Euforia na brazylijskim rynku akcji bije rekordy Amerykański miliarder, Druckenmiller zainwestował tu fortunę
Brazylijski rynek akcji wysyła dziś jeden z ciekawszych sygnałów globalnie: rośnie mimo napięć geopolitycznych i przy wciąż podwyższonej inflacji. Indeks Bovespa właśnie ustanowił nowe historyczne maksimum, zbliżając się do poziomu 197 tys. punktów. To o tyle interesujące, że wzrosty trwają od kilku tygodni, mimo trwającego konfliktu na Bliskim Wschodzie.
Napływ kapitału zagranicznego i poprawa sentymentu do rynków wschodzących wspierają indeks akcji z tego kraju. Co więcej, ruch ten nie jest przypadkowy. Wiemy, że duże pieniądze – w tym fortuna Stanleya Druckemlillera były ustawione pod Brazylię już wcześniej. W praktyce mamy więc do czynienia z klasycznym przykładem rynku, który dyskontuje przyszłość, a nie teraźniejszość. I to właśnie czyni tę historię szczególnie wartą uwagi.
Najważniejsze fakty
- Indeks Bovespa wzrósł w tym roku ponad 22% i osiągnął nowy historyczny szczyt w okolicach 197 tys. punktów, rosnąc mimo napięć geopolitycznych.
- To tegoroczny rekord pośród indeksów z krajów 'rynków’ wschodzących. Polski WIG20 wzrósł w tym czasie prawie 11%, podczas gdy amerykańskie indeksy są niemal płaskie.
- Duży kapitał zagraniczny, w tym amerykański miliarder Stanley Druckenmiller, stawiał pod wzrosty jeszcze przed rajdem brazylisjkich akcji.
O wzrostach rynku akcji poza USA i rozwiniętymi gospodarkami pisaliśmy więcej w artykule Akcje spółek z rynków wschodzących mają najlepszy tydzień od 2020 roku. Co na to BlackRock?.
Rynek, który ignoruje ryzyko
To, co najbardziej rzuca się w oczy, to fakt, że brazylijska giełda rośnie w środowisku, które teoretycznie nie powinno sprzyjać rynkom akcji. Mamy konflikt na Bliskim Wschodzie, napięcia wokół Iranu, a do tego ryzyko dla rynku ropy związane z cieśniną Ormuz. W takich warunkach inwestorzy zwykle uciekają od ryzyka. Tymczasem tutaj widzimy coś odwrotnego.
Kluczowa jest jednak zmiana narracji. Rynek zaczyna grać pod deeskalację: rozmowy dyplomatyczne, potencjalne spotkania między stronami konfliktu i nadzieje na odblokowanie kluczowych szlaków transportowych. To wystarczyło, by poprawić sentyment, szczególnie w sektorze finansowym, który jest bardzo wrażliwy na globalne ryzyko.
Na poziomie makro obraz nie jest idealny. Inflacja w Brazylii wzrosła w marcu do 4,14% r/r z 3,81% r/r miesiąc wcześniej. Głównym winowajcą były ceny paliw, które podniosły koszty transportu i przełożyły się na szerszy wzrost cen. To teoretycznie powinno być problemem, bo wyższa inflacja ogranicza przestrzeń do dalszych obniżek stóp procentowych. Mimo to rynek pozostaje odporny. Dlaczego? Bo inwestorzy zakładają, że wzrost inflacji ma charakter przejściowy i wynika głównie z czynników zewnętrznych, takich jak ceny energii.
Sektor finansowy i duże spółki ciągną indeks
Wzrosty na Bovespie nie są rozproszone napędzają je konkretne segmenty rynku. Najlepiej radzą sobie banki i duże spółki o wysokiej płynności, czyli dokładnie te, które są najchętniej kupowane przez zagraniczny kapitał. Itau, czy Bradesco mocno rosną, a do tego dochodzą spółki infrastrukturalne i użyteczności publicznej jak Axia, Sabesp.
Dobrze radzą sobie także inne duże nazwiska jak WEG, Rede D’Or czy Ambev. Brazylia to też dom dla kilku znanych 'fintechów’ jak MercadoLibre i surowcowych gigantów typu Vale – wszystkie wyglądają dziś bardzo mocno na tle globalnych konkurentów. To też sugeruje, że nie mamy jeszcze do czynienia z euforią detaliczną, tylko raczej z ruchem napędzanym przez instytucje.
Duże pieniądze były tu wcześniej
Najciekawszy element tej układanki to fakt, że część dużych inwestorów ustawiła się pod ten scenariusz znacznie wcześniej. Stanley Druckenmiller, jeden z najbardziej znanych zarządzających na świecie, zbudował znaczącą pozycję w brazylijskim ETF-ie jeszcze przed silnym rajdem. Jego fundusz kupił około 3,5 mln udziałów w iShares MSCI Brazil ETF, a dodatkowo zagrał na wzrosty poprzez opcje. To nie była przypadkowa decyzja. Rynek już wtedy zaczął korzystać na słabszym dolarze i rosnących cenach surowców.
W styczniu ETF wzrósł o około 17%, co było najlepszym miesięcznym wynikiem od kilku lat. To pokazuje, że obecne wzrosty nie są nagłym zrywem, tylko kontynuacją trendu, który zaczął się wcześniej i był wspierany przez konkretne fundamenty. Brazylia nie działa w próżni. To, co widzimy, wpisuje się w szerszy trend powrotu kapitału na rynki wschodzące. Po latach dominacji USA inwestorzy zaczynają szukać dywersyfikacji, szczególnie w środowisku, w którym dolar traci część swojej siły.
Dodatkowo Brazylia korzysta na strukturze swojej gospodarki. Wzrost cen surowców: zwłaszcza metali i energii. Działa na korzyść takich spółek jak Vale czy Petrobras, które mają duży udział w indeksie. To tworzy ciekawą kombinację: poprawa sentymentu globalnego, napływ kapitału i lokalne wsparcie ze strony surowców. Co więcej, Brazylia jest także relatywnie odporna na zakłócenia w Cieśninie Ormuz.
Druckenmiller wszedł w Brazylię zanim rynek się obudził
Najmocniejszym sygnałem stojącym za obecną siłą Brazylii nie jest sam wykres Bovespy, tylko timing kapitału, który wszedł w ten rynek wcześniej. Stanley Druckenmiller zbudował swoją ekspozycję w IV kwartale, czyli w momencie, kiedy Brazylia nie była jeszcze w centrum uwagi globalnych inwestorów.
Duquesne Family Office kupił około 3,5 miliona udziałów ETF-u iShares MSCI Brazil (EWZ), tworząc jedną z największych pozycji w portfelu. W zależności od momentu wyceny oznaczało to ekspozycję rzędu ponad 100 milionów dolarów, a według części szacunków nawet znacznie więcej. To nie była marginalna alokacja — to była wyraźna decyzja portfelowa.
Kluczowy jest jednak moment wejścia. Pozycja została zbudowana jeszcze przed styczniowym rajdem, w którym EWZ wzrósł o około 17%, notując najlepszy miesiąc od kilku lat. To klasyczny schemat działania Druckenmillera: wejście wtedy, gdy rynek jeszcze nie widzi pełnego obrazu, a nie wtedy, gdy trend jest już oczywisty.
To nie była ekspozycja – to był zakład na ruch
Najlepiej widać to po strukturze samej inwestycji. Druckenmiller nie ograniczył się do zakupu ETF-u. Równolegle zbudował pozycję w opcjach call na EWZ, co zmienia charakter całej strategii. Opcje oznaczają jedno: oczekiwanie na dynamiczny ruch w określonym czasie. To nie jest podejście „kupuję i czekam”. To jest podejście „widzę katalizator i chcę na nim zarobić szybciej i mocniej”. W praktyce oznacza to znacznie wyższe przekonanie co do kierunku rynku.
Takie konstrukcje portfela rzadko pojawiają się przypadkowo. Zwykle są efektem bardzo konkretnej tezy makro, w której inwestor zakłada nie tylko kierunek, ale też tempo zmiany wyceny. W tym przypadku rynek faktycznie zareagował zgodnie z tym scenariuszem, co tylko podkreśla precyzję tego ruchu.
Jeszcze ważniejsze jest to, że Brazylia nie była odosobnioną decyzją. Była częścią szerszej zmiany w portfelu Druckenmillera. W tym samym czasie ograniczał on ekspozycję na duże spółki technologiczne i przesuwał kapitał w kierunku segmentów bardziej wrażliwych na cykl makro. To sugeruje, że mamy do czynienia nie z „pomysłem na jeden rynek”, tylko z próbą ustawienia portfela pod nowy układ globalny.
W tym układzie kluczową rolę odgrywają słabszy dolar, rosnące znaczenie surowców i zmiana oczekiwań wobec polityki monetarnej. Brazylia idealnie wpisuje się w taki scenariusz. Jest rynkiem silnie powiązanym z cenami surowców, a jednocześnie jednym z pierwszych, które wchodzą w cykl obniżek stóp. To tworzy kombinację, która historycznie przyciąga kapitał w momentach rotacji z rynków rozwiniętych.
Dlatego obecne wzrosty Bovespy trudno traktować jako przypadek. Bardziej przypominają one konsekwencję procesu, który zaczął się wcześniej — i który został dostrzeżony przez inwestorów zanim stał się oczywisty dla reszty rynku. W przeciwieństwie do problemu związanego z siłą roboczą w USA, Brazylia prawdopodobnie nie będzie miała problemów z demografią. Amerykański dylemat opisaliśmy w artykule Niepokojące liczby z amerykańskego rynku pracy. Deficyt siły roboczej? Fed zaczął liczyć
