Wenezuela w gruzach po dwóch potężnych trzęsieniach ziemi. Rośnie strach o tysiące ofiar
Wenezuela od lat kojarzy się z kryzysem politycznym, biedą, inflacją, emigracją i ropą. Ta ostatnia miała być błogosławieństwem, a ostatecznie stała się symbolem zmarnowanej szansy. Gehenna tego kraju trwa. Teraz, niestety, do tej listy dochodzi kolejna katastrofa. W środę po południu kraj uderzyły dwa potężne trzęsienia ziemi. Według U.S. Geological Survey pierwszy wstrząs miał magnitudę 7,2 i wystąpił około 160 kilometrów na zachód od Caracas. Mniej niż minutę później nastąpił kolejny, jeszcze silniejszy, o magnitudzie 7,5.
Wenezuela zadrżała dwa razy w minutę. Katastrofa uderzyła w kraj ropy i kryzysu
To nie jest zwykły news o drżących ścianach i ludziach wybiegających na ulice. Skala wstrząsów jest ogromna. Trzeba jednak podkreślić jedno: prognozy mówiące nawet o dziesiątkach tysięcy ofiar nie są oficjalnym bilansem, lecz modelową oceną ryzyka. Rzeczywista liczba ofiar i rannych będzie dopiero ustalana.
Pierwsze informacje z Caracas już są jednak dramatyczne. Lokalne władze informowały o zawalonych budynkach, zabitych i poszkodowanych. Ratownicy pracowali przy gruzowiskach, a mieszkańcy opisywali sceny paniki, krzyków i ucieczki z budynków. Część osób mogła zostać uwięziona pod zawalonymi budynkami.
Państwo w stanie alarmu
Interim prezydent Delcy Rodriguez zapowiedziała ogłoszenie stanu wyjątkowego i zwrócenie się o środki do organizacji międzynarodowych. To ważne, bo Wenezuela nie startuje z pozycji bogatego, sprawnego państwa, które może szybko uruchomić wielki program odbudowy. Mówimy o kraju osłabionym wieloletnim kryzysem, odpływem ludności i licznymi problemami.
Zamknięte zostało największe lotnisko kraju w Maiquetii, położone na wybrzeżu na północ od Caracas. Odwołano także zajęcia szkolne na resztę tygodnia, a szpitale zaczęły przygotowywać się na przyjęcie większej liczby rannych. W Caracas pracownicy medyczni zostali poproszeni o wzmacnianie nocnych zmian.
Do tego dochodzi kontekst polityczny. Pomoc zaoferowały chociażby Stany Zjednoczone, o czym zapewnił sam Donald Trump. W normalnych warunkach brzmiałoby to jak standardowa dyplomacja po klęsce żywiołowej. W przypadku Wenezueli, kraju od lat uwikłanego w napięcia z Waszyngtonem, ma to jednak dodatkowy ciężar.
Ropa na razie bez dużych szkód, ale ryzyko zostaje
Dla świata ważne będzie nie tylko to, jak poradzi sobie Caracas, ale też czy trzęsienia ziemi uderzą w sektor energetyczny. Według pierwszych doniesień infrastruktura naftowa Wenezueli nie wydawała się natychmiast poważnie dotknięta wstrząsami. Najcięższe zniszczenia nie pochodziły z najważniejszych obszarów wydobycia.
Najbliższe godziny będą kluczowe. Oficjalny bilans może rosnąć, a skala zniszczeń dopiero zacznie się ujawniać. Na tym etapie najuczciwiej powiedzieć jedno: Wenezuela dostała cios w bardzo złym momencie. I to nie tylko humanitarny, ale również polityczny, infrastrukturalny pewnie gospodarczy.
Czytaj więcej w dziale społeczeństwo na Bithub:
Kontrowersyjna ustawa okazała się klapą. „System działa głównie na papierze”
Niemcy pouczali Europę, a teraz sami zderzają się ze ścianą. Emerytura coraz dalej?
41 stopni, zakaz alkoholu i zamykane strefy kibica. Europa zaczyna przegrywać z upałem
