Cenowe oblężenie rynku „czerwonego złota”, rekordowe wzrosty notowań kontraktów futures
London Metal Exchange ugina się pod presją cenową na rynku „czerwonego złota”, jak bywa określana miedź. Niebezpodstawnie, biorąc pod uwagę trwające od miesięcy wzrosty wartości tego metalu. Z początkiem tego tygodnia kontrakty terminowe opiewające na miedź na LME zbliżyły się do historycznego szczytu.
Ich wycena osiągnęła 14 396 dolarów za tonę. Z kolei rozpiętość między ceną spotową a kontraktami o trzymiesięcznej zapadalności poszerzyła się do 545 dolarów. To największa taka różnica od 2021 roku, w oczywisty sposób sygnalizująca ostry niedobór dostępnego metalu. Zapasy monitorowane przez LME skurczyły się do raptem 204 975 ton, najniższego poziomu od lutego. Co więcej, prawie połowa pozostałych jeszcze w magazynach zasobów oznaczona została jako „cancelled warrants„, czyli zarezerwowana do wycofania przez ich właścicieli.
Sytuację pogarsza masowy napływ miedzi do USA, gdzie inwestorzy oczekują na decyzję administracji Trumpa dotyczącą ewentualnych ceł na rafinowaną miedź. W rezultacie oczekiwań rynku amerykańskiego kontrakty na miedź na giełdzie Comex wyceniane są na rekordowe 6,69 dol. za funt. Tym samym – generując rekordową nadwyżkę wobec notowań londyńskich (różnica rzędu 500 dolarów na tonie) i tym samym ogromną zachętę do przekierowania zasobów. Z kolei metal, który trafił do USA, w oczywisty sposób wypada z obiegu LME, co dodatkowo zaostrza niedobory w Europie i Azji.
Jednocześnie popyt w Chinach, choć nie wyjątkowo silny, wciąż utrzymuje presję na rynek – zwłaszcza że zapasy na giełdzie w Szanghaju od połowy marca skurczyły się o ponad 80%. W efekcie mechanizm wyceny na London Metal Exchange padł tu ofiarą typowej pułapki wynikającej z raptownego spadku płynności. Kupujący płacą marże za natychmiastowo dostarczaną miedź, podczas gdy dostępność wolumenów metalu w dalszym ciągu obecnego w magazynach giełdy spada do poziomów, które w przeszłości poprzedzały gwałtowne turbulencje cenowe.
W takich warunkach posiadacze krótkich pozycji na LME zmuszani do rozpaczliwego wykupu kontraktów po coraz wyższych cenach lub poszukiwania fizycznego metalu. Co tylko pogłębia gwałtowną presję na rynek, tworząc błędne koło wzrostów cen. To wszystko w sytuacji, w której globalne zapasy czerwonego złota nie są jakoś bardzo niskie. Jednak miedź gwałtownie odpływająca na rynek amerykański – szybciej, niż zapasy giełdowe mogą zostać uzupełnione – zaowocowała zjawiskiem squeeze’u w pełnej krasie. Notabene – w sposób bliźniaczo podobny do podobnego fenomenu na rynku złota rok temu.
