Główne lotnisko kraju, strategiczna wyspa w ogniu. Nocne starcia, gwałtowny wzrost wrogości – Kongres chce powstrzymać Trumpa
screen: Instagram

Główne lotnisko kraju, strategiczna wyspa w ogniu. Nocne starcia, gwałtowny wzrost wrogości – Kongres chce powstrzymać Trumpa

W Zatoce Perskiej znów nagle podskoczyło napięcie. I tak utrzymywało się ono od dawna w kontekście próżnych, niewiele wnoszących negocjacji Iranu z USA – w ramach których i Iran, i Stany Zjednoczone twierdzą, że zostanie ono zawarte na ich własnych warunkach – a tymczasem raptownie, niemal bez zapowiedzi znów doszło do intensywnej wymiany militarnych ciosów.

We środę, 3 czerwca, Iran przeprowadził zmasowany atak dronowo-rakietowy na terminal T1 Międzynarodowego Portu Lotniczego w Kuwejcie, prowadząc do śmierci jednej osoby (indyjskiego pracownika) oraz raniąc 63 kolejne. Liczba ofiar mogłaby być znacznie wyższa, gdyby znacząca część z 30 wykrytych pocisków i dronów nie rozpadła się w locie lub nie została przechwycona przez kuwejckie (i przypuszczalnie też amerykańskie) systemy obrony powietrznej.

Lotnisko, główny węzeł komunikacyjne tego niewielkiego kraju, doświadczyło „poważnych szkód materialnych” – innymi słowy, wspomniany terminal zmienił się w dymiącą, wypełnioną szczątkami ruinę – co zmusiło władze emiratu do wprowadzenia tymczasowego zakazu operacji lotniczych. Kuwait Airways wstrzymało wszystkie własne loty, a globalni przewoźnicy – od Emirates po IndiGo – w chaosie odwoływali rejsy, tworząc paraliż lotniczy w regionie.

Iran intensyfikuje „kontakty sąsiedzkie”

Równocześnie irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (Sepah-e Pasdaran), odpowiedzialny za niemal wszystkie ataki rakietowe, wystrzelił także kolejną salwę – wymierzoną w Bahrajn. Celowano w port Mina Salman oraz tamtejszą bazę V floty Stanów Zjednoczonych. Amerykańskie i bahrajńskie systemy obrony powietrznej zestrzeliły trzy pociski zmierzające w stronę wyspy. Jeden bengalski pracownik stoczni zginął trafiony spadającymi szczątkami strąconych dronów i rakiet.

Kuwecki Minister Spraw Zagranicznych oświadczył, że ataki były z premedytacją skierowane przeciwko infrastrukturze cywilnej, w tym przeciwko lotnisku oraz obiektom dyplomatycznym. Rada Współpracy Państw Zatoki Perskiej potępiła ten i poniższy akt jako „tchórzliwe ataki”, czym jednak Iran w oczywisty sposób się nie przejmuje. Teheran ze swej strony wydał oświadczenie, w którym grozi kolejnymi atakami, twierdząc, że „udzielił w ten sposób lekcji” Amerykanom i krajom zatoki.

Moc wybuchowej edukacji

O lekcji można też mówić w drugą stronę – choć tę Teheran potępił jako „ostre złamanie zawieszenia broni”. W nocy lotnictwo amerykańskie zbombardowało bowiem – oficjalnie w ramach „działań obronnych” – irańskie cele na strategicznej wyspie Keszm w Zatoce Perskiej, niszcząc m.in. wieżę komunikacyjną należącą do Pasdaranu oraz naziemną stację kontroli powietrznej. Do morskiej bitwy doszło także w samej Cieśninie Ormuz, gdzie amerykańskie okręty miały zostać ostrzelane przez drony (wszystkie zestrzelono).

Amerykanie twierdzą, że łącznie strącili kilkadziesiąt wystrzelonych przez Iran pocisków balistycznych oraz dronów uderzeniowych. W ramach rewanżu oraz działań „prewencyjnych”, siły morskie USA ze swej strony miały z kolei ostrzelać pociskami rakietowymi irański tankowiec, który próbował przełamać nałożoną na Iran w kwietniu i, pomimo owocnych rzekomo negocjacji, wciąż utrzymywaną przez Amerykanów blokadę morską – która notabene pozostaje ich bodaj najsilniejszym argumentem w negocjacjach, podobnie jak blokada Cieśniny Ormuz to realnie najcięższy argument, który pozostał Teheranowi.

Pustosłowie na skalę międzynarodową

W Libanie nominalny rozejm między Hezbollahem a Izraelem okazał się dyplomatyczną fikcją. Izraelskie lotnictwo prowadzi regularne naloty na południowy Liban, a Hezbollah atakuje ogniem rakietowym i dronami cele w północnym Izraelu. Mimo że Donald Trump, po rozmowie z Benjaminem Netanjahu (i, pośrednio, przywódcami Hezbollahu), ogłosił w poniedziałek przełomowe porozumienie w związku z uzgodnieniem, że izraelskie bombardowania na przedmieścia Bejrutu ustaną w zamian za zaprzestanie ostrzału prowadzonego przez Hezbollah, IDF i bojówki tej organizacji wciąż wymieniają się ciosami.

Ironia sytuacji polega na tym, że akurat w momencie, gdy Trump snuje dyplomatyczne plany, Kongres chce ograniczyć jego uprawnienia wojenne. Amerykańska Izba Reprezentantów właśnie przegłosowania tzw. War Powers Resolution, która nakazywałaby wstrzymanie działań zbrojnych wymierzonych w Iran w ciągu 60, chyba że Kongres osobno wydałby autoryzację dla dalszych działań lub przegłosował wypowiedzenie wojny. Trump odpowiada, że rezolucja jest bezprzedmiotowa, ponieważ zawieszenie broni z kwietnia oznacza zakończenie działań wojennych. A ew. dalsze działania stanowiłyby „nową” wojnę.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!