FSO | Polskie projekty mogły odmienić motoryzację cz.1

353

W dzisiejszej #Alternatywce_Ekonomicznej opowiem o historii Fabryki Samochodów Osobowych, w skrócie zwanej FSO. Potem pokażę kilka niezrealizowanych projektów, które dosłownie zapierają dech w piersiach. FSO to nie tylko nasz ukochany Polonez, to o wiele większy katalog pojazdów, które miały realną szansę odmienić motoryzację XX wieku. Niestety nigdy nie ujrzały światła dziennego. Zapraszam do lektury!

Na początku mieliśmy produkować Fiata

…a dokładnie model Fiat 1400. Po to w 48′ budowano fabrykę na Pradze – Północ. Powojenna Polska dogadała się z Włochami, że oni nam dadzą licencję, a my zapłacimy tym, czego zawsze mieliśmy pod dostatkiem, czyli węglem. Plany były ambitne, umowa na 3 lata, po 20 tysięcy Fiatów rocznie. Niestety, nic z nich nie wyszło, Fiat zerwał umowę. Za przyczynę takiej decyzji uznaje się benefity z planu Marshalla, w ramach którego Włochy miały otrzymać tani węgiel. Inna teoria głosi, że powodem wycofania się było widmo zimnej wojny w ZSRR.

Więc z kim się dogadaliśmy?

Dokładnie…z ZSRR. Umowa polegała na tym, że oni nam pomogą w budowie fabryki, zaopatrzą linie montażowe, pomogą w projektach itd. a FSO w zamian będzie produkować niejaki GAZ-M20 Pobieda. I choć brzmi nazwa może kojarzyć się ze słowem bieda, było to nie byle jakie auto na tamte czasy! Nie wdając się w szczegóły techniczne, było to pierwsze auto stworzone przez ZSRR od podstaw, bez zagranicznego wzorca. Co więcej był to bezpośredni prekursor słynnej Wołgi (byle nie czarnej). Przejdźmy jednak dalej.

Rok 1954 , FSO zaczyna produkować na własnych częściach

Po 3 latach działalności fabryka zaczyna tworzyć własne projekty na swoich częściach. Wtedy też zaczyna się produkcja FSO Warszawa. Perła polskiej motoryzacji była nieprzerwanie produkowana i modernizowana do roku 73′. Co więcej, to wspaniałe auto można było spotkać nawet w Chinach. Wyeksportowano 72 843 pojazdy w latach 1954–1973, zaś ogółem wyprodukowano 254 421 sztuki. Głównymi kierunkami wysyłki były Bułgaria i Węgry, ale reszta świata też jeździła tym autkiem. Mowa tu o Turcji, Ekwadorze, Gwinei, Birmie, Mongolii, Ekwadorze i wielu innych państwach.

Prototypem FSO Warszawy, który nigdy nie zawitał na polskich drogach był model 210. Pojemność silnika mogła sięgać do 2360 cm³, prędkość maks. 150 km/h, masa 1200 kg, napęd na tył, więc polecieć bokiem pewnie też można było. Design surowy, ale elegancki. Skojarzenia z Fordem Falconem wskazane 🙂

FSO Warszawa 210
źródło

Następna była Syrena

Kolejna wisienka na torcie polskiej motoryzacji stworzona w Fabryce Samochodów Osobowych. Auto dla ludu, z tym, że termin „auto ludu” było już zaklepane przez pewne „Wageny”, które były produkowane dla „Volks”, więc siłą rzeczy mowa tu Volkswagen :). Nie ma co nazywać rzeczy po imieniu, choć sama nazwa FSO jako Fabryka Samochodów Osobowych też jest dość dosłowna. Nie przedłużając…lata 1972 – 1983 to ponad pół miliona wyprodukowanych Syrenek. Autko było ekonomiczne, uśredniając (bo modeli było multum) pojemność silnika nie przekraczała litra, ok. 40 KM i napęd na przód, prędkość maksymalna to125 km/h, które w najbogatszej wersji dało się wyciągnąć.

Skupmy się jednak na prototypach, które nigdy się nie pojawiły, a były one prawdziwą gratką dla fanów polskiej motoryzacji. Mowa tu oczywiście o warzącej 0,7 tony, z motorem o mocy 698 cm³, 35 KM – Syrenie Sport!

Syrena Sport
źródło

Poza tym do niezrealizowanych projektów należały Syrena: Kombi; 110; R-1; R-2,R-3; 607 złożony z części z Fiatów 125p i 126p i Zastavy. Warto osobno wspomnieć o Syrenie Laminat. Jak nazwa wskazuje, nadwozie było z tworzywa sztucznego, które o dziwo było całkiem wytrzymałe. Gdyby Laminat trafiła na polskie drogi to wyglądałaby tak:

Syrena Laminat
źródło

Laminat byłaby o tyle praktyczna, że nie miało co rdzewieć 🙂 Dziś byłaby to wspaniała konkurencja dla większości aut, gdzie da się wyskoczyć przez podłogę w trakcie jazdy po 10 latach użytkowania. Niestety nigdy nie pojawił się w produkcji seryjnej.

Na dzisiaj tyle

Dzisiejsze #AE zakończymy na Syrenie, a już za tydzień w środę zapraszam na dalsze opowieści o polskich czarnych koniach motoryzacji. Jeśli ktoś zapyta co to ma wspólnego z ekonomią, to uznajmy, że analizuję polską motoryzację w ujęciu mezo używając oferty produktowej ówczesnego FSO w celu introspekcji niewykorzystanych dróg ekspansji rynku na przykładzie niezrealizowanych prototypów aut 🙂

Dla starszych Czytelników pozostawiam poniżej tematyczny smaczek, który może wzbudzić mnóstwo wspomnień.

Zapraszam do lektury pozostałych artykułów i komentowania.

źródła:
https://linkd.pl/4c9k
https://linkd.pl/4c9c
https://linkd.pl/4c9k
grafika tytułowa: https://linkd.pl/4c9f

Komentarze