Polska spółka jest światowym liderem. Tymczasem srebro znika z rynku
Na rynku srebra dzieje się coś, co spokojnie mogłoby być tematem numer jeden, ale nie jest. W cieniu złota i Bitcoina metal, który jeszcze kilka lat temu był traktowany trochę po macoszemu, znów wpada w strukturalny deficyt. I to nie pierwszy raz. Z najnowszego raportu World Silver Survey 2026 wynika, że globalny rynek srebra już kolejny rok z rzędu nie jest w stanie zaspokoić popytu. Zużywamy więcej, niż jesteśmy w stanie wydobyć.
Fotowoltaika i przemysł robią swoje. Srebro towarem deficytowym
Największy problem? Popyt nie tylko nie spada, ale wręcz rośnie i to w miejscach, które trudno zatrzymać. Srebro jest dziś kluczowym komponentem chociażby w produkcji paneli fotowoltaicznych. A skoro świat przyspiesza transformację energetyczną, to automatycznie rośnie też zapotrzebowanie na ten metal.
Do tego dochodzi elektronika, przemysł i zastosowania technologiczne. Efekt jest prosty: rynek jest coraz bardziej napięty, a każdy kolejny rok dokłada kolejną warstwę presji. Problem w tym, że wydobycie nie rośnie w tym samym tempie.
Nowe projekty górnicze są kosztowne, czasochłonne i obarczone ryzykiem. Nie da się po prostu „włączyć” dodatkowej produkcji z dnia na dzień. Recykling częściowo łata dziurę, ale nie jest w stanie zrównoważyć rosnącego popytu. A to oznacza, że deficyt nie jest jednorazowym wypadkiem przy pracy i zaczyna wyglądać jak coś bardziej trwałego.
Rynek jeszcze tego nie kupił?
I tu pojawia się najciekawsze pytanie. Bo mimo tych danych srebro nie zachowuje się jak aktywo, które właśnie wchodzi w fazę chronicznego niedoboru. Cena reaguje, ale bez spektakularnych ruchów, które widzieliśmy np. na złocie. Możliwe są dwa scenariusze. Albo rynek jeszcze nie do końca wierzy w trwałość tego trendu. Albo… po prostu jest spóźniony.
Srebro ma jedną przewagę, której złoto nie ma: jest metalem przemysłowym. A to oznacza, że jego los jest mocniej powiązany z realną gospodarką. I tu pojawia się ryzyko. Jeśli globalna koniunktura siądzie, popyt przemysłowy może wyhamować, co natychmiast odbije się na cenie. W przeciwieństwie do złota, które w takich momentach często zyskuje, srebro może dostać rykoszetem.
Na dziś pewne jest to, że rynek srebra robi się coraz ciaśniejszy. Deficyt nie znika, popyt rośnie, a podaż nie nadąża. To mieszanka, która w pewnym momencie może wywołać gwałtowną reakcję rynku. Pytanie tylko, czy inwestorzy zdążą to zauważyć wcześniej… czy dopiero wtedy, gdy cena zacznie im uciekać.
Czytaj także w dziale metale szlachetne:
Srebro jeszcze trudniej dostępne? Chiny blokują eksport substancji niezbędnej do wydobycia
Krach czy tylko korekta? Eksperci ostrzegają przed pułapką na rynku złota
Prezydent u króla: afrykański kraj, za arabskie pieniądze, chce przejąć światowego giganta
Kilka rzeczy, które łatwo przegapić
W samym raporcie jest jeszcze kilka smaczków, które nie przebijają się do nagłówków, a sporo mówią o rynku.
Dowiadujemy się na przykład, że popyt na srebro nie jest tak oczywisty, jak mogłoby się wydawać. W niektórych segmentach widać wyhamowanie, szczególnie jeśli chodzi o zakupy detaliczne. Czyli dokładnie odwrotnie niż w przypadku złota, które wciąż przyciąga kapitał w czasach niepewności.
Po drugie, duża część podaży srebra nadal pochodzi jako „produkt uboczny” przy wydobyciu innych metali, głównie miedzi i cynku. To oznacza, że rynek srebra jest w pewnym sensie zakładnikiem koniunktury w zupełnie innych sektorach.
I wreszcie trzecia rzecz, czyli zapasy. Raport sugeruje, że część deficytu jest pokrywana z istniejących rezerw, co może tłumaczyć, dlaczego ceny nie reagują jeszcze tak dynamicznie. Ale to też oznacza jedno: jeśli ten bufor się skończy, rynek może bardzo szybko zmienić zachowanie.
Mało kto zwraca uwagę na jeszcze jeden detal. Jednym z największych producentów srebra na świecie jest polski KGHM. Problem w tym, że nie wydobywa go dla srebra. To efekt uboczny produkcji miedzi.
