Kupili złoto i zostawili je w… lesie. Norweskie banki ostrzegają przed nowym oszustwem
Oszuści namawiają Norwegów, żeby za duże pieniądze kupili złoto, a potem zostawili je w lesie, w miejskim parku albo w przydrożnym rowie. Kruszec ma tam rzekomo czekać na firmę, która przechowa go, aż zdrożeje. W rzeczywistości zabierają go wspólnicy naciągaczy. Przed tą metodą ostrzegł w czwartek Finans Norge, organizacja zrzeszająca norweskie banki i ubezpieczycieli.
Jak działa oszustwo ze złotem w lesie
Zwykle zaczyna się od telefonu. Dzwoni ktoś, kto podaje się za przedstawiciela sklepu z metalami szlachetnymi, kantoru albo firmy handlującej przedmiotami kolekcjonerskimi. Ofiara kupuje złoto, a potem słyszy, że odbierze je kurier. W ostatniej chwili kurier „nie może dojechać”, więc pada rozwiązanie awaryjne: zostawić złoto w pobliżu umówionego miejsca. Może to być skraj lasu albo rów przy drodze. Resztę załatwia ktoś z szajki.
Gry Nergård, która w Finans Norge odpowiada za przeciwdziałanie oszustwom, opisuje to jako połączenie oszustwa inwestycyjnego z budowaniem relacji. Propozycja zakupu złota pada czasem po tygodniach rozmów, np. w ramach fałszywego romansu. Bywa, że przestępcy zaczynają od kryptowalut, a gdy ofiara odmawia, podsuwają złoto jako „bezpieczniejszą” lokatę. Zanim cokolwiek zaproponują, wybadają, ile ktoś ma oszczędności. Po złoto sięgają nieprzypadkowo. Bank widzi przelew do sprzedawcy, ale monet przekazanych z ręki do ręki już nie śledzi. Nergård przyznaje, że poza ostrzeganiem klientów banki niewiele tu mogą zrobić.
Ronald Sookael, szef norweskiej spółki Tavex Gull og Sølv, o złocie w lesie nie słyszał. Firma miała jednak w ostatnich dwóch latach ok. 20 klientów, którzy oddali kruszec oszustom. Najczęściej to ludzie po sześćdziesiątce. Przychodzą po konkretne monety, a potem wracają i mówią, że wszystko komuś oddali. Monety to zresztą w Norwegii podstawowa forma inwestycji w złoto, bo sztabki obciąża 25-procentowy VAT (podatek od towarów i usług). Tavex obniżył już limity zakupów klientom, u których widzi sygnały ostrzegawcze. Ta sama grupa ma salony także w Polsce.
Ten sam trik w Nowym Jorku i w Koszalinie
Złoto kusi oszustów, bo w ostatnich latach mocno zdrożało. Jesienią 2023 r. uncja kosztowała niecałe 2 tys. dolarów, a pod koniec stycznia 2026 r. ponad 5,5 tys. W tym tygodniu potaniała o ok. 4% i w piątek kosztowała ok. 4 tys. USD. Przy takim kursie 20 uncji to ok. 80 tys. dolarów.
W Stanach Zjednoczonych sprawa ma już własną nazwę: „gold bar scam”. W sierpniu przestrzegała przed nim prokurator generalna stanu Nowy Jork Letitia James. Nowojorska policja (NYPD) prowadziła w ciągu dwóch lat ponad 100 takich spraw, a straty przekroczyły 100 mln dolarów, czyli blisko 390 mln zł. Tam zaczyna się od fałszywego komunikatu o włamaniu na konto, a kończy na „policjancie”, który każe zamienić oszczędności na sztabki i oddać je kurierowi.
W Polsce ten mechanizm zna każdy dzielnicowy, tyle że w wersji gotówkowej. Fałszywi policjanci każą seniorom zostawić pieniądze w koszu na śmieci, wyrzucić przez okno albo zawiesić na ogrodzeniu. W 2019 r. 77-letnia mieszkanka Koszalina wypłaciła 135 tys. zł, wszystkie swoje oszczędności, i zostawiła je w koszu w centrum miasta. Norweska odmiana różni się w zasadzie tylko tym, że zamiast banknotów jest złoto, a zamiast śmietnika las.
Ile Norwegowie tracą przez oszustów
Według norweskiego nadzoru finansowego Finanstilsynet 962 mln koron wyłudzonych w 2025 r. to o 265 mln mniej niż rok wcześniej. Druga połowa roku była jednak wyraźnie gorsza od pierwszej: 558 mln koron wobec 404 mln. Większość pieniędzy zniknęła przy przelewach, a nie przy płatnościach kartą.
Ostrzeżenie przed złotem jest częścią kampanii „NO WAY”, którą Finans Norge prowadzi z bankami. W tym samym komunikacie organizacja przestrzega też przed oszustami, którzy polują na hasła do BankID pracowników z dostępem do firmowych kont. Gry Nergård radzi nie oddawać kosztowności obcym, zwłaszcza gdy unikają spotkania, i nie zostawiać niczego tam, gdzie każe ktoś przez telefon. Każdą próbę oszustwa warto zgłosić policji, choćby przez internet. Nergård podejrzewa, że ofiar jest więcej, tylko część z nich nie poszła do banku.
Żaden bank ani uczciwy handlarz złotem nie przechowuje kruszcu klientów pod drzewem.
Redakcja BitHub.pl poleca również:
- Sprawa Zondacrypto. Luksusowe samochody przejęte przez służby
- Kryptowaluty w wielkiej aferze finansowej. Ponad 1,4 tys. aresztowań i 385 mln dolarów
- Peter Schiff: „Bitcoin wreszcie pęka”. Czy czeka nas spadek do 75000 USD?
