Indie biorą na cel pola naftowe w Wenezueli

Indie biorą na cel pola naftowe w Wenezueli

Toczone przez najostrzejszy od lat kryzys paliwowy Indie spoglądają w stronę złóż naftowych na innych kontynentach. Nie tylko po to, aby kupić tłoczoną z nich ropę w miejsce tej z Bliskiego Wschodu. Delhi aktywnie dąży bowiem do przejęcia faktycznej kontroli nad polami naftowymi w Wenezueli. Państwowy koncern Oil and Natural Gas Corporation, działający przez zagraniczną filię ONGC Videsh, szykuje się do przejęcia dwóch bloków wydobywczych w tym kraju, wypierając z tej roli dotychczasowego zarządcę – wenezuelskiego państwowego giganta PDVSA. 

Plan zakłada objęcie pełnej kontroli operacyjnej nad polem San Cristobal, gdzie OVL posiada 40% udziałów, oraz nad projektem Petrocarabobo (Carabobo-1), w którym Hindusi dysponują wkładem rzędu 11% . Oba złoża, leżące w basenie rzeki Orinoko, zaliczane są do grona do największych potwierdzonych rezerw ropy na świecie. Przez lata funkcjonowały jednak w stanie niemal całkowitego zastoju, przytłoczone sankcjami międzynarodowymi, skutkami rabunkowej eksploatacji wenezuelskiego sektora naftowego przez reżimy Hugo Cháveza i Nicolása Maduro, a także niekompetencją i korupcją politycznych nominatów, którzy przez lata sprawowali kontrolę nad monopolistyczną wówczas PDVSA.

Przejęcie kontroli operatorskiej nad polami naftowymi oznaczałoby fundamentalną zmianę w podejściu, jakie Indie prezentowały dotąd w odniesieniu do importu naftowego. Zamiast biernego uczestniczenia w ramach joint venture, OVL dąży do uzyskania bezpośredniej kontroli nad wydobyciem, logistyką i dystrybucją. W przypadku Wenezueli ambicje takie umożliwiły niedawne zmiany przepisów dot. inwestycji zagranicznych. Obecny „tymczasowy” rząd w Caracas, aby przyciągnąć zagranicznych partnerów gotowych zainwestować fundusze oraz know-how w odnowienie zapuszczonej, a niekiedy wręcz zrujnowanej infrastruktury wydobywczej, oferuje szereg zachęt – w tym także przyznanie inwestorom uprawnień decyzyjnych.

Producent niedomaga, konsument chce więcej

Wenezuela, dysponująca największymi na świecie udokumentowanymi zasobami ropy, od lat boryka się z upadkiem sektora naftowego – dzienna produkcja spadła poniżej 700 tys. baryłek, z ponad 3 mln w latach 90. Po obaleniu Maduro przez Amerykanów i wyniesieniu do władzy współpracującej z USA Delcy Rodríguez, nowa ekipa zaczęła jednak starania w celu zreformowania gospodarki (a w każdym razie sektora wydobywczego, dostarczającego gros wpływów budżetowych). Indie już teraz są jednym z głównych odbiorców indyjskiej ropy. Jej dostawy pierwotnie wynegocjowały zresztą nie z Caracas, a Waszyngtonem, który kontroluje obecnie eksport naftowy tego kraju. Delhi potrzebuje jednak jej jeszcze więcej.

Na „froncie domowym” Indie borykają się bowiem z nabrzmiewającym kryzysem paliwowym. Rząd, próbując stabilizować ceny, wprowadził już szereg rozwiązań – od subsydiów po manipulację akcyzą – jednak efekty są krótkoterminowe. Sięgano też po środki radykalne i rozpaczliwe, jak faktyczne zablokowanie importu złota na subkontynent, byle tylko uwolnić środki na sfinansowanie importu ropy. Teraz władze planują nałożyć dodatkowy podatek od gazu, aby sfinansować budowę strategicznych rezerw paliwowych wartych 42 mld dolarów. Czy ten ma szansę powodzenia, czy też spowoduje jedynie implozję oficjalnego rynku, jednocześnie wywołując bujny wzrost szarej strefy (jak to było w przypadku złota), pozostaje niepewnym.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!