wątpliwości – spadek inflacji do 2% to głęboka recesja w USA i spadek PKB USA o kilka procent. BlackRock wskazuje na bardzo ograniczone możliwości podażowe (słaba produkcja) w największych, rozwiniętych gospodarkach, które nie doszły jeszcze do siebie po pandemii covid i przestojach w łańcuchach dostaw oraz zamówieniach. Nierównowaga podaży i popytu ma miejsce przede wszystkim w usługach i jest fundamentem na którym opiera się rosnąca inflacja. Zatem zdaniem BlackRock jedynym możliwym sposobem by walczyć z inflacją jest teraz… paliwo wzmacniające popyt (czyżby chodziło o dodruk?).

Ponieważ producenci w otoczeniu ograniczonego popytu podnoszą ceny produktów. Posłużmysię abstrakcyjnym, teoretycznym przykładem: jeśli Mercedes był w stanie sprzedaż 20 000 samochodów miesięcznie w 2019 roku, dziś jest w stanie sprzedać 5000 ponieważ tylko na tyle pozwalają dostawy chipów. W związku z ograniczonymi możliwościami produkcji winduje cenę by przestoje nie odbiły się na rentowności. Silny rynek akceptuje podwyżkę – inflacja rośnie. To prosty schemat, który pokazuje że zastoje w łańcuchach dostaw rzutują na ceny. Co jeśli Mercedes zanotuje popyt na tylko 4000 z 5000 modeli? Prawdopodobnie sprzeda 20% mniej samochodów. Co stanie się wówczas z akcjami i prognozami (PE ratio) firmy? To właśnie w taki sposób recesja może odbić się na wycenach giełdy.

Według BlackRock agresywna polityka Rezerwy Federalnej będzie kosztować USA 3 miliony bezrobotnych i PKB niższe o nawet 2%. Dopiero wówczas cel inflacyjny będzie mógł zostać zrealizowany (tylko jakim kosztem?!). Co więcej analitycy podkreślają, że w Europie kryzys dodatkowo się wzmocni przez problemy z energią i wojnę, która powoduje niepewność i słabość europejskich walut. Dodatkowo politycy są wciąż relatywnie ostrożnie w stymulowaniu gospodarki i raczej nie przygptowują się na rzucenie ratunkowego koła podobnego do tego jakie znamy z 2020 i 2021 roku.

Awersja do ryzyka

Według BlackRock akcje dopiero obecnie zaczęły powoli wyceniać coraz gorsze perspektywy makroekonomiczne ale fundusz wciąż widzi potencjał do ruchu w dół; co jeszcze bardziej bolesne – fundusz podkreślił zbyt duży optymizm jeśli chodzi o prognozy zysków na 2023 rok. Analizując obecne rynkowe tło Wall Street może czekać duże rozczarowanie ponieważ popyt prawdopodobnie ulegnie destrukcji, do której prowadzą gospodarkę banki centralne. Co więcej w nocie przeczytamy też o silnym dolarze, który powoduje zamieszanie w gospodarkach na całym świecie.

Kiedy BlackRock zmieni zdanie?

Fundusz podkreślił, że zmieni prognozy dla rynku akcji jeśli ceny zaczną powoli odzwierciedlać synergiczny efekt recesji i wyższych stóp. Banki centralne zorientują się wówczas, że restrykcyjna polityka monetarna wyrządziła szkody gospodarce i wstrzymają kolejne podwyżki. Do tego poprawi się się krajobraz w łańcuchu dostaw. Dopiero wówczas BlackRock rozważa podniesienie rekomendacji dla akcji. Oznacza to, że zdaniem BlackRock aktualne ceny aktywów choć potężnie straciły nie są jeszcze dość okazyjne i nie w pełni odzwierciedlają bezprecedensowe problemy gospodarcze, które nadchodzą wielkimi krokami. Bynajmniej nie są to dobre informacje dla Bitcoina, w końcu kryptowaluty były największym beneficjentem dodruku. Rosnące altcoiny i przysłowiowe psie projekty zachęcały miliony inwestorow do wejścia na rynek crypto. W końcu rekordowo niskie stopy procentowe, szczepionki które oddaliły wizję pandemii powodując euforyczny efekt na rynkach… To wszystko napędzało wzrostową spiralę. Dziś spirala jednak obraca się w przeciwną stronę.

Może Cię zainteresuje:

Komentarze