Nowe fakty w sprawie zondacrypto. Poszkodowani Polacy ruszają do Estonii po swoje pieniądze

Nowe fakty w sprawie zondacrypto. Poszkodowani Polacy ruszają do Estonii po swoje pieniądze

Polscy klienci Zondacrypto, którzy od kwietnia nie mogą odzyskać pieniędzy z największej „krajowej” giełdy kryptowalut (dziedziczki polskiej BitBay), otwierają drugi front prawny — w Estonii. Reprezentujący ich prawnicy przygotowują wniosek o ogłoszenie upadłości BB Trade Estonia OÜ, spółki formalnie operującej platformą. Tamtejsza prokuratura nie potwierdziła jeszcze oficjalnie, że prowadzi własne śledztwo, ale jak przyznaje jej rzeczniczka Helen Uldrich, estońscy śledczy są w stałym kontakcie z kolegami z Katowic i wspólnie analizują materiał dowodowy. Sprawę szczegółowo opisał wtorkowy „Äripäev”, jeden z najpoważniejszych dzienników biznesowych w Estonii.

Polscy klienci zondacrypto otwierają front estoński

Strategia jest prosta i — z punktu widzenia poszkodowanych — racjonalna. Polska prokuratura w Katowicach prowadzi postępowanie karne i przyjęła już blisko dwa tysiące zawiadomień o przestępstwie, ale samo śledztwo nie zwróci klientom pieniędzy. Temu ma posłużyć wniosek o upadłość estońskiej spółki. Działa w tym kierunku adwokat Mark Keiman z kancelarii Magnusson, członek międzynarodowej sieci ICC FraudNet, zajmującej się odzyskiwaniem aktywów w sprawach gospodarczych. Razem z firmą Recoveris, której analiza łańcucha bloków zapoczątkowała w kwietniu cały kryzys, próbuje teraz odtworzyć, dokąd trafiły środki klientów.

Klucz tkwi w syndyku. Sąd, jeśli ogłosi upadłość, ustanowi zarządcę, który zyska prawne narzędzia niedostępne dla pojedynczych poszkodowanych — w tym możliwość żądania szczegółowych danych od giełd, gdzie Zondacrypto przechowywała aktywa. Jak przyznaje sam Keiman, sprawa nie będzie łatwa. Według ostatniego sprawozdania finansowego BB Trade Estonia OÜ miała 35 mln euro kapitału własnego, więc trzeba najpierw udowodnić, że spółka, formalnie wciąż bogata, w rzeczywistości jest niewypłacalna. Skala szkód po stronie polskich klientów to argument mocny — według Prokuratury Regionalnej w Katowicach straty sięgają co najmniej 350 mln zł i każdego dnia rosną.

Rada nadzorcza twierdzi, że była okłamywana

Trzyosobowa rada nadzorcza BB Trade Estonia podała się do dymisji pod koniec kwietnia, a jej członkowie sami złożyli zawiadomienie o przestępstwie do estońskiej prokuratury i jednostki wywiadu finansowego. W rozmowie z „Äripäev” prawnik Giorgi Dżaniaszwili, jeden z ustępujących nadzorców, opisał, jak doszło do zerwania kontaktu z zarządem. Po ujawnieniu w polskich mediach problemów z wypłatami rada zażądała nadzwyczajnego spotkania. Zarząd miał ich przekonywać, że klucze prywatne do tzw. zimnego portfela istnieją, a roszczenia klientów są w pełni zabezpieczone. Kilka dni później prezes Przemysław Kral w nagraniu opublikowanym na platformie X oświadczył coś przeciwnego — że kluczy nie ma.

Po publikacji wideo Kral, jak relacjonuje Dżaniaszwili, przestał odpowiadać na maile, drugi członek zarządu złożył rezygnację, pracownikom wypowiedziano umowy, a serwery i skrzynki służbowe zostały odcięte. Rada nadzorcza zaalarmowała wówczas organy ścigania. Sama została powołana w 2025 r. wyłącznie dlatego, że spółka szykowała się do złożenia wniosku o licencję MiCA — unijny pakiet regulacyjny, który od lipca tego roku ma obowiązywać wszystkie firmy obracające kryptoaktywami w Unii. Estońskie prawo wymaga w takich przypadkach co najmniej trzech nadzorców.

Prezes w Izraelu, klienci czekają

Sam Przemysław Kral od 17 kwietnia przebywa w izraelskiej Cezarei, którego to kraju obywatelstwo posiada (izraelskie władze rzadko wydają własnych obywateli). „Rzeczpospolita” doniosła później, że Kral i ścigany w innej sprawie Marian W., pseudonim „Maniek”, mieli wyjechać do Dubaju na czas remontu nieruchomości kupionych w Izraelu. „Maniek” jest podejrzewany o udział w uprowadzeniu Sylwestra Suszka, twórcy BitBay — spółki, z której wyłoniła się Zondacrypto. Suszek zniknął w 2022 r., a śledczy z Katowic podejrzewają, że nie żyje. To w jego rękach mają być, według deklaracji Krala, klucze do portfela z 4,5 tys. bitcoinów wartych około 330 mln dolarów.

Z perspektywy poszkodowanych estoński wniosek o upadłość to nie alternatywa wobec polskiego śledztwa, lecz jego uzupełnienie. Postępowanie karne ma ustalić winę. Postępowanie upadłościowe ma zlokalizować i zabezpieczyć to, co zostało z majątku spółki — zanim, jak ostrzegają specjaliści od analizy łańcucha bloków, środki rozpłyną się przez kolejne giełdy.

Przeczytaj nasze inne materiały o aferze zondacrypto:

Tajemniczy szef zondacrypto od ośmiu lat współpracuje z polskim rządem. Szokujące ustalenia

Monako wszczyna śledztwo w sprawie zondacrypto. Zaczynają się masowe czystki

Nowe fakty w aferze zondacrypto. Maltański ślad BitBaya, czyli spółka której nie było i zaklęcie teleportacji

Miałeś środki na giełdzie zondacrypto? Fiskus wie, możesz zapłacić podatek. Wiele osób czeka podwójna wiktymizacja

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!
Kryptowaluty bezpiecznie kupisz lub sprzedasz w sieci kantorów i bitomatów FlyingAtom