Główny irański port pod bombami, łodzie ostrzelane z powietrza są zabici. Negocjacje zasłoną dymną?

Główny irański port pod bombami, łodzie ostrzelane z powietrza są zabici. Negocjacje zasłoną dymną?

Serię silnych eksplozji odnotowano w Bandar Abbas, głównym irańskim porcie położonym nad strategiczną Cieśniną Ormuz, w poniedziałek, 25 maja, późnym wieczorem. Miały one być skutkiem bombardowania, ewentualnie dalekosiężnego ostrzału. Państwowe irańskie media, w tym agencje Mehr, Fars i Tasnim, poinformowały o wybuchach słyszanych na wschodnich obrzeżach miasta oraz w pobliskich portach na wyspie Keszm i w Minab. Wszystko to następuje dokładnie wtedy, gdy porozumienie na linii Iran-Stany Zjednoczone od kilku dni zapowiadano jako będące niemal gotowe.

Zgodnie z doniesieniami wspomnianych agencji – o stopniu wiarygodności, który póki co pozostaje niemożliwy do rzetelnego zweryfikowania – ataki dotknęły (także?) cywilne obszary, w tym nadbrzeżne tereny w pobliżu portu Bahman na wyspie Keszm oraz w Dżask. W samym Bandar Abbas miało dojść do „wymiany ognia” między irańskimi siłami a nieznanym przeciwnikiem.

Niemal oczywistym, jeśli w ogóle nie jedynym możliwym kandydatem wydają się tutaj Amerykanie – ale czy chodzi o amerykańskie lotnictwo, okręty, bezzałogowce czy inną formację, nie sposób powiedzieć. Amerykański myśliwiec miał też zatopić dwie irańskie jednostki w porcie. Cytowane irańskie „źródła wojskowe” twierdziły z kolei, że zestrzelono „kilka wrogich dronów”, zaś patrolujące akwen Zatoki Omańskiej amerykańskie okręty – ostrzelano.

Iran znów w dymie

Z kolei wedle źródeł zachodnich oraz arabskich – zarówno przekazów prasowych i medialnych, jak i relacji pojawiających się w mediach społecznościowych – to tylko część prawdy. Siły amerykańskie w istocie miały uderzyć na Iran, ostrzeliwując cele w Bandar Abbas i okolicach, jednak uczyniły to w odwecie na irański atak przeprowadzony na wspomniane wyżej amerykańskie okręty. Chodziło o trzy niszczyciele rakietowe klasy Arleigh Burke,

Wcześniej tego formacje irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (Sepah-e Pasdaran) miały ostrzelać je za pomocą dronów oraz przeciwokrętowych/balistycznych pocisków rakietowych. Tak też przedstawiło to odpowiedzialne za działania na Bliskim Wschodzie amerykańskie Dowództwo Centralne (CENTCOM), które zaznaczyło, że żaden z okrętów amerykańskiej floty nie został trafiony, natomiast uderzenie na Iran było aktem obrony własnej po „niesprowokowanym” ataku.

Według cytowanych przedstawicieli Waszyngtonu, amerykańskie siły w rzeczy samej zaatakowały port Bahman na Wyspie Keszm, nieokreślony cel w Bandar Abbas oraz punkt kontrolny Bandar Kargan w prowincji Hormozgan. Amerykanie zadeklarowali, że wyeliminowali nadlatujące zagrożenia i zniszczyli irańskie stanowiska startowe rakiet, centra dowodzenia oraz węzły wywiadu, rozpoznania i obserwacji.

Negocjacje nad (nie)porozumieniem

To wszystko ma miejsce w sytuacji, w której w stolicy Kataru, Dausze, trwają kolejne – i rzekomo bardzo zaawansowane – negocjacje pokojowe. Irańskie i amerykańskie źródła przyznawały, że osiągnięto „porozumienie w wielu kwestiach”, ale nie zawarto jeszcze ostatecznej umowy. Prezydent Iranu, Masud Pezeszkian, wydał zaś polecenie przywrócenia dostępu do Internetu, co miało być gestem dobrej woli przed kolejnymi rundami rozmów.

Na przekór temu, pozostaje jednak dalece niepewne, czy kadry Pasdaranu (które faktycznie kontrolują obecnie Iran) posłuchają jego polecenia. Oficjalnie optymistycznym doniesieniom dot. negocjacji towarzyszą zaś ponawiane żądania obydwu stron, które ta druga uważa za całkowicie nie do przyjęcia. Ze strony amerykańskiej to m.in. pełne przekazanie materiałów rozszczepialnych i definitywne zniszczenie(pod kontrolą międzynarodową) irańskiego programu nuklearnego.

Iran wielokrotnie sygnalizował, że w żadnym wypadku tego warunku nie spełni. Sam domaga się natomiast – zanim ustalenia dot. innych zagadnień będą w ogóle negocjowane – do tego, by USA zgodziły się na irańską kontrolę nad Cieśniną Ormuz, zniosły blokadę morską wybrzeży Iranu, zniosły nałożone na Iran sankcje i odmroziły irańskie aktywa. Każdy z tych punktów pozostaje nieakceptowalny dla Waszyngtonu.

W tym kontekście krystalizuje się pytanie – zakładając naturalne, że obydwie strony choć częściowo mówią w oficjalnych oświadczeniach prawdę – czemu służą w takim razie te negocjacje?

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!