Iran chce pobierać haracz od danych przesyłanych pomiędzy innymi krajami: państwowe media

Iran chce pobierać haracz od danych przesyłanych pomiędzy innymi krajami: państwowe media

Państwowe media powiązane z irańskim Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej (Sepah-e Pasdaran, alias IRGC) otwarcie sygnalizują zamiar nałożenia „opłat tranzytowych” – w istocie po prostu haraczy – na podwodne kable internetowe przebiegające przez Cieśninę Ormuz. Korpus Strażników, którego dowództwo sprawuje przemożny wpływ na Iran (wedle licznych spekulacji w praktyce rządzi tym krajem), miałby w ten sposób powtórzyć pierwotną koncepcję związaną z cłami w Ormuz, a dotyczącą statków i tankowców – jakkolwiek realizację tej koncepcji póki co mocno utrudnia amerykańska flota.

Zgodnie z materiałami opublikowanymi w sobotę przez irańskie agencje „Tasnim” i „Fars” – obydwie kontrolowane przez Pasdaran – Iran chce w praktyce zaanektować podwodną infrastrukturę przesyłową znajdującą się na akwenie Zatoki Perskiej, osobliwie międzynarodowe światłowodowe magistrale przesyłowe, od których w dużej mierze zależą połączenia internetowe w wymiarze międzykontynentalnym. Zaanektować – z pełną gamą konsekwencji w pakiecie, w tym zwłaszcza tych finansowych i kontrolnych.

Teheran ma bowiem chcieć, by zagraniczne przedsiębiorstwa telekomunikacyjne musiały uzyskiwać irańskie zezwolenia, wnosić roczne „opłaty licencyjne” oraz podlegać irańskiemu prawu, jeśli chcą korzystać z infrastruktury położonej na dnie Zatoki. Jak twierdzą tamtejsze media, kable te przenoszą dziennie transakcje finansowe o wartości przekraczającej 10 bilionów dolarów, a ich ewentualne przerwanie lub ograniczenie dostępu do konserwacji – wedle irańskich agencji, możliwe wyłącznie za zgodą irańskich firm – mogłoby sparaliżować globalny obieg danych i kapitału.

Zdaniem wspomnianych irańskich mediów – czyli w praktyce Korpusu Strażników Rewolucji oraz związanych z nimi kręgów politycznych w Teheranie – kable te znajdują się w strefie, w której Iran rości sobie prawo do wykonywania suwerenności, a prawo swobodnego tranzytu rzekomo nie wyłącza tej władzy.

fot. via Reuters

Iran ćwiczy sztukę szantażu?

Pomysł ten stanowi rozwinięcie dotychczasowej irańskiej strategii ekspansjonistycznej w odniesieniu do wód Zatoki Perskiej. Jak wiadomo, w kwietniu tego roku Iran podjął próbę narzucenia „opłat” od statków przepływających przez Ormuz. Pomysł nie zakończył się sukcesem, głównie ze względu na amerykańską kontrakcję – utrzymywana przez okręty wojenne USA blokada obejmuje nie tylko irańskie porty i jednostki, ale też wszystkie statki, które zapłaciłyby Irańczykom żądane przez nich cła. Tym razem jednak Irańczycy przesunęli ostrze swych działań w kierunku infrastruktury cyfrowej.

Znaczenie tejże infrastruktury dla światowej gospodarki jest porównywalne z ropą: przez Cieśninę Ormuz przebiega siedem kluczowych kabli światłowodowych, łączących Europę, Azję i Afrykę. Obsługują one m.in. systemy chmurowe, platformy technologiczne takie jak Meta, Amazon, Microsoft oraz globalne transakcje bankowe. Zdaniem irańskich mediów, kable te przenoszą około 20% światowego ruchu danych finansowych, co czyni je nader istotnym węzłem komunikacyjnym. Zwłaszcza dla bogatych monarchii Zatoki – których gospodarki uzależnione są od nieprzerwanej wymiany danych.

Warto zauważyć, że irańskie roszczenia oponują na nieuznanym międzynarodowo jednostronnym zaanektowaniu akwenu Cieśniny Ormuz. Iran nie posiada tytułu prawnego (z wyjątkiem tego, który sam sobie wyda) do kontroli nad tą infrastrukturą, zaś podmorskie kable nie należą do tego państwa ani firm tam zarejestrowanych. W praktyce oznacza to, że ewentualne egzekwowanie opłat opierałoby się na groźbie zniszczenia kabli – czy to bezpośrednio, poprzez sabotaż w głębinach, czy też pośrednio, poprzez groźbę ataków na wyspecjalizowane statki, które niezbędne są do konserwacji i serwisu kabli.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!