Ethereum najbardziej niedocenianym aktywem? Wielki sukces, albo upadek – co dalej z ETH?
Najbardziej niepopularna teza na rynku kryptowalut w połowie 2026 to: Ethereum jest najbardziej niedocenianą kryptowalutą. Projekt nie ma dziś problemu z adopcją, ale rosnący problem z wyceną. Podczas gdy ETH pozostaje około 70 proc. poniżej historycznego szczytu, największe instytucje finansowe świata coraz mocniej wykorzystują infrastrukturę projektu do tokenizacji funduszy, obligacji, stablecoinów i rozliczeń finansowych.
BlackRock uruchomił swój pierwszy tokenizowany fundusz właśnie na Ethereum, a według danych przywoływanych przez uczestników rynku ponad 65 proc. wszystkich tokenizowanych aktywów funkcjonuje obecnie na tej sieci. Jednocześnie Ethereum pozostaje jednym z najsłabszych aktywów wśród największych kryptowalut, przegrywając z Bitcoinem zarówno pod względem stopy zwrotu, jak i zainteresowania inwestorów.
Powstaje więc paradoks, którego rynek nie potrafi jeszcze rozwiązać: Wall Street coraz częściej buduje na Ethereum… Ale nie wycenia ETH tak, jakby była to kluczowa infrastruktura przyszłych finansów. Jeśli inwestorzy popełniają dziś błąd, może on ich słono kosztować. Jeśli w końcu wycena dogodni wykorzystanie blockchainu Ethereum w transakcjach – token może zaproponować inwestorom ciekawą pszyszłość… No właśnie – jeśli. Czy Ethereum czekają trzy czerwone kwatały z rzędu? Dane z Coinglass pokazują, że taka sytuacja nie miałaby historycznego precedensu.

Ethereum przegrywa z Bitcoinem i to nie jest przypadek
Obecna słabość Ethereum wynika częściowo z mechaniki całego rynku kryptowalut. W okresach niepewności kapitał niemal zawsze koncentruje się wokół Bitcoina – tak jest nadal, choć „tokenizacja” nie jest już tylko teorią. Tak było podczas bessy w 2018 roku, podczas załamania w 2022 roku i podobny schemat obserwujemy obecnie. Bitcoin jest traktowany jako główny beneficjent napływu kapitału instytucjonalnego. Ethereum nadal pozostaje aktywem bardziej złożonym, uważanym za ryzykowne i trudniejsze do wyceny.
Teoretycznie model EIP-1558 powinien wspierać „spalanie” ETH, w momentach skokowego wzrostu popytu… Prowadząc Ether do „deficytowego” modelu podażowego. Jednak część inwestorów zaczęła kwestionować model przechwytywania wartości … Ponieważ nie widać po nim śladu. Sieć rozwija się, liczba zastosowań rośnie, ale nie wszyscy są przekonani, że wzrost aktywności kiedykolwiek przełoży się na proporcjonalny wzrost ceny aktywa. Tak oto w teorii dość mocne fundamenty rozjeżdżają się z sentymentem rynkowym. W skrócie: nikt nie kupuje ETH tylko dla tego, że zaczynają z sieci korzystać duzi gracze. Kapitał interesuje się innymi aktywami.
Czy kryptowaluty odbiją? Dane on-chain dotyczące Bitcoina przedstawiliśmy w artykule Bitcoin uklepał dno bessy i odbije? Dane on-chain z Glassnode przemówiły
Wall Street przestała eksperymentować
Jest jednak druga strona tej historii, znacznie rzadziej obecna w codziennych komentarzach rynkowych. Jeszcze kilka lat temu banki i fundusze prowadziły głównie pilotażowe projekty blockchainowe. Dziś coraz częściej wykorzystują publiczne sieci jako element rzeczywistej infrastruktury finansowej. Proces ten napędzają przede wszystkim stablecoiny oraz tokenizacja tradycyjnych aktywów finansowych.
Jeszcze w 2024 roku największy na świecie gigant zarządzający aktywami BlackRock uruchomił fundusz BUIDL na Ethereum, największe instytucje finansowe rozwijają projekty związane z tokenizacją obligacji i funduszy rynku pieniężnego, a eksperci rynku coraz częściej mówią nie o testach, lecz o wdrożeniach produkcyjnych. Vivek Raman z Etherealize, organizacji budującej pomost między Ethereum a tradycyjnymi finansami…
… Twierdzi wręcz, że sektor finansowy przechodzi obecnie od eksperymentów do realnego wykorzystania publicznych blockchainów jako infrastruktury operacyjnej. Ten proces ma obejmować stablecoiny, tokenizowane akcje, obligacje, nieruchomości oraz fundusze inwestycyjne. Brzmi ambitnie, a dane sugerują, że ten kierunek jest bardzo realny.
Stablecoiny mogą okazać się ważniejsze niż Bitcoin
Jednym z najbardziej niedocenianych trendów ostatnich lat pozostaje eksplozja rynku stablecoinów. Według analiz Citi i Brookfield wartość stablecoinów w obiegu może wzrosnąć nawet piętnastokrotnie do końca dekady. Coraz więcej ekspertów uważa, że prawdziwa rewolucja blockchainowa nie będzie polegała na zastąpieniu dolara, lecz na przeniesieniu dolara do internetu. To właśnie Ethereum pozostaje główną infrastrukturą dla znacznej części tego rynku.
Dla banków i funduszy nie jest najważniejsze, czy ETH kosztuje 1600 czy 3000 dolarów. Liczy się możliwość całodobowego rozliczania transakcji, szybszego transferu aktywów. Oraz automatyzacji procesów za pomocą inteligentnych kontraktów. Innymi słowy, instytucje coraz częściej kupują funkcjonalność Ethereum, nawet jeśli nie kupują jeszcze samego ETH.
Największe ryzyko: adopcja nie musi oznaczać wzrostu ceny
Wśród zwolenników Ethereum często pojawia się założenie, że rosnąca adopcja automatycznie przełoży się na wzrost wartości tokena. To nie jest pewne. Najnowsze badania dotyczące tokenizacji pokazują, że sam fakt przeniesienia aktywów na blockchain nie gwarantuje jeszcze wysokiej aktywności ani płynności. Tokenizacja i realne wykorzystanie rynku to dwie różne rzeczy. To właśnie dlatego obecna sytuacja Ethereum jest tak fascynująca z inwestycyjnego punktu widzenia.
Rynek może mieć rację i uznawać, że rozwój sieci nie przekłada się wystarczająco skutecznie na wartość ETH. Może jednak również popełniać ten sam błąd, który wielokrotnie pojawiał się podczas wcześniejszych rewolucji technologicznyc. Skupiać się na bieżących problemach cenowych i ignorować fakt, że infrastruktura rozwija się szybciej niż wyceny.
Być może najważniejszy test w historii Ethereum
Wbrew pozorom najważniejsze pytanie dotyczące Ethereum nie brzmi dziś: „czy ETH jest tanie?”. Znacznie ważniejsze jest pytanie, czy Ethereum stanie się standardową warstwą rozliczeniową dla części światowego systemu finansowego. Jeżeli odpowiedź okaże się twierdząca, obecne spory o krótkoterminowe wahania ceny mogą za kilka lat wydawać się drugorzędne.
Jeżeli nie, historia zapamięta Ethereum jako technologię, która zmieniła finanse, ale nie potrafiła przełożyć tej zmiany na trwały wzrost wartości własnego aktywa. Niemniej, rzadko zdarza się sytuacja, w której infrastruktura zdobywa coraz większe znaczenie dokładnie wtedy, gdy rynek wydaje się nią najbardziej rozczarowany.
Wskaźniki techniczne pokazują obraz bliski kapitulacji
Technicznie Ethereum znajduje się w jednym z najtrudniejszych momentów od wielu lat. Według analizy technicznej miesięczny RSI spadł do poziomów obserwowanych wcześniej jedynie podczas najgłębszych faz bessy z lat 2018 i 2022. Cena oscyluje w okolicach 1600 – 1700 dolarów, czyli w strefie uznawanej przez wielu uczestników rynku za kluczowe wsparcie długoterminowe. To tylko dwukrotnie więcej, niż wynosił dołek w 2022 roku.
Samo wyprzedanie rynku nie jest oczywiście argumentem inwestycyjnym. Historia pokazuje, że aktywa mogą pozostawać wyprzedane przez wiele miesięcy. Jednocześnie właśnie w takich momentach pojawia się największa rozbieżność pomiędzy dominującym sentymentem a rzeczywistymi fundamentami. To dlatego część inwestorów instytucjonalnych zaczyna patrzeć na Ethereum inaczej niż przeciętny trader analizujący wyłącznie wykres.
Tymczasem giełdowe wykresy rozpoczęły odbicie mimo kilku znaków ostregawczych. Jeden z nich opisaliśmy w artykule Omen Hindenburga znów zawisł nad Wall Street. Ryzyko spadków na giełdzie rośnie?