Trzydzieści lat więzienia dla prezydenta. Chciał podpalić granicę z Koreą Północną

Trzydzieści lat więzienia dla prezydenta. Chciał podpalić granicę z Koreą Północną

Były prezydent demokratycznego państwa miał wysłać drony nad stolicę Korei Północnej. Po co? Żeby sprowokować reakcję Pjongjangu, podgrzać atmosferę strachu i stworzyć pretekst do wprowadzenia stanu wojennego. Tyle że to nie jest scenariusz nowego serialu Netflixa. To… Korea Południowa.

Trzydzieści lat więzienia dla prezydenta

Sąd w Seulu skazał byłego prezydenta Yoon Suk Yeola na 30 lat więzienia w sprawie operacji dronowej z 2024 roku. Według sądu Yoon oraz część jego najbliższego otoczenia wykorzystali pozór operacji wojskowej, by sprowokować Koreę Północną i stworzyć w kraju poczucie nadzwyczajnego zagrożenia. Razem z nim skazany został m.in. były minister obrony Kim Yong Hyun, który odsiedzi identyczny wyrok.

Yoon i tak przebywa już w więzieniu. Wcześniej został skazany na dożywocie za próbę rebelii po nieudanym wprowadzeniu stanu wojennego. Tamta decyzja trwała zaledwie kilka godzin, ale wystarczyła, by wywołać masowe protesty, impeachment i polityczny chaos w jednym z najważniejszych państw Azji.

fot. X / @AJENews

Drony, balony ze śmieciami i gra na granicy wojny

Obrona Yoona przekonywała, że operacja dronowa była odpowiedzią na prowokacje ze strony Północy. W 2024 roku Korea Północna wysyłała bowiem przez granicę balony z odpadami i śmieciami, co samo w sobie było częścią starej, absurdalnej wojny psychologicznej między oboma państwami.

Ale według sądu nie chodziło o zwykłą odpowiedź wojskową. Chodziło o próbę wywołania reakcji, która mogłaby zostać sprzedana obywatelom jako dowód, że kraj stoi na krawędzi wojny. Sąd uznał, że działania Yoona zwiększyły ryzyko konfliktu militarnego i że to były prezydent ponosił za to największą odpowiedzialność.

Najgroźniejsza broń polityka to cudzy strach

Najbardziej przerażające w tej sprawie nie są same drony. Raczej logika, którą opisał sąd: wykorzystać zagrożenie zewnętrzne, żeby rozwiązać problemy wewnętrzne.

Yoon, ogłaszając stan wojenny, mówił o obronie kraju przed siłami „antypaństwowymi” sympatyzującymi z Koreą Północną. Bardzo szybko jednak okazało się, że kraj nie kupił tej narracji. Protesty zmusiły go do wycofania decyzji, a późniejsze postępowania pokazały, jak daleko miał być gotów się posunąć.

W tej historii jest lekcja wykraczająca poza Koreę. Demokracje najczęściej nie pękają od jednego ciosu. Pękają wtedy, gdy władza zaczyna uznawać strach za narzędzie zarządzania społeczeństwem. Gdy wróg zewnętrzny staje się wygodnym rekwizytem w krajowej walce o przetrwanie. Yoon chciał pokazać, że broni państwa przed chaosem. Sąd uznał, że sam ten chaos współtworzył.

Czytaj więcej w dziale społeczeństwo na Bithub:

Akurat w chwili zamieszek: mechanizm zaostrzenia cenzury Internetu w UK ujawniony

Trump zamienił finał NBA w logistyczny koszmar. Kibice „nagrodzili go” gwizdami

FIFA robi mundial dla bogaczy. Zwykły kibic ma tylko zapłacić rachunek

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!