Samsung ma godziny, by uniknąć katastrofy. 45 tys. pracowników może uderzyć w serce rynku chipów

Samsung ma godziny, by uniknąć katastrofy. 45 tys. pracowników może uderzyć w serce rynku chipów

Samsung próbuje zatrzymać kryzys, zanim ten wymknie się spod kontroli. W poniedziałek koncern rozpoczął rozmowy ostatniej szansy, które mają zapobiec największemu strajkowi w historii firmy. Stawka nie kończy się na płacach i premiach. W tle są chipy, eksport Korei Południowej, klienci pokroju Nvidii i globalne łańcuchy dostaw. Według Reutersa ponad 45 tys. pracowników Samsunga grozi 18-dniowym strajkiem. Ten miałby rozpocząć się 21 maja. Negocjacje ruszyły po tym, jak w ubiegłym tygodniu załamała się pierwsza runda rozmów.

Rząd i sąd próbują ograniczyć ryzyko

Samsung jest największym producentem pamięci na świecie i odpowiada za niemal jedną czwartą eksportu Korei Południowej. To dlatego konflikt pracowniczy bardzo szybko stał się sprawą państwową.

Presja na uniknięcie strajku jest ogromna. Premier Korei Południowej Kim Min-seok zapowiedział, że rząd rozważy wszystkie opcje, w tym nadzwyczajny arbitraż, by nie dopuścić do protestu. Taki mechanizm może natychmiast zablokować akcję strajkową na 30 dni, jeśli spór zostanie uznany za zagrożenie dla gospodarki lub codziennego życia.

Do gry wszedł też sąd. Częściowo przychylił się do wniosku Samsunga i nakazał związkom, by ewentualny strajk nie zakłócił produkcji w sposób grożący degradacją materiałów lub uszkodzeniem produktów. Operacje związane z bezpieczeństwem i ochroną jakości mają być utrzymane na normalnym poziomie. Za złamanie decyzji związkom mogą grozić kary do 100 mln wonów dziennie, a liderom związkowym do 10 mln wonów dziennie.

Rynek odczytał to jako sygnał ulgi. Akcje Samsunga rosły po decyzji sądu nawet o 6,7 proc., wyraźnie mocniej niż indeks KOSPI.

Prezydent apeluje o równowagę

W sprawę włączył się również prezydent Lee Jae Myung. W poście na X napisał, że w Korei Południowej, która przyjęła liberalny porządek demokratyczny i kapitalistyczną gospodarkę rynkową, „praca powinna być szanowana tak samo jak biznes, a prawa zarządcze firm powinny być szanowane tak samo jak prawa pracownicze”.

To zdanie dobrze pokazuje napięcie wokół całej sprawy. Rząd nie może po prostu stanąć po stronie koncernu, ale nie może też zignorować faktu, że strajk w Samsungu mógłby uderzyć w gospodarkę kraju.

AI potrzebuje pamięci, a Samsung nie może sobie pozwolić na chaos

Największe ryzyko dotyczy produkcji pamięci. To kluczowe komponenty dla centrów danych AI, smartfonów i laptopów. Według doniesień koreańskich mediów menedżerowie działu półprzewodników Samsunga mieli apelować do związków o rezygnację ze strajku, wskazując na obawy klientów, w tym Nvidii. Część odbiorców miała sygnalizować, że w czasie protestu mogłaby czasowo wstrzymać przyjmowanie dostaw, jeśli nie będzie gwarancji jakości produktów. Samsung odmówił komentarza w tej sprawie.

Dlatego rozmowy prowadzone do wtorku mają dla firmy tak duże znaczenie. Samsung robi wszystko, żeby protest nie ruszył, bo nawet ograniczony strajk mógłby stać się dla klientów sygnałem ostrzegawczym. W branży półprzewodników liczą się nie tylko wolumeny, ale też terminowość, jakość i zaufanie.

A gdy mówimy o firmie, która jest jednym z filarów globalnego rynku pamięci, lokalny spór o płace może bardzo szybko stać się problemem dla całego świata technologii.

Czytaj również w dziale gospodarka na Bithub:

Armatorzy zawieszają transport ładunków do całego kraju. Władze tego ostatniego się zbroją

Mundial miał być żyłą złota. Hotelarze patrzą w rezerwacje i łapią się za głowę

ChatGPT Plus za darmo dla wszystkich mieszkańców pewnego kraju. Z niewielkim haczykiem

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!