Śmigłowiec bojowy zestrzelony, irańskie porty znów bombardowane. Ceny ropy rosną, obie strony obiecują odwet
We wtorek doszło (znów…) do gwałtownego zaostrzenia napięcia militarnego na Bliskim Wschodzie – amerykański śmigłowiec został zestrzelony, zaś Iran znów stał się obiektem bombardowań. Innymi słowy, pomimo w teorii obwiązującego i wciąż przedłużanego rozejmu, coraz intensywniejsza wymiana uderzeń kinetycznych pomiędzy Iranem i Stanami Zjednoczonymi jest w efekcie powrotem do wojny, tyle że (jeszcze?) o niższej niż w kwietniu intensywności. Niezależnie od tego, swoje działania militarne w Libanie kontynuuje (również z coraz większym efektem) Izrael.
W godzinach porannych we wtorek amerykański śmigłowiec szturmowy AH-64 Apache uległ zniszczeniu podczas patrolu w rejonie Cieśniny Ormuz, w pobliżu wód terytorialnych Omanu. Dwaj członkowie załogi wiropłata mieli bezpiecznie opuścić maszynę. Pentagon poinformował o uratowaniu obu członków załogi, których ewakuacja przeprowadzona została przy udziale bezzałogowego statku powierzchniowego US Navy przypisanego do Task Force 59 – operacja ta stanowi prawdopodobnie pierwszy w historii przypadek, gdy jednostka bezzałogowa przeprowadziła akcję ratunkową personelu wojskowego.
Prezydent Donald Trump w swoim wpisie potwierdził pierwsze domysły, które szybko się pojawiły – że maszyna została zestrzelona przez irańskie siły zbrojne, dodając, że Stany Zjednoczone „muszą, z konieczności, odpowiedzieć na ten atak”. I odpowiedziały. Wedle informacji przekazanych przez amerykańskie dowództwo ds. działań w rejonie Bliskiego Wschodu (CENTCOM), amerykańskie lotnictwo przeprowadziło we wtorek odwetowe naloty na Iran, w toku których uderzono na wyrzutnie pocisków rakietowych, centra dowodzenia, węzły łączności oraz sensory i instalacje wywiadowcze.
Równocześnie, i także tego samego dnia, lotnictwo sił zbrojnych USA wykonało także ataki na irańskie porty Bandar Abbas, Sirik i Keszm. Tylko w przypadku tego ostatniego, leżącego na wyspie o tej samej nazwie, irańskie media państwowe miały donosić o sześciu oddzielnych eksplozjach. Te same media miały także informować o amerykańskich atakach na irański tankowiec – amerykańska flota nadal egzekwuje blokadę morską, nałożoną przez Stany Zjednoczone jako odwet za własną blokadę Cieśniny Ormuz przez Iran – a także o (naturalnie określonych jako odwetowych) atakach na trzy amerykańskie niszczyciele.
Iran i USA „rozmawiają”
Wcześniej, w poniedziałek, doszło do wymiany ognia między Izraelem a Iranem: Iran dokonał ostrzału rakietowego Izraela w odwecie za izraelski atak na przedmieście Bejrutu, na co Izrael odpowiedział – rzecz jasna, odwetowo – uderzeniami na cele w Iranie, co pociągnęło za sobą kolejne irańskie ataki. Także i teraz Iran zapowiedział już, słowami ministra spraw zagranicznych Abbasa Araghcziego, odpowiedź militarną na wtorkowe amerykańskie naloty – a także po raz kolejny określił, trwającą blokadę morską (znacznie dla siebie gorszą niż same bombardowania) jako ciągłą agresję zbrojną.
Jeszcze wcześniej, 3 czerwca, irańskie drony uderzyły w terminal pasażerski na lotnisku w Kuwejcie, powodując śmierć jednej osoby i rany u 63 kolejnych. Z kolei amerykańskie lotnictwo przeprowadziło uderzenia na irańskie niewielkie jednostki morskie oraz – znów, po poprzednich nalotach – cele na wyspie Keszm. Na tym tle zdumiewać może, że wciąż prowadzone są negocjacje pokojowe – które, co więcej, rzekomo „już wkrótce” mają zaowocować trwałym porozumieniem pokojowym. Obydwie strony, USA i Iran, nieustannie zaprzeczają sobie nawzajem w doniesieniach dotyczących warunków tego porozumienia.
W efekcie tego wszystkiego, ciągu ostatniej doby cena ropy naftowej typu Brent wzrosła o 3,2% i osiągnęła poziom 92,45 dolara za baryłkę. Notowania amerykańskiej ropy WTI podskoczyły o 3,5%, do 88,72 dolara za baryłkę. Wzrosty odnotowano również w przypadku kontraktów terminowych na gaz ziemny, których ceny na europejskich rynkach zanotowały wzrosty o 2,1%.
