Meksykański miliarder stracił 450 mln dolarów. Złodziej udawał członka legendarnej rodziny
Nazwisko Astor przez lata działało w USA jak przepustka do świata wielkich pieniędzy. Stare fortuny, nowojorskie elity, luksusowe hotele, wpływy ciągnące się jeszcze od XIX wieku. I właśnie na tym miał zagrać człowiek, którego amerykańscy śledczy oskarżają o wyłudzenie setek milionów dolarów od meksykańskiego miliardera. Ta historia momentami brzmi wręcz absurdalnie.
Oszustwo na setki milionów. „Jak mogłem się na to nabrać?”
Według prokuratury 63-letni Vladimir Sklarov, urodzony na Ukrainie Amerykanin, używał kilku różnych nazwisk. Raz miał być Gregorym Mitchellem, innym razem Markiem Simonem Bentleyem. Pod jedną z tych tożsamości stworzył firmę Astor Asset Group, która miała wyglądać jak ekskluzywna instytucja finansowa powiązana z rodziną Astorów.
Ofiarą miał zostać Ricardo Salinas Pliego, jeden z najbogatszych ludzi w Meksyku. I chyba właśnie to robi tutaj największe wrażenie. Nie anonimowy inwestor z internetu, tylko człowiek obracający gigantycznymi pieniędzmi, mający dostęp do doradców, prawników i całego finansowego zaplecza. Sam Salinas później powiedział wprost: „Czuję się jak kompletny idiota. Jak mogłem się na to nabrać?”
Wszystko wyglądało „premium”
Według śledczych cały mechanizm był prosty, ale dobrze opakowany. Salinas szukał pożyczki zabezpieczonej akcjami jednej ze swoich spółek. Astor Asset Group miało zapewnić finansowanie warte ponad 100 milionów dolarów. W tle pojawiały się opowieści o starym majątku rodziny Astorów, bogatych klientach, funduszach i elitarnych kontaktach.
To nie wyglądało jak scam z podejrzanego maila. Wręcz przeciwnie, wszystko miało sprawiać wrażenie transakcji dla ludzi z najwyższej półki. Problem polegał na tym, że akcje warte około 450 mln dolarów, które miały być tylko zabezpieczeniem pożyczki, zostały po prostu sprzedane. Część pieniędzy miała zostać przeznaczona na finansowanie samej pożyczki. Reszta zniknęła.
Czytaj również w dziale społeczeństwo:
Cieśnina Ormuz niebawem będzie drożna? Przemówił sekretarz wojny, Pete Hegseth
Miliardy widzów mogą w ogóle nie zobaczyć mundialu. FIFA ma potężny problem
Weryfikacja wieku pokonana przez… dzieci z dorysowanym wąsem
Bogaci też chcą wierzyć w wyjątkowe okazje
To zresztą nie pierwszy przypadek, gdy ktoś bardzo zamożny daje się złapać na podobny mechanizm. Im większe pieniądze krążą wokół transakcji, tym częściej pojawia się przekonanie, że wszystko zostało dokładnie sprawdzone. A czasem nie zostało.
Ta historia jest o tyle ciekawa, że nie ma tu hakerskich ataków, blockchaina ani skomplikowanego cyberoszustwa. Jest za to coś znacznie starszego i bardziej ludzkiego, czyli umiejętność sprzedania komuś odpowiedniej historii. I wygląda na to, że czasami to w zupełności wystarcza.
