Gigantyczna afera w USA. Politycy ujawniają prawdę o kryptowalutach i Trumpie
Kampania wyborcza w Stanach Zjednoczonych weszła w kluczową fazę, a tematyka cyfrowych aktywów powróciła do politycznego dyskursu w sposób, którego branża raczej się nie spodziewała.
Choć entuzjaści kryptowalut od dawna przekonywali, że zorganizowany ruch wyborców skupionych wokół blockchaina potrafi przechylić szalę zwycięstwa w kluczowych stanach, rzeczywistość polityczna obrała zupełnie inny kierunek. Ogromne budżety reklamowe branżowych komitetów politycznych celowo pomijają samą technologię w spotach wspieranych kandydatów. Mimo to tematyka ta stała się jednym z głównych oręży w nadchodzących wyborach do Kongresu. Krytycy ze strony Partii Demokratycznej przekształcili rosnące wpływy sektora w symbol politycznej korupcji oraz niepokojącej zależności od korporacyjnych pieniędzy.
Tymczasem wyborcy deklarują wyjątkowo wysoki poziom zaniepokojenia zjawiskiem nadużywania władzy. Jak wynika z badań opinii publicznej aż 88% ankietowanych Amerykanów uznaje korupcję w rządzie za swój główny problem, stawiając ją wyżej niż inflację czy koszty opieki zdrowotnej. W tym otoczeniu politycznym krytycy bezlitośnie łączą branżę kryptowalut z Donaldem Trumpem oraz jego najbliższym otoczeniem. Przykładem takich działań jest kampania prowadzona przez senatora Marka Warnera z Wirginii, który w swoich materiałach mówi bezpośrednio o zarobkach prezydenta USA, wskazując na gigantyczne zyski zebrane dzięki własnemu memecoinowi oraz darowiznom. Warner nazywa te praktyki politycznym oszustwem i domaga się stanowczego ukrócenia korupcyjnego procederu.
Pieniądze z branży krypto jako polityczny straszak
Odrzucone przez polityków środki finansowe obróciły się przeciwko samym darczyńcom na wielu polach. Były senator Sherrod Brown z Ohio uczynił z oporu wobec sektora cyfrowego swój główny atut wyborczy. Walczący o powrót do wyższej izby parlamentu polityk podkreśla, że grupy powiązane z cyfrowym biznesem oraz centrami danych wpompowały 40 mln USD w kampanię wspierającą jego kontrkandydata Jona Husteda. Brown przekonuje wyborców, że tak masowa mobilizacja kapitału wynika wyłącznie z faktu, że jako przewodniczący komisji bankowej nigdy nie dał się podporządkować interesom gigantów technologicznych. Podobną strategię obrał Oliver Gilbert z Florydy, który po tym, jak branżowy super PAC Fairshake wydał 2 mln USD na próby wyeliminowania go w prawyborach, stwierdził, że podjął walkę ze schematami finansowymi Trumpa i branżowych miliarderów.
Również kandydatki w innych stanach, takie jak Peggy Flanagan w Minnesocie czy Juliana Stratton w Illinois, zbudowały swoje narracje na odpieraniu ataków finansowanych przez komitety wspierane przez ruch MAGA. Analitycy z Center for American Progress wyliczyli, że branża postawiła niemal wszystko na jedną kartę, wpłacając aż 89 mln USD na rzecz głównego komitetu wspierającego Trumpa, MAGA Inc. Pieniądze te znacząco przewyższyły wsparcie udzielone przez jakąkolwiek inną gałąź gospodarki. Chociaż tak bliskie relacje przyniosły krótkoterminowe korzyści w postaci przychylniejszych decyzji organów regulacyjnych, równocześnie wpędziły one sektor w śmiertelną pułapkę wizerunkową. Analityk Will Ragland ocenia, że decyzja o ścisłym związaniu się z jedną opcją polityczną była strategicznym błędem, który utrudni branży budowanie ponadpodziałowego poparcia w przyszłości.
Przedstawiciele organizacji branżowych starają się jednak tonować nastroje i przypominają o nadrzędnych celach technologii. Przedstawicielka Blockchain Association, Lindsay Fraser, podkreśla, że celem instytucji jest wypracowanie trwałych zasad prawnych niezależnych od tego, kto w danym momencie zasiada w Białym Domu. Jak twierdzi, mimo polaryzacji scena polityczna wymaga stałego dialogu z obiema partiami, aby Stany Zjednoczone nie straciły pozycji lidera w dziedzinie innowacji i rozwoju oprogramowania.
Z drugiej strony polityczny klimat zdążył już wywrzeć wpływ na prace legislacyjne. Przykładem jest odrzucenie projektu ustawy Digital Asset Market Clarity Act, który był uznawany za najważniejszy cel legislacyjny sektora. Z powodu kontrowersji wokół powiązań biznesowych polityków i braku zgody na surowe rygory etyczne, ustawa nie zdołała przejść przez Izbę Wyższą i jej szanse na uchwalenie w tym roku są znikome.
Wielkie pieniądze w tle
Mimo trudnej sytuacji wizerunkowej komitet Fairshake nie zwalnia tempa i przeznacza kolosalne budżety na wsparcie kolejnych kandydatów. Główni sponsorzy komitetu, wśród których znajdują się Coinbase, Ripple oraz fundusz a16z Crypto, zgromadzili ogromne zaplecze finansowe na wyścigi wyborcze. Paradoksalnie w emitowanych na terenie całego kraju materiałach reklamowych ani razu nie pojawia się wzmianka o cyfrowych aktywach czy samym Bitcoinie. Skupiono się wyłącznie na uniwersalnych tematach gospodarczych, które najsilniej trafiają do przeciętnego wyborcy. Sondaże pokazują bowiem jednoznacznie, że kwestie związane z rynkiem aktywów cyfrowych znajdują się na szarym końcu listy priorytetów amerykańskiego społeczeństwa.
Stawka nadchodzących wyborów jest jednak wyższa niż kiedykolwiek wcześniej. Jeśli listopadowe głosowanie przyniesie zmianę układu sił i kontrolę nad Izbą Reprezentantów oraz Senatem przejmą Demokraci, branżowi lobbyści zderzą się ze ścianą. Dla inwestorów i projektów budujących cyfrowe aktywa oznacza to nadchodzące lata w cieniu zaostrzonych kontroli i potencjalnej stagnacji prawnej.
Przeczytaj również:
Miliard dolarów w trzy dni to za mało. Bitcoin stoi przed nie lada wyzwaniem
Solana gotowa na rewolucję? Największa aktualizacja od lat wchodzi w życie