Ku totalitarnej kontroli cyfrowej: rząd chce cyfrowego śledzenia obywateli od samego momentu narodzin
W związku z masowym oporem przed wprowadzeniem cyfrowych dowodów tożsamości, postrzeganych jako narzędzie totalitarnej kontroli władzy nad mieszkańcami w i tak coraz bardziej autorytarnej rzeczywistości politycznej, w której pogrąża się Wielka Brytania, tamtejszy rząd postanowił ten sprzeciw zdruzgotać długofalowo. W ten mianowicie sposób, że nie da obywatelom możliwości odmowy, automatycznie wpinając ich do systemu cyfrowej kontroli populacji od pierwszej chwili życia.
Jak wiadomo, rząd premiera Keira Starmera, reprezentujący skrajny, wokeistowski odłam lewicowej Partii Pracy, już od jakiegoś czasu dąży do wprowadzenia obowiązkowych cyfrowych identyfikatorów dla wszystkich mieszkańców. Wywołało to masowy sprzeciw obywateli w kraju, w którym nawet zwykłe, papierowe dowody uchodzą za agresywną ingerencję w życie mieszkańców (stąd też Wielka Brytania zniosła je po II wojnie światowej). Tymczasem plany laburzystów, ogłoszone jesienią 2025 roku, przewidują, że system cyfrowych ID stanie się integralną częścią życia obywateli.
Mając to na względzie, tysiące tych ostatnich nie tylko słało petycje czy zapowiadało skargi (jedne i drugie, w brytyjskiej kulturze politycznej tradycyjnie darzone szacunkiem jako narzędzie debaty społecznej, rząd nieprzejawiający szacunku wobec tej tradycji może po prostu zignorować), ale też deklarowało, że nowych cyfrowych identyfikatorów po prostu nie wyrobi. I odmówi rejestrowania się w państwowym systemie czy instalowania rządowych aplikacji na swoich urządzeniach. To już dla władz większy problem, nie można go bowiem rozwiązać poprzez lekceważenie woli elektoratu.
„Wiarygodność” władzy
Zgodnie z oficjalną narracją medialną, cyfrowe ID mają początkowo służyć weryfikacji prawa do pracy, co z kolei ma stanowić narzędzie w walce z nielegalną imigracją. To ostatnie w istocie stanowi bardzo popularny postulat społeczny. Tłumaczenia Laburzystów są jednak szeroko wyszydzane jako kłamliwe i niewiarygodne, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że rząd Starmera nie tylko nie ma żadnych osiągnięć na polu walki z nielegalną imigracją, ale wprost przeciwnie, podejmuje działania w celu jeszcze większego rozszczelnienia systemu imigracyjnego.
Natychmiast po objęciu władzy, w ramach jednej ze swoich pierwszych decyzji rząd ten wstrzymał deportacje do ośrodków detencyjnych w Rwandzie. Trwające postępowania deportacyjne przeciągane są w nieskończoność pod hasłem „praw człowieka” imigrantów, uznawanych za ważniejsze niż prawa Brytyjczyków. Co więcej, organizuje kolejne loty i transporty dla „azylantów”, masowo wynajmuje dla nich hotele (i to w czasie, gdy tysiące brytyjskich bezdomnych latami czeka na mieszkania socjalne), a przede wszystkim agresywnie, twardą ręką i represją, tłumi protesty i krytykę przeciwko tej polityce.
Cyfrowa smycz, co nigdy się nie zerwie
Stąd też, jak chcą tysiące krytyków, faktycznym celem cyfrowych ID obywateli jest kontrola ich samych, nie zwalczanie nielegalnej imigracji. System, który Wielka Brytania ma wdrożyć w latach 2028-2029, będzie przechowywał kluczowe dane osobowe, takie jak imię, data urodzenia, narodowość czy status rezydencji, w formie cyfrowego portfela dostępnego poprzez aplikacje mobilne. Koszt przedsięwzięcia szacowany jest na 1,8 miliarda funtów, co dodatkowo obciąża budżet państwa w chwili, w której brytyjska gospodarka buksuje, zaś resort finansów coraz głębiej wpycha rękę do kieszeni podatników.
Rząd argumentuje, że rozwiązanie to zwiększy bezpieczeństwo danych i ułatwi dostęp do usług publicznych, jednak fakty wskazują na szerszy zakres zastosowań, wykraczający poza deklarowane cele. Dane gromadzone w systemie mogłyby być (i niemal na pewno będą) wykorzystywane nie tylko do weryfikacji zatrudnienia, ale także do śledzenia transakcji finansowych, regulowania dostępu do usług medycznych czy nawet wymuszania określonych zachowań społecznych – by nie wspomnieć o tworzeniu czarnej listy obywateli mających „niesłuszne”, zdaniem Partii Pracy, poglądy.
Wielka Brytania, na zawsze pod butem państwa?
Tych zarzutów rząd jest świadom – nie zaprzecza im jednak bezpośrednio (bo co w istocie mógłby powiedzieć, jeśli w istocie to właśnie jest celem…?). Zamiast tego gabinet Starmera chce sprzeciw obywateli obejść – wmuszając cyfrowe identyfikatory osobom, które nie są w stanie świadomie sprzeciwić się ich wyrobieniu, czyli niemowlakom tuż o urodzeniu. Także ich rodzice, tuż po urodzeniu swej pociechy, będą mieć zapewne inne rzeczy na głowie niż opór przed wyrobieniem cyfrowej smyczy, za pomocą której brytyjskie państwo planuje te dzieci kontrolować w ich późniejszym życiu.
Informacje o takim właśnie „rozwiązaniu” miałyby, wedle istniejących przecieków, być omawiane w toku tajnych dyskusji ministerialnych. W przypadku dzieci system ten miałby zresztą jeszcze aspektów – prócz rejestrowanych przy urodzeniu danych zdrowotnych miałby on potem służyć śledzeniu aktywności nastolatków w mediach społecznościowych (czyniąc zalogowanie się za pomocą cyfrowego ID wymogiem wymuszonym na platformach internetowych). Naturalnie to śledzenie nie ustałoby wraz z osiągnięciem pełnoletniości – system ten byłby zatem bramą do permanentnej, totalitarnej inwigilacji.
Nic dziwnego, że członkowie rządu nie chcieli, by informacje o tych planach przedostały się do wiadomości publicznej. Jak na ironię – z koszmaru cyfrowych ID zwolnieni byliby… nielegalni imigranci, których obecność ma być rzekomym pretekstem do ich wprowadzenia.
