Rajskie wyspy zapłacą za próbę zakazu satyry. Jest ugoda
Hawaje, wyspy kojarzące się przede wszystkim z egzotyczną destynacją wakacyjną, zobowiązały się do zapłaty 118 237,47 dolarów w ramach ugody zawartej z portalem satyrycznym The Babylon Bee oraz lokalną działaczką polityczną Dawn O’Brien. Kwota ta stanowi zwrot kosztów obsługi prawnej i stanowi finał nieudanej próby wprowadzenia zakazu określonej formy satyry politycznej jako czynu karalnego. Stan zrezygnował z odwoływania się od wyroku z stycznia, który unieważnił ustawę Deepfake Act 191, uznając ją za sprzeczną z konstytucją.
Przepisy uchwalone przez lokalny parlament w 2024 roku zakładały zakaz rozpowszechniania niektórych materiałów satyrycznych, w tym memów, w okresie wyborczym – rzekomo w celu walki z „dezinformacją”. I wręcz drakońsko za nie karały – za podobne przypadki Hawaje groziły nałożeniem kar grzywny do 1000 dolarów oraz 30-dniowego pozbawienia wolności (za pierwsze naruszenie – potem jeszcze surowiej). Dodatkowo przewidziano także dziesięcioletni zakaz pełnienia funkcji publicznych dla osób winnych rozpowszechniania treści określonych jako „materiały zwodnicze”.
Definicja tych ostatnich obejmowała memy polityczne, satyry oraz parodie, które ryzykowały uszczerbkiem na reputacji kandydata lub wpływem na zachowania wyborcze. Zapis legislacyjny nie precyzował jednoznacznie granic między zabronionymi treściami a chronionymi formami wypowiedzi, pozostawiając interpretację organom ścigania. Innymi słowy, za „materiały zwodnicze” mogło być uznane dosłownie wszystko, co tylko nie spodobałoby się lokalnej policji lub politykom.
Hawaje: zamordyzm na wakacjach pod palmami
Co oczywiste, przepisy zaskarżono. Sąd federalny, do którego wnieśli sprawę powodowie, orzekł, że ustawa narusza zarówno Pierwszą, jak i Czternastą Poprawkę do Konstytucji USA, ograniczając wolność słowa i swobodę wypowiedzi politycznej. Stwierdzono też, że przepisy są niedopuszczalnie ogólne i nieprecyzyjne. Sędzia Shanlyn Park wskazała, że Hawaje nie udowodniły, iż cel ustawy nie mógł zostać osiągnięty w mniej restrykcyjny sposób, np. poprzez edukację cyfrową, dobrowolne kampanie anty-dezinformacyjne czy egzekwowanie istniejących przepisów dotyczących zniesławienia i oszustwa.
Urzędnicy stanowi zdecydowali się nie wnosić odwołania od wyroku, kończąc obronę przepisów ugodą i wypłatą zwrotu kosztów procesu oraz reprezentacji prawnej. Tę ostatnią pani O’Brien oraz Babylon Bee zapewniła działająca na rzecz wolności słowa organizacja Alliance Defending Freedom, która oszacowała koszty postępowania na wspomnianą sumę blisko 118 tysięcy dolarów. Co ciekawe, wypłata nastąpi dopiero wtedy, gdy miejscowy parlament uchwali na to środki – jeśli jednak tego nie uczyni, powodowie mogą znów pozwać, tym razem na jeszcze większą sumę.
Podobne regulacje w Kalifornii i Minnesocie spotkały się z równoległymi wyzwaniami prawnymi. Wartość zasądzonych odszkodowań w takich sprawach rzadko przekracza poziom kilkudziesięciu tysięcy dolarów, co czyni rozstrzygnięcie na korzyść The Babylon Bee jednym z wyższych w tej kategorii orzeczeń. Hawaje dołączyły tym samym do grona rządów lokalnych w USA, które w ostatnich latach próbowały wprowadzić ograniczenia w zakresie satyry politycznej, by następnie wycofać się pod presją sądową.
Niestety, w Europie też nie brakuje podobnych przypadków.
