To nagranie wywołało skandal w USA. Politycy mówią o ordynarnym złamaniu prawa
Większość tradycyjnych kampanii wyborczych charakteryzuje się precyzyjnie podzielonymi rolami i jasnym źródłem finansowania politycznego przekazu. Na ekranach telewizorów pojawiają się wówczas dynamiczne ujęcia polityków, chwytliwe hasła i deklaracje o obniżaniu podatków. Zupełnie inaczej wygląda jednak sytuacja, gdy klasyczny materiał reklamowy z udziałem szefa państwa kończy się dopiskiem informującym, że za całą produkcję zapłacił rząd Stanów Zjednoczonych.
Taki właśnie trzydziestosekundowy klip promujący sylwetkę prezydenta Donalda Trumpa wywołał olbrzymią burzę polityczną na amerykańskiej scenie publicznej. W wyemitowanym w stacjach telewizyjnych materiale widzowie mogą zobaczyć ujęcia prezydenta, słysząc kategoryczne zapewnienie, że Ameryka nigdy nie stanie się krajem komunistycznym.

Towarzyszy temu wykaz sukcesów administracji obejmujący największe obniżki podatków w historii, wsparcie dla policji i dbanie o bezpieczeństwo granic. Według danych szacunkowych firmy AdImpact monitorującej wydatki na media emitowanie tego spotu kosztowało około 14 000 USD i odbywało się w trakcie konserwatywnych programów w stacjach Fox News oraz Newsmax.
Spięcie w Waszyngtonie i powrót ustawy Hatcha
Oficjalny komunikat w tej sprawie wydał już Biały Dom, który przekonuje, że wyemitowana reklama ma charakter edukacyjny oraz patriotyczny. Przedstawiciele administracji podkreślają, że krótkie materiały stanowią apolityczny apel przypominający obywatelom o wartościach patriotycznych oraz o konieczności obrony ojczyzny zarówno w kraju, jak i na granicach.
Z taką interpretacją zupełnie nie zgadzają się politycy Partii Demokratycznej. Wypowiedź w tej sprawie opublikował znany kongresmen Jamie Raskin, pisząc na platformie X, że działania te mogą stanowić przestępstwo kradzieży i sprzeniewierzenia mienia państwowego na cele kampanii, a także stanowią rażące naruszenie przepisów o etyce. Chodzi o tak zwaną ustawę Hatcha, która zabrania pracownikom rządowym wykorzystywania zasobów budżetowych do celów agitacji politycznej.
Całą sprawę dodatkowo skomplikował fakt, że w podkładzie muzycznym spotu wykorzystano utwór bez zgody jego twórcy. Słynny muzyk występujący pod pseudonimem JMSN () oświadczył, że nigdy nie dałby zezwolenia na użycie swojej muzyki w jakichkolwiek celach politycznych i rozważa obecnie podjęcie kroków prawnych.

Oburzenie po obu stronach barykady
Co ciekawe, na krytykę zdecydowali się również niektórzy politycy reprezentujący Partię Republikańską. Senator Thom Tillis, nawiązując do standardów politycznych znanych z Europy Środkowej, stwierdził wprost, że finansowanie takich spotów z podatków obywateli przypomina metody stosowane przez premiera Węgier Viktora Orbana. Podobne wątpliwości wyraził senator John Kennedy z Luizjany, zwracając uwagę na nielegalny charakter wykorzystywania publicznych środków finansowych przez polityków.
Warto też dodać, że choć sam klip nie zawiera bezpośredniej odezwy do głosowania na konkretnych kandydatów w zbliżających się wyborach uzupełniających, to idealnie wpisuje się w retorykę obozu Trumpa przedstawianą m.in. podczas konwencji w Dallas.
Przeczytaj o tym, co dzieje się po nieudanym głosowaniu w amerykańskim Senacie:
Po klęsce z CLARITY Act CFTC i SEC biorą sprawy w swoje ręce
oraz o tym, co szykuje Europejski Urząd Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych:
Bruksela bierze pod lupę Bitcoin, Ethereum i tokenizację. Nadchodzą wielkie kontrole
