Omen Hindenburga znów zawisł nad Wall Street. Ryzyko spadków na giełdzie rośnie?

Omen Hindenburga znów zawisł nad Wall Street. Ryzyko spadków na giełdzie rośnie?

Wskaźnik szerzej znany jako „Hindenburg Omen”, opracowany przez Jima Miekkę w roku 1995 pojawił się na Wall Street dwukrotnie – zarówno na Nasdaq jak i na NYSE na przestrzeni ostatnich dni. Potwierdziło to badanie Toma McClellana, a co za tym idzie – inwestorzy powinni mieć na uwadze, że w krótkim i średnim terminie ryzyko pojawienia się spadków na giełdzie wzrosło. Wskaźnik śledzi anomalie na poziomie tzw. „szerokości rynku”, mierząc ilość akcji spółek osiągających roczne szczyty i ilość akcji spadających do rocznych minimów. Jego złowroga nazwa pochodzi od nazwy niemieckiego sterowca, który spłonął 6 maja 1937 roku.

Źródło: McClellan Report

Nie wszyscy są pesymistami. Prezes Nvidia, Huang twierdzi, że wzrosty dopiero się zaczną. Pisaliśmy o tym w Jensen Huang uważa, że to dopiero początek hossy AI. Inwestorzy znów panikują za wcześnie?

Trudne czasy i ryzyko koncentracji

Akcje technologicznych spółek stanowią obecnie prawie 40% całego indeksu S&P 500 co samo w sobie jest anomalią. Jeśli dodamy do tego fakt, że 10 największych firm technologicznych stanowi większość całego indeksu mamy jasny obraz – ryzyko związane z trendem AI i „odwróceniem się” inwestorów od akcji technologicznych obecnie naprawdę trudno zbagatelizować.

Sam wskaźnik Hineburga nie oznacza, że panika się wydarzy, ale jego historyczne wyniki sugerują dość istotną wartość predykcyjną. Tym bardziej, jeśli pojawia się nie jeden „Omen” a kilka jednocześnie. Niemal za każdym razem po wystąpieniu „klastru” w którym wskaźnik kilkukrotnie wysyłał sygnał miały miejsce głębokie wyprzedaże na rynkach akcji.

Wskaźnik moglibyśmy więć określić jako odpowiedni do mierzenia „temperatury” rynku. Zdrowy rynek akcji powinien rosnąć szeroko – wiele branż powinno notować wzrost, a nie tylko wybrane. Gdy hossę napędza coraz węższa ilość spółek – to nie świadczy dobrze. W ostatnim czasie sektory ochrony zdrowia, energii oraz telekomunikacji radzą sobie znacznie słabiej.

Trump uratuje rynek – to iluzja

Teoretycznie gdyby doszło do spadków, administracja Trumpa mogłaby podjąć działania mające wesprzeć rynki finansowe. Namiastkę tego już widzieliśmy w weekend, po tym jak w pierwszy piątek czerwca Nasdaq tracił ponad 4%. Prezydent USA obiecał rynkom, że budżet USA kupi udziały w największych spółkach technologicznych. To częściowo pomogło rynkom odbudować się po silnych spadkach z ubiegłego tygodnia.

Pytaniem retorycznym jest czy zawsze Trump zdoła „uratować” hossę? Historia pokazuje, że wiara w takie dogmaty źle kończyła się dla byków. Inwestorzy karmią się iluzją o „gwarantowanej” hossie. Tymczasem wszystko kręci się nie wokół Trumpa, a napływów kapitału do akcji. Finalnie może okazać się, że to dwie różne rzeczy.

Kierownictwo w Fed może objąć gołębi Kevin Warsh. Pisaliśmy o tym w artykule Bitcoin w w panice, kryptowaluty krwawią. Fed niebawem sprawi, że eksploduje i da zarobić fortunę?

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!