Chciał 30 miliardów dolarów. Dostał kubeł zimnej wody i znalazł absurdalnego winnego
To miał być jeden z największych debiutów giełdowych w historii Australii. Firma zajmująca się sztuczną inteligencją, wspierana przez Nvidię, chciała wejść na giełdę z wyceną przekraczającą 30 miliardów dolarów. Inwestorzy nie byli jednak do niej przekonani. A kiedy cały plan zakończył się fiaskiem, jeden z założycieli firmy uznał, że winna jest… Australia i jej podejście do przedsiębiorców.
Firma miała być warta 30 miliardów dolarów. Inwestorzy powiedzieli „sprawdzam”
Oliver Curtis, współzałożyciel Firmus Technologies, miał powody, by liczyć na wielki sukces. Jego przedsiębiorstwo działa w jednej z najgorętszych branż ostatnich dekad, budując centra danych niezbędne do rozwoju AI. Wśród inwestorów wspierających projekt znalazła się nawet Nvidia – niewątpliwie jeden z największych beneficjentów boomu.
Plan był naprawdę ambitny. Firmus zamierzał pozyskać z giełdy około 5 miliardów dolarów, a całe przedsiębiorstwo miało zostać wycenione na ponad 30 miliardów. Gdyby wszystko poszło zgodnie z oczekiwaniami, byłby to jeden z największych debiutów giełdowych w historii australijskiego rynku.
Jak się domyślacie – nie poszło. Inwestorzy zaczęli zadawać niewygodne pytania i kilka dni temu firma wycowała swoje IPO.
Historia Firmusa zaczyna się tam, gdzie sporej części podobnych podmiotów, czyli od wydobywania Bitcoina. Tak jak wiele zbliżonych biznesów, uznał, że bardziej niż kopać opłaca się wspierać AI. Jego plany zrobiły wrażenie na części największych graczy finansowych. Oprócz Nvidii w projekt zaangażowały się podmioty powiązane z Blackstone.

Nie wyszło? Winna jest Australia
Jednak przed planowanym debiutem coraz więcej inwestorów zaczęło zastanawiać się, czy oczekiwana wycena aby nie jest przesadzona. Firma miała bowiem dopiero niewielką część sprzętu, który zamierzała pozyskać w przyszłości. Zdecydowana większość wszystkiego nadal pozostawała na etapie planowania.
Czy Australia płacze? Raczej nie, natomiast zdaniem szefa tej firmy, powinna. Po wycofaniu planów giełdowych Oliver Curtis nie zamierzał ukrywać rozczarowania. W rozmowie z australijskimi mediami przekonywał, że kraj zmarnował szansę na rozwój.
Jego zdaniem australijscy inwestorzy zbyt nieufnie podchodzą do przedsiębiorców podejmujących duże ryzyko. Zamiast wspierać lokalne firmy, mają skupiać się na wyszukiwaniu problemów i powodów, dla których ambitne projekty mogą się nie udać.
Czytaj więcej w dziale giełdy na Bithub:
Pierwsze takie retorsje: Waszyngton uderza w inwestycje w chińskie startupy
Huang z Nvidia ratuje akcje najmocniej zapożyczonej firmy AI. Jak?
Miliarder z Wall Street: „cały 2027 rok obstawiam spadki”. Bessa?
