Druga Nvidia. Inwestorzy którzy kupili akcje tej spółki za 25 tys. dolarów rok temu dzisiaj są milionerami
Inwestorzy, którzy rok temu kupili akcje Sandiska za około 25 tys. dolarów i nie sprzedali ich do dziś, mogli zamienić tę kwotę (jeżeli trzymali) w ponad milion dolarów. Skala ruchu jest tak duża, że nawet na rozgrzanym rynku spółek związanych ze sztuczną inteligencją trudno znaleźć podobny przykład. Sandisk, producent pamięci NAND i nośników danych, stał się jedną z największych giełdowych sensacji ostatnich miesięcy.
Sandisk wrócił na giełdę i od razu trafił w środek gorączki AI
Sandisk nie jest nową spółką technologiczną, która dopiero szuka swojego miejsca na rynku. Firma przez lata była znana (także w Polsce) z masowej produkcji kart pamięci, pendrive’ów i dysków półprzewodnikowych. W 2016 roku została przejęta przez Western Digital, a w lutym 2025 roku wróciła na giełdę jako samodzielna spółka po wydzieleniu ze swojego dawnego właściciela.
Nie mogła trafić timingiem w bardziej dogodny moment. Rynek zaczął bowiem wówczas coraz mocniej wyceniać nie tylko walory producentów procesorów do sztucznej inteligencji, ale także firmy dostarczające infrastrukturę potrzebną do przechowywania i przetwarzania ogromnych ilości danych. Sandisk produkuje pamięci NAND, czyli technologię wykorzystywaną między innymi w dyskach SSD. Dla centrów danych obsługujących modele sztucznej inteligencji szybki i pojemny zapis danych stał się równie ważny jak sama brutalna moc obliczeniowa.
Efekt widać w kursie. Akcje Sandiska wzrosły od debiutu po wydzieleniu z Western Digital o kilka tysięcy (!) procent. W 2026 roku spółka znalazła się wśród najmocniejszych walorów w indeksie S&P 500, a jej kapitalizacja przekroczyła 200 mld dolarów. To poziom, który jeszcze niedawno trudno byłoby łączyć z firmą kojarzoną głównie z pamięcią flash.
Za rajdem stoją nie tylko emocje. Drugie skrzypce grają wyniki
Największą zmianą w historii Sandiska jest to, że inwestorzy zaczęli patrzeć na pamięć masową jak na jeden z kluczowych elementów wyścigu o sztuczną inteligencję. Wcześniej branża pamięci była traktowana jako mocno cykliczna: ceny rosły, producenci zwiększali podaż, po czym rynek wpadał w nadwyżkę i marże spadały. Teraz część analityków zakłada, że popyt ze strony centrów danych może ten cykl wydłużyć albo przynajmniej złagodzić jego spadkową fazę.
Sandisk pomógł tej narracji bardzo solidnymi wynikami finansowymi. W ostatnich kwartałach spółka pokazała gwałtowny wzrost przychodów, poprawę rentowności i coraz większe znaczenie klientów z segmentu centrów danych. Firma zapowiada też wieloletnie umowy z klientami, które mają stabilizować przychody i zmniejszać zależność od krótkoterminowych wahań cen pamięci.
To właśnie ta mieszanka — gwałtownie rosnący popyt, ograniczona podaż, wyższe ceny pamięci i narracja o sztucznej inteligencji — zrobiła z Sandiska jedną z najbardziej spektakularnych historii giełdowych ostatnich lat.
Nie znaczy to jednak, że ryzyko zniknęło całkowicie. Po takim rajdzie każdy słabszy raport, obniżka prognoz albo sygnał spadku cen pamięci może wywołać gwałtowną korektę. Akcje, które rosną kilkadziesiąt razy w rok, zwykle nie poruszają się spokojnym trendem. Sandisk stał się symbolem nowej fazy hossy na sztucznej inteligencji, ale także przykładem tego, jak szybko rynek potrafi przeliczyć całą branżę, gdy uzna, że znalazł w niej kolejnego wielkiego beneficjenta technologicznej rewolucji.
Przeczytaj tez inne wiadomości giełdowe:
Euforia na GPW, panika na akcjach spółek obronnych. Spekulanci grają scenariusz pokoju w Ukrainie?
Bank of America osrzega Wall Street: fundusze algorytmiczne przestaną kupować akcje?