Wojciech Przyłęcki (IQ Partners) | „Wizerunkowo jesteśmy zniszczeni”

2 020

Chociaż doniesienia w sprawie Bitmarketu nieco przycichły społeczność cały czas zastanawia się, w jaki sposób i czy w ogóle możliwe jest odzyskanie utraconych środków. W sprawie takiego kalibru, jak upadek Bitmarketu nie ma łatwych rozwiązań i prostych wyjść. Zobaczmy, co w miesiąc po wybuchy afery ma na ten temat do powiedzenia wiceprezes zarządu IQ Partners, Wojciech Przyłęcki. Dziś rano jeden z portali informacyjnych opublikował wywiad, w którym Pan Wiceprezes odniósł się do kliku spraw związanych z Bitmarketem. Czy zostało rzucone jakieś nowe światło na sprawę? Oceńcie sami.

Spółkowy zawrót głowy

Zapytany o korzenie zawirowań spółkowych wokół giełdy Bitmarket, Wojciech Przyłęcki powiedział:

Pierwotnie cała giełda BitMarket została założona przez Michała Plebana w ramach jego ówczesnej działalności w Aftermarkecie. W 2015 roku serwis został odkupiony w całości przez spółkę Kvadratco Limited Services z siedzibą w Wielkiej Brytanii.

Za spółką stali Tobiasz Niemiro, Marcin Aszkiełowicz jak również Mariusz Sperczyński. Według mojej wiedzy sam pomysł kupna giełdy od Michała Plebana wyszedł od Mariusza Sperczyńskiego. On przekonał Tobiasza Niemiro. Natomiast Marcin Aszkiełowicz pojawił się nieznacznie później.

Kvadratco, według mojej wiedzy, było właścicielem spółki Bitmarket Limited z Seszeli. De facto to ta druga spółka pojawiała się w regulaminach giełdy jako właściciel. A Kvadratco pojawiało się jako operator. To się prawdopodobnie wzięło stąd, że chcąc obsługiwać transakcje wpłat/wypłat w złotówkach, podmiot z Seszeli w Polsce w praktyce nie miałby szans na założenie takiego rachunku, a brytyjska firma będąca w Unii Europejskiej mogła to zrobić.

Wszystkie środki, które klienci wpłacali, trafiały na rachunki Kvadratco. Środki te trafiały za pomocą różnych operatorów płatności, jak Igoria Trade czy Misterango. Od 2015 roku nie było takiej sytuacji, w której klienci BitMarketu mogliby powiedzieć, że wpłacali pieniądze gdzieś indziej niż do Kvadratco.

Dodatkowo, była jeszcze spółka Kvadratco Services Limited z siedzibą na Cyprze, która była właścicielem warszawskiej spółki Digiminex sp. z o.o. Ta ostatnia spółka była odpowiedzialna za wypłaty wynagrodzeń pracownikom.

I ta struktura funkcjonowała do upadku giełdy.

źródło: tutaj

Mariaż z IQ Partners

Zapytany o rolę IQ Partners w całym przedsięwzięciu, Prezes Przyłęcki odpowiedział:

Rozmowy zaczęły się na przełomie 2017 i 18 roku, gdy przyszedł do mnie Tobiasz i zaproponował, żebyśmy kupili giełdę. Rozpoczęliśmy rozmowy, które w lutym 2018 roku zaczęły się na tyle konkretyzować, że ustaliliśmy sobie, w jaki sposób dokonamy przejęcia BitMarketu, a w praktyce przeniesienia poszczególnych składników z Kvadratco i ewentualnie z innych spółek do spółki Gyptrade. Ta spółka została założona przez Tobiasza Niemiro i Marcina Aszkiełowicza w 2018 roku

My w lutym zaczęliśmy się przygotowywać do procesu przejęcia BitMarketu. W ramach negocjacji ustaliliśmy warunki, w których powiedzieliśmy, że IQ Partners nie będzie w żaden sposób przejmowało spółki Kvadratco, dlatego że podczas rozmów tłumaczyli nam, że mają swoje rozliczenia i problemy. Wygodniej było znaleźć takie rozwiązanie, które sprawiłoby, że dla nas i naszych akcjonariuszy bezpieczniej byłoby stopniowo przenieść giełdę do czystego podmiotu. Wymyśliłem jak od strony formalnej tego dokonać. Istotnym elementem, o którym nie wolno zapominać, było to, że Tobiasz i Marcin, zanim podpisaliśmy umowy związane z giełdą (w listopadzie), poprzez ich spółkę Global1 nabyli w lutym akcje IQ Partners od Atlantis SA tj. spółki kontrolowanej przez Mariusza Patrowicza.

Niedługo po tym, gdy Tobiasz Niemiro i Marcin Aszkiełowicz nabyli akcje spółki, z rady nadzorczej zrezygnowały dwie osoby powołane przez Patrowicza. Global1 wskazał na ich miejsce Marcina Marcinkiewicza i Annę Jarmińską.

W marcu byliśmy przekonani, że już w kwietniu podpiszemy umowę. Jednak wówczas Tobiasz poinformował nas, że jego drogi biznesowe z Marcinem Aszkiełowiczem się rozchodzą i Marcin pozostanie w Bitmarkecie sam.

Ostatecznie estoński Gyptrade OU nabyliśmy wyłącznie od Aszkiełowicza. Dla nas istotne było to, żeby w momencie podpisywania umowy inwestycyjnej, estońska spółka posiadała znak towarowy, domeny i kody źródłowe (bez baz danych).

Umowa dotycząca BitMarketu została skonstruowana w taki sposób, aby była bezpieczna dla naszych akcjonariuszy. Ponieważ nie mieliśmy zamiaru przejmować Kvadratco, ani nie bylibyśmy w stanie w praktyce go zaudytować, podjęliśmy decyzję, że kluczowe składniki dotyczące Bitmarketu zostaną przeniesnione do Gyptrade OU. Pierwotnie obaj Panowie (Tobiasz Niemiro i Marcin Aszkiełowicz) mieli dostać warranty, które mogliby wymienić na akcje IQ Partners w sytuacji, gdy Gyptrade osiągnie określony wynik finansowy. Wynik ten został określony przez nich na bazie roku 2017 – miał wynosić do 15 mln zł. Jeżeli tak by się stało, to mieli otrzymać proporcjonalnie, w zależności od zysku, maksymalnie 7,5 mln warrantów. To nie było zatem tak, że zapłaciliśmy 2,5 tys. euro za BitMarket, jak podawały niektóre media.

Jeżeli otrzymaliby te warranty zamienione później na akcje, to wraz z akcjami, które kupili od Atlantis SA (ponad 4 mln), mieliby ok. 12 mln akcji, czyli ok. 40 proc. udziałów w spółce w tamtym czasie. 15 mln zysku oznaczałoby, że na jedną akcję przypadałoby 50 groszy. Przy założeniu rynkowych wskaźników giełdowych, należałoby się spodziewać, że kurs IQ Partners SA osiągnie około 5-6 zł. Oczywiście jest to czysta spekulacja co do ceny, ale jeżeli mówimy o pewnej logice – takich poziomów cenowych należało się spodziewać. Wówczas wartość 12 mln akcji IQ Partners SA będących w posiadaniu wcześniejszych właścicieli Bitmarketu wynosiłaby 60-70 mln zł. I to jest prawdziwy biznesowy powód, dla którego doszło do zawarcia umów.

źródło: tutaj

Dziura goni dziurę

W opublikowanym wywiadzie Wojciech Przyłęcki opowiada również, jak to było jego zdaniem z bitmarketowymi „dziurami”:

Pierwsza dziura pojawia się już w 2015 roku – w dniu zakupu giełdy. Druga pojawia się w wyniku dwóch włamań – na łącznie 600 bitcoinów. Te włamania miały miejsce nie później, niż w I połowie 2016 roku. Razem mamy stratę w postaci ok. 1100-1200 bitcoinów. Przy dzisiejszych wartościach jest to 50 mln zł.

źródło: tutaj

Po chwili dodaje:

Podczas rozmów powiedzieli, że nie chcą, aby Kvadratco było przedmiotem umowy. Zapytaliśmy, czy nie mają tam żadnych problemów. W odpowiedzi usłyszeliśmy o włamaniu, w którym zginęło 350 bitcoinów. My o tym dowiedzieliśmy się w 2018 roku.

Powiedzieli nam, że w 2017 roku zarobili mnóstwo pieniędzy, po drugie zawarli ugody z użytkownikami, których dotyczyło to włamanie i sprawa została załatwiona. Uspokajali, że w momencie przenoszenia sald do Gyptrade’u, problem będzie rozwiązany. Tym bardziej nie mieliśmy zatem powodu zajmować się Kvadratco. 1200 bitcoinów zostało straconych – nasuwa się zatem pytanie, jak duża to była kwota na tle całości? Do końca trudno jest nam powiedzieć. Nie audytowaliśmy Kvadratco, więc po prostu nie wiemy.

źródło: tutaj

„Wizerunkowo jesteśmy zniszczeni”

Wojciech Przyłęcki wyraził ubolewanie nad wpływem, jaki afera wokół Bitmarketu wywarła jego zdaniem na IQ Partners:

Wizerunkowo jesteśmy zniszczeni. Po pierwsze, użytkownicy zaczęli działać w emocjach, które i nam się udzieliły. Rozumiemy ludzi, którzy stracili pieniądze i „powiesili psy” na tych, których pierwszych widzieli. Po drugie, ludziom wydaje się, że skoro to giełdowa spółka, to łatwo będzie cokolwiek odzyskać. Pominęli oczywiste fakty, że nie wpłacali pieniędzy ani do nas, ani do naszej spółki – a mimo to w Internecie zaczęły krążyć teorie spiskowe.

Biznesowy dramat dla IQ Partners SA wynika również z tego, że w lutym zeszłego roku zmieniliśmy strategię działania. Z bycia funduszem, który inwestował w startupy, przerzuciliśmy się na fintech. Blockchain i BitMarket był dla nas punktem zwrotnym. Nagle się okazuje, że strategia, którą zbudowaliśmy m.in. na BitMarkecie, zawala się w okolicznościach, które trudno nazwać korzystnymi. Pojawiamy się w kontekście afery, w której stracono prawdopodobnie olbrzymie ilości pieniędzy.

źródło: tutaj

Gdzie, do cholery, są pieniądze?

Najprościej to wytłumaczyć na przykładzie pierwszej dziury (bitcoiny użyte do rozliczenia za giełdę – red.). To jest zła decyzja biznesowa. Niezabezpieczenie wzrostu kursu bitcoina spowodowało to, że mieli złotówki a nie bitcoiny, a powinno być moim zdaniem na odwrót. Jeżeli wartość bitcoina na początku wynosiła 1000 zł i mieli kupić 600 bitcoinów za 600 tys. zł, to gdy kurs poszedł w górę po roku czy dwóch latach do 20-30 tys. zł, to okazało się, że mogli zakupić o wiele mniej jednostek kryptowaluty – 20 a nie 600, które musieli. W moim odczuciu to ten mechanizm tj. niezabezpieczenia ryzyka kursowego odpowiada za zniknięcie środków. Włamanie to oczywiście dodatkowo inna sprawa.

Jeżeli mechanizm jest prawdziwy, a tak wiemy z oświadczeń Marcina Aszkiełowicza, Michała Plebana, Mariusza Sperczyńskiego i Tobiasza Niemiro, to możemy wydedukować, gdzie są te pieniądze. Zniknęły poprzez niezabezpieczone ryzyko kursowe, nie przez jakąś kradzież dokonaną przez ludzi, którzy byli wewnątrz. Oczywiście, to czy Michał Pleban w rozliczeniu mógł zabrać te bitcoiny, pozostaje kwestią osądu.

Nie wiemy, jaka była między nimi umowa. Nie wiemy też, na ile sytuacje, o których mówimy, albo nie możemy powiedzieć, nie wydarzyły się potem w przyszłości np. czy mechanizm ten się nie powtórzył.
Potem, po włamaniu, jak bitcoin zaczął iść do góry i ludzie chcieli wypłacać pieniądze, to zarząd Kvadratco musiał kupować albo sprzedawać bitcoiny po niekorzystnej cenie, bo musiał ratować płynność, żeby to się nie wydało. Dziw bierze, że przez cztery lata, przy tak dużej dziurze, udało im się zachować płynność.

źródło: tutaj

Wniosek nasuwa się sam. Prezes Przyłęcki sugeruje, że właściciele giełdy Bitmarket dysponowali nie swoimi pieniędzmi. Zapytany o to wprost, odpowiedział:

Tak, tylko unikałbym jednoznacznego osądu pod kątem prawnym. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której skala tej dziury nie dała nikomu do myślenia. Wygląda na to, że robili wszystko, aby ratować własne bezpieczeństwo ciągnąc to jak najdłużej, za wszelką cenę. I to prawdopodobnie nakręcało całą spiralę, a dodatkowo kurs bitcoina ich dobił

źródło: tutaj

Pamiętacie jeszcze Pana Roberta Bochenek?

22 lipca opublikowaliśmy naszą rozmowę z Robertem Bochenek. „Ostatni papierowy właściciel Kvadratco” powiedział nam wówczas następujące słowa:

Nie zrobiłem nic złego. Dowiedziałem się od osób trzecich, że jest możliwość kupienia udziałów. Zainteresowałem się, poszperałem i w efekcie kupiłem.

Sprawę zgłosiłem do Prokuratury wkrótce po tym, jak BitMarket zniknął z sieci. Jeżeli chodzi o zakup Kvadratco, zrobiłem to tylko i wyłącznie z pobudek spekulacyjnych. Nie mogę powiedzieć, jaka była kwota transakcji. Nie mogę również odpowiedzieć na pytanie, kto zainicjował temat zakupu, od kogo się dowiedziałem, że jest taka możliwość. Mogę tylko dodać, że w sprawie zakupu Kvadratco nic nie wzbudziło moich podejrzeń.

Jak tylko BitMarket zniknął z sieci byłem mocno zdziwiony tym, co się dzieje. Nawet nie znam tych Panów, których oświadczenia Pan publikował za wyjątkiem Pana Aszkiełowicza, od którego zakupiłem udziały.

Przez wzgląd na to, że sprawa jest w Prokuraturze, nic więcej nie mogę powiedzieć.

Oto, jak Prezes Przyłęcki odniósł się do tej kwestii:

Ta wersja jakoś niespecjalnie mnie przekonuje. Pierwotnie można było odczytywać to jako chęć odsprzedaży komuś „gorącego kartofla”. Z drugiej strony odezwał się publicznie, okazuje się, że jest traderem. Twierdził, że kupił Kvadratco spekulacyjnie. Gdyby był słupem, to pewnie by tego nie robił. Być może nikt od niego nie będzie wyciągał żadnych konsekwencji. Natomiast poziom naiwności przy BitMarkecie wszystkich późniejszych właścicieli jest dość duży.

źródło: tutaj

A co z Marcinem Aszkiełowiczem?

W dalszym ciągu mam z nim kontakt. Jego stanowisko nie zmieniło się od czasu przed upadkiem giełdy. Rozumie swoją rolę w tym, co się wydarzyło. Powiedział, że nie zrobił nic nieuczciwego i tak to interpretuje. Jeżeli chodzi o odpowiedzialność za decyzje biznesowe, to w części się do nich nie poczuwa. Jednakże wydaje mi się, że jest przygotowany na poniesienie konsekwencji, które los mu przyniesie. Natomiast nie komentuje bieżącej sytuacji na gorąco, bo nie może, gdyż złożył zeznania. Wiem, że Marcin złożył także zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa. Raczej nie sam na siebie. Pytanie na kogo? To jest wątek, który mnie trochę intryguje. Martwię się o niego czysto po ludzku, bo był w złym stanie.

źródło: tutaj

O Bitmarkecie na Bithub

Od początku całego zamieszania z Bitmarketem informowaliśmy Was na bieżąco o wszystkich szczegółach związanych ze sprawą. Jeżeli chcielibyście przypomnieć sobie wszystkie poruszane przez nas wątki zachęcam do powrotu do następujących treści:

Pełną wersję wywiadu z Wojciechem Przyłęckim możecie przeczytać tutaj.

Komentarze