Rozejm już zerwany? Rakiety, bomby znów w powietrzu, kłótnia o Hezbollah, Iran wstrząsany sporami we władzach

Rozejm już zerwany? Rakiety, bomby znów w powietrzu, kłótnia o Hezbollah, Iran wstrząsany sporami we władzach

Świeżo ogłoszone, dwutygodniowe zawieszenie broni między Stanami Zjednoczonymi, Izraelem a Iranem, wynegocjowane przy udziale Pakistanu po ponad miesiącu konfliktu, może się zakończyć jeszcze zanim doniesienia o jego zawarciu na dobre się rozprzestrzenią. Napotkało one natychmiastowe i fundamentalne przeszkody, wynikające w dużej mierze z niemożliwych do pogodzenia sprzeczności w stanowiskach i oczekiwaniach, które wyrażają zarówno Iran, jak i Stany Zjednoczone wraz z Izraelem.

Pierwszą i przypuszczalnie najbardziej istotną kwestią sporną jest Cieśnina Ormuz. Jak ogłaszał Donald Trump, jej „pełne i natychmiastowe” otwarcie miało być podstawowym warunkiem, pod którym Waszyngton zgodził się na porozumienie. Tymczasem Iran wprowadził protokół „bezpiecznego przejścia” przez cieśninę, który w praktyce sprowadza się do objęcia jej irańską suwerennością. Teheran próbuje bowiem nie tylko utrzymać kontrolę nad ruchem morskim, ale także (co wcześniej już zapowiadał) chce ją bezpośrednio wykorzystać.

Cieśnina wciąż zablokowana

Zgodnie z warunkami, które Irańczycy mają narzucać, statki przechodzące przez cieśninę muszą wystąpić i uzyskać zgodę na takie przejście przez irańską Najwyższą Radę Bezpieczeństwa Narodowego (których, jak również zapowiadano, nie uzyskają żadne jednostki z krajów „nieprzyjaznych”). Następnie muszą swój rejs skoordynować z irańskimi siłami zbrojnymi oraz płynąć północnym szlakiem wzdłuż wybrzeża irańskiego. Przede wszystkim jednak, Iran chce egzekwować opłaty za prawo do przejścia – co naturalnie stoi w bezpośredniej sprzeczności z „bezwarunkowym” odblokowaniem Cieśniny.

Teheran jednak ma nadal utrzymywać kontrolę nad ruchem morskim w cieśninie. Co więcej, Iran ma próbować nadal pobierać opłaty za przejście (denominowane w Bitcoinach), co z kolei sprawia, że z punktu widzenia USA Irańczycy w żadnym momencie nie spełnili warunków brzegowych zawieszenia broni. Puste jednostki mogą przechodzić bez opłat, ale proces oceny ładunku trwa, a Iran jakoby nie spieszy się z decyzjami. Szacuje się jednak, że dziennie możliwe jest przepuszczenie jedynie 10-15 jednostek – ułamek normalnego ruchu.

Tymczasem w Zatoce Perskiej pozostaje uwięzionych około 800 statków, z czego 187 tankowców przewozi 175 mln baryłek ropy. W skrócie zatem – co zniesienia blokady Cieśniny Ormuz, pomimo ogłoszenia zawieszenia broni, realnie nie doszło.

Hezbollah pod bombami

Sam Iran z kolei zareagował intensywnym sprzeciwem na działania Izraela – który twierdzi, że Liban (a mówiąc konkretniej – Hezbollah) nie jest objęty porozumieniem, jako że nie był stroną negocjacji. W związku z tym, izraelskie siły powietrzne przeprowadziły największą serię nalotów na Bejrut, południowy Liban i Dolinę Bekaa od początku rundy konfliktu – w ciągu 10 minut zaatakowano ponad 100 celów Hezbollahu i obiektów cywilnych (m.in. w Szmestarze, Saidzie, Adlounie oraz Douris). Irael odmawia także wycofania swych sił z południowego Libanu, gdzie prowadzą operacje lądowe.

Zdaniem przedstawicieli Teheranu, Stany Zjednoczone w dalszym ciągu prowadzą działania wojenne – tyle, że za pośrednictwem Izraela, i na libańskim teatrze działań. Również niektóre inne kraje skrytykowały interpretację warunków rozejmu przedstawioną przez rząd izraelski. Stanowisko takie zajął m.in. Pakistan, który pośredniczył w negocjacjach, a także Francja (która nie pośredniczyła, ale i tak je wyraziła). Dodatkową komplikacją jest tu fakt rozdźwięku pomiędzy oficjalnymi władzami Libanu a Hezbollahem oraz afiliacja tego ostatniego (przysięgał on wierność… irańskiemu Najwyższemu Przywódcy).

Kontynuacja działań zbrojnych nie ogranicza się zresztą do Libanu – i to z obydwu stron. Wedle dostępnych danych, w ciągu kilku godzin następujących po ogłoszeniu rozejmu Iran wystrzelił 17 pocisków balistycznych i 35 dronów w kierunku Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Niejasny jest też status irackich, pro-irańskich milicji formalnie wchodzących w skład Sił Mobilizacji Ludowej (Haszd Asz-Szaabi), które działają na terytorium formalnie neutralnego Iraku – ale biorą udział w walkach przeciw USA.

Cele nadal nieuchwytne

W efekcie w ciągu ledwie doby po ogłoszeniu rozejmu obydwie strony wykonały kroki, które druga strona uznała za złamanie rozejmu. W całej sytuacji nie pomaga fakt, że nawet same warunki zawieszenia broni pozostają niejasne. Iran przedstawia porozumienie jako przyjęcie własnych warunków (w tym 10-punktowego planu opublikowanego w środę). Biały Dom stwierdził jednak, że nadaje się on „do kosza”, a negocjacje będą się toczyć na bazie amerykańskiego, 15-punktowego planu, który Teheran naturalnie odrzuca.

Co więcej, obydwie strony przedstawiły rozejm jako własne zwycięstwo i porażkę przeciwnika – ale żadna z nich nie jest z niego faktycznie zadowolona. W przypadku Stanów Zjednoczonych nieoficjalnym kryterium jest udrożnienie Cieśniny Ormuz (choć samo jej zamknięcie nie jest dla USA tak zupełnie jednoznaczne), do czego dotąd nie doszło. Tak dla USA, jak i Izraela liczy się także zakończenie irańskiego programu atomowego – do czego także nie doszło. Izrael chce też definitywnie rozwiązać problem wrogich organizacji wzdłuż jego granic (Hezbollah i Hamas) – też bez pełnego sukcesu.

Cele doraźne, jakimi było osłabienie zdolności militarnych Iranu oraz ustabilizowanie cen paliw, osiągnięto częściowo. Irańskie lotnictwo, flota i siły rakietowe poniosły ciężkie straty, jednak kraj ten zachował zdolność rażenia państw regionu. Z kolei wfycena ropy Brent spadła o 14 proc. po ogłoszeniu rozejmu, ale rynek pozostaje niestabilny wobec niepewności co do Cieśniny Ormuz.

Iran w ruinie – i w sporach

Iran z kolei (a ściślej – irański reżim władzy), choć na razie przetrwał konfrontację i zademonstrował zdolności odwetowe, został przez miesięczną kampanię ogromnie osłabiony. Stąd też wewnątrz irańskiej elity władzy rozejm wywołuje otwarte pęknięcia. Część twardogłowych komentatorów i ekspertów zbliżonych do reżimu określa negocjacje jako „zdradę” i „upokorzenie”, argumentując, że dają one USA i Izraelowi czas na przegrupowanie. Krytycy wskazują na zmianę retoryki Teheranu – od braku zgody na rozejm do jego przyjęcia – oraz na brak jasności, czy ten doprowadzi do ostatecznego rozstrzygnięcia.

Irańska gospodarka ma znajdować się w opłakanym stanie, zaś zbombardowanie wielu kluczowych obiektów przemysłowych, petrochemicznych czy infrastrukturalnych dodatkowo i drastycznie tę sytuację pogorszyło. Społeczeństwo irańskie, choć sterroryzowane przez styczniową masakrę protestów, dalej jest w swych szerokich kręgach ekstremalnie niechętne Republice Islamskiej. Dodatkowym czynnikiem jest presja na wsparcie Hezbollahu, który wszedł do konfliktu w obronie Iranu i oczekuje wzajemności. Brak reakcji na uderzenia w Libanie może zaowocować upadkiem autorytetu Teheranu i rozpadem tzw. Osi Oporu.

Wszystko to prowadzi do dość prozaicznych wniosków. Rozejm, choć formalnie obowiązuje, nie zatrzymał działań zbrojnych i nie usunął fundamentalnych rozbieżności co do jego zakresu. Kontynuacja ataków na Liban, irańskie uderzenia na ZEA, trwająca blokada żeglugi w Cieśninie Ormuz oraz wewnętrzne spory w Teheranie wskazują, że porozumienie ma charakter taktycznej pauzy. W warunkach braku zbieżności 10-punktowych (irańskich) i 15-punktowych (amerykańskich) propozycji oraz degradacji irańskich zdolności konwencjonalnych, jednak przy zachowaniu zdolności asymetrycznych, ryzyko powrotu do eskalacji działań wojennych pozostaje bardzo wysokie.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!
Zostaw komentarz