Przejechał ponad 200 kilometrów żeby dać swojemu oprawcy oszczędności życia. Kolejne oszustwo „na kryptowaluty”

Przejechał ponad 200 kilometrów żeby dać swojemu oprawcy oszczędności życia. Kolejne oszustwo „na kryptowaluty”

41-letni mieszkaniec Białegostoku przejechał aż ponad 200 kilometrów do Warszawy, żeby wręczyć fałszywemu kurierowi 100 tysięcy złotych w gotówce. Drugi raz. Wcześniej oddał oszustom ponad 122 tysiące, z obietnicą inwestycji w kryptoaktywa. Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości złapało odbiorcę pieniędzy w stolicy „na gorącym uczynku”, 13 maja. To 58-letni mężczyzna z zarzutami oszustwa, prania pieniędzy i kradzieży mienia znacznej wartości. Sąd Rejonowy w Przemyślu zastosował wobec niego trzymiesięczny areszt.

Bezwzględni oszuści manipulują nieświadomymi ludźmi

Schemat jest dziś jednym z najczęściej spotykanych w polskim krajobrazie cyberprzestępczości. Pokrzywdzony trafia w sieci na reklamę „platformy inwestycyjnej”, która obiecuje zyski z kryptowalut albo akcji znanych spółek – w komunikacie CBZC mowa o fikcyjnych ofertach inwestowania m.in. w „kryptowaluty lub akcje znanych podmiotów gospodarczych”. Po założeniu konta zaczyna się obróbka socjotechniczna. Dzwoni „opiekun”, „doradca”, czasem cały zespół, który podsyła wykresy z rosnącym saldem ofiary, przesyła zrzuty ekranu z rzekomymi zyskami i namawia do dopłat. Saldo na platformie rośnie tylko wirtualnie – w rzeczywistości pieniądze są wypłacane i ordynarnie kradzione.

Etap „kurierski” pojawia się wtedy, kiedy ofiara wpłaciła już dużo i jest psychicznie mocno związana ze swoją „inwestycją”. Często słyszy, że musi „odebrać zyski osobiście”, „dopłacić podatek od wypłaty” albo „zabezpieczyć portfel” gotówką wręczoną pośrednikowi. W przypadku 41-latka z Białegostoku przewijały się obie metody – pieniądze szły zarówno na portfel kryptowalutowy (122 tys. zł), jak i bezpośrednio do „kuriera” (100 tys. zł). Najbardziej drastyczna część komunikatu CBZC dotyczy momentu, w którym pokrzywdzony wsiada do samochodu i jedzie z Białegostoku do Warszawy – ponad 200 kilometrów – żeby wręczyć kolejną walizkę gotówki tej samej osobie, która już raz okradła go z jego ciężko zarobionych pieniędzy.

„Kurier” zarabia 1000–3000 zł od transakcji

Zatrzymany 58-latek tłumaczył funkcjonariuszom, że za każdy odbiór otrzymywał od organizatorów od 1000 do 3000 zł. Łącznie miał zarobić około 25 tysięcy. To rola typowa dla niższego szczebla siatki – tak zwany „kurier” albo „muł”, który nie ma kontaktu z ofiarą online, nie wie, jak działa cała platforma, ale fizycznie odbiera koperty z gotówką. Organizatorzy pozostają w cieniu, najczęściej zarządzają operacją z zagranicy, a kurier jest pierwszym ogniwem widocznym dla policji.

Skala wyłudzeń w tej konkretnej sprawie według wstępnych ustaleń CBZC sięga 300 tys. zł, pokrzywdzonych jest kilku. Funkcjonariusze nie wykluczają kolejnych zatrzymań – sprawa ma „charakter rozwojowy”, co w języku policyjnym oznacza, że za 58-latkiem stoją ludzie, którzy obsługiwali platformę i prowadzili rozmowy z ofiarami.

Skąd taka skuteczność oszustów

Mechanizm działa, bo łączy trzy elementy, na które ludzki mózg źle reaguje: pozorny dowód zysku (rosnące saldo na fałszywej platformie), relację z „opiekunem” budowaną tygodniami albo miesiącami i poczucie, że pieniądze już są „w środku”, więc trzeba bronić tego, co się zainwestowało. Ofiara, która zapłaciła 50 tysięcy, łatwiej zapłaci kolejne 50, bo psychicznie liczy na odzyskanie pierwszych.

Skala zjawiska jest ogromna. Zespół CERT Polska tylko w 2024 r. przyjął ponad 600 tys. zgłoszeń – wzrost o 62 proc. rok do roku – z czego znacząca część dotyczyła oszustw inwestycyjnych. Na Liście Ostrzeżeń CERT-u znalazło się wtedy ponad 52 tys. domen powiązanych z fałszywymi platformami, czyli ponad połowa wszystkich wpisanych domen. CBZC od grudnia 2025 r. zatrzymało w analogicznych sprawach kilkadziesiąt osób, w tym grupę z Poznania, która wyłudziła od 2 tysięcy ofiar prawie 3,5 mln zł, oraz – w innym śledztwie – członków siatki działającej na sześciu „markach” platform i odpowiedzialnej za wyłudzenia rzędu 60 mln zł.

Jak nie dać się złapać

Kilka prostych zasad, które wynikają z dorobku CBZC, Komisji Nadzoru Finansowego i CERT Polska. Po pierwsze, żadna legalna firma inwestycyjna nie wysyła do klienta kuriera po gotówkę. Każdy odbiór gotówki w domu, w hotelowym lobby albo na parkingu jest oszustwem – bez wyjątku. Po drugie, gwarantowane zyski rzędu kilkudziesięciu procent miesięcznie nie istnieją; rynek finansowy nie zna „pewnych okazji”. Po trzecie, KNF prowadzi publiczną listę ostrzeżeń – jeśli platforma się na niej znajduje, kontakt z nią należy natychmiast zerwać. Po czwarte, podejrzane domeny i numery telefonów warto zgłaszać do CERT Polska (incydent.cert.pl), a próby wyłudzeń – bezpośrednio do CBZC.

Najtrudniejszą rzeczą jest jednak rozpoznanie momentu, w którym przestaje się być inwestorem, a zaczyna ofiarą. Bliscy 41-latka z Białegostoku – jeśli wiedzieli, co się dzieje – mieli kilka tygodni na to, żeby wyrwać go z transu, w jaki wprowadzili go „opiekunowie inwestycji”. Z perspektywy oszustów najlepszy klient to taki, który nikomu o swojej inwestycji nie mówi.

Przeczytaj też nasze inne artykuły:

Gdyby ta spółka była państwem większy PKB miałyby tylko Chiny i Stany Zjednoczone. Akcje biją nowy rekord

Czy uda się odzyskać środki z zondacrypto? Prokuratura podsumowuje miesiąc śledztwa

Druga Nvidia. Inwestorzy którzy kupili akcje tej spółki za 25 tys. dolarów rok temu dzisiaj są milionerami

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!
Kryptowaluty bezpiecznie kupisz lub sprzedasz w sieci kantorów i bitomatów FlyingAtom