Cena miedzi najwyższa w historii. „Czerwone złoto” trzęsie rynkiem – i budzi niepokój

Cena miedzi najwyższa w historii. „Czerwone złoto” trzęsie rynkiem – i budzi niepokój

We wtorek, 8 września 2026 r., cena miedzi notowana na Londyńskiej Giełdzie Metali (London Metal Exchange, LME) przebiła barierę 14,5 tysiąca dolarów za tonę, ustanawiając nominalny rekord wszech czasów (all-time high). W skrajnych momentach wycena sięgała nawet 14 533 dol./t, co oznacza wzrost o blisko 70% od kwietniowych dołków i o około 16% w ujęciu rocznym. Równocześnie zapasy tego metalu zarejestrowane na LME skurczyły się do zaledwie 50 tys. ton – poziomu niewidzianego od dekad.

Wszystko to to skutek zbiegu coraz niebezpiecznych dla rynku i nabywców zjawisk. Globalna podaż kurczy się, z kolei popyt – zwłaszcza ze strony centrów danych, sieci energetycznych i elektrowni – rośnie w tempie, którego stare kopalnie nie nadążyłyby zaspokoić, nawet gdyby eksploatowane przezeń złoża nie wyczerpywały się w coraz większym stopniu. Ale te i owszem, wyczerpują się – zaś nowo zagospodarowane pokłady są co do zasady mniej dostępne, trudniejsze w wydobyciu i w efekcie kosztowniejsze. Co naturalnie sprawia, że finalna cena miedzi także idzie długofalowo w górę.

Mało metalu – a to, co jest, i tak niedostępne

Ilustrują to dane z ostatnich miesięcy. W pierwszej połowie tego roku produkcja koncentratu miedzi spadła o 2,6%, zaś problemy kluczowych wydobywców – w tym w Chile czy Indonezji – dodatkowo ograniczają podaż. Zwłaszcza w przypadku pierwszego z tych krajów, będącego największym światowym eksporterem miedzi. Tamtejsza sumaryczna produkcja spadła w pierwszym półroczu o 1,1% , zaś w przypadku największych gigantów działających na chilijskim rynku wydobywczym, jak Codelco czy Freeport-McMoRan, można było obserwować nawet dwucyfrowe spadki.

Z kolei rynek amerykański, antycypując wprowadzenie kolejnych ceł na import rafinowanej miedzi – ekipa Donalda Trumpa dąży do budowy rodzimych zdolności wydobywczych i przetwórczych w tym zakresie, sięgając po typowe dla siebie środki protekcjonistyczne – masowo sprowadza „czerwone złoto” do swoich magazynów. Tym samym odciągając go z globalnego obiegu. Im wyraźniejsze są przy tym pomruki z Białego Domu w tym zakresie, tym więcej surowca amerykańskie firmy kupują na zapas. Tylko w lipcu b.r. Stany Zjednoczone zaimportowały rekordowe 225 tys. ton rafinowanej miedzi.

Cena miedzi na rynkowym dopalaniu

W efekcie zapasy w magazynach LME i Szanghajskiej Giełdy Kontraktów Terminowych (Shanghai Futures Exchange, SFE) spadły do krytycznie niskich poziomów poziomów, zaś te notowane na COMEX sięgają rekordów, tworząc w oczywisty sposób niebezpieczną dysproporcję. Równocześnie spotowa cena miedzi utrzymuje się powyżej notowań kontraktów terminowych, co jest klasycznym sygnałem niedoboru fizycznego metalu – ten „uwięziony” jest bowiem w Chicago. Wedle dostępnych estymacji, w magazynach afiliowanych przy Chicago Mertantile Exchange spoczywać ma obecnie od 730 do 830 tys. ton metalu.

Choć dysproporcja ta ma siłą rzeczy charakter tymczasowy, to tego samego nie sposób powiedzieć o niedostatku „czerwonego złota” w globalnym obiegu. Jeśli nowe inwestycje w projekty wydobywcze (plus ewentualnie wprowadzenie na szerszą skalę bardziej innowacyjnych lub ekonomicznych metod pozyskiwania miedzi) nie uzupełnią luki pomiędzy rosnącym popytem i malejącą podażą, rynek może zanotować strukturalny deficyt, sięgający wedle niektórych szacunków 150 tys. ton metalu. W ślad za tym cena miedzi napotyka systemowy czynnik, który obecne wzrosty może zmienić z wahań cenowych w trwały ich skok.

Jesteś zainteresowany zakupem srebra lub złota inwestycyjnego? Sprawdź ofertę FlyingAtom.Gold!