Skłonić ludzi, by zostawiali złoto w lesie. Absurdalny scam w bogatym kraju Europy, banki ostrzegają
Norwegia, państwo z jednym z najwyższych PKB na mieszkańca – a także jednym z najwyższych poziomów zaufania społecznego na świecie – zmaga się z plagą oszustw tak osobliwych, że mogą one wydawać się zbyt absurdalne, by ktokolwiek mógł się na nie nabrać. A jednak. Finans Norge, organizacja branżowa norweskiego sektora finansowego, wydała ostrzeżenie w związku z falą przypadków, w których klienci namawiani są do zakupów złota, a następnie pozostawiania tegoż kruszcu w lasach, parkach i rowach (!).
Przypadki, o których mowa, odnotowywane są od wiosny tego roku, kolejno w Drammen, Lillestrøm, Oslo i Bergen. Schemat oszustwa działa we wręcz banalny sposób: do ofiary, która nieopatrznie dała się zwieść reklamie „oferty inwestycyjnej”, dzwoni „doradca”. Rzeczony namawia, by kupić złoto, obiecując przy tym poszkodowanym „bezpieczne” przechowanie kruszcu do czasu wzrostu ich cen. Potem odbiorca, który ma owo przechowanie zapewnić, przypadkowo „nie może przyjść na spotkanie”. Ale nic straconego – prosi on, by pozostawić złoto w umówionym miejscu, skądś ktoś na pewno je odbierze.
I przynajmniej jeśli chodzi o to ostatnie, oszuści nie mijają się z prawdą – złoto faktycznie ktoś odbiera. Oczywiście potem znika jak sen, nie pokazując twarzy. Aż trudno uwierzyć, by ktoś był w stanie uwierzyć w szyte aż tak grubymi nićmi oszustwo – ale nie tylko tacy inwestorzy się znajdują (można podejrzewać, że chodzi o emerytów czy inne osoby o ograniczonym zorientowaniu w rzeczywistości finansowej), ale wręcz jest ich na tyle dużo, że zjawisko przybrało rozmiary masowe. A w każdym razie na tyle powszechne, że zdążyło przyciągnąć organizacji zrzeszającej norweskie banki, ubezpieczycieli, fundusze i inne podmioty finansowe.
Norwegia liczy straty
Jak się wskazuje, oszustwo na „złoto w lesie” to sposób na wyprowadzenie aktywów poza system finansowy. Oczywiście posiadanie aktywów niewidocznych dla państwa lub banków i przezeń niekontrolowanych samo w sobie nie jest niczym złym, a wprost przeciwnie (ze względu na choćby ochronę finansowej prywatności). Oszuści wykorzystują je jednak nie po to, by chronić własne zasoby, lecz by wyłudzać cudze. A to w przypadku oficjalnej bankowości coraz cięższe do zrobienia, nawet gdy ofiarę uda się oszukać – banki nauczyły się bowiem blokować przelewy, których adresaci wydają się podejrzani.
Tylko w 2025 Norwegia była świadkiem wyłudzeń, oszustw i machlojek na kwotę 962 mln koron (ok. 100 mln dol.), na szkodę tak banków, jak i klientów. W tym samym czasie jednak bankierzy zablokowały próby przelewów, których odbiorcami mieli być wyłudzacze, warte ponad 3,5 mld koron. Kwoty te zresztą rosną: wg Norweskiego Urzędu Nadzoru Finansowego (Finanstilsynet) w samym drugim półroczu 2025 straty wyniosły 558 mln koron, a udaremniono próby na 2,02 mld koron. W tym kontekście złoto, którego cena w trzy lata wzrosła niemal dwuipółkrotnie (obecnie 3994 dol. za uncję) jawi się tu naciągaczom jako atrakcyjny cel.
Problem nadmiernego zaufania
Z uwagi na trudność w namierzeniu fizycznego kruszcu Finans Norge nie ma zbiorczych danych o liczbie ofiar ani wysokości strat, które wyrządzono w toku obecnej fali oszustw; dostępne strzępy informacje pochodzą z branżowego komitetu, w ramach którego banki wymieniają się opisami metod scamu. Przy okazji ostrzeżenia dotyczącego złota organizacja przestrzega również (znów) o nieco bardziej tradycyjnych formach oszustwa, takich jak próby wyłudzania haseł do systemu BankID, zwłaszcza w przypadku pracowników z dostępem do kont firmowych, oraz fałszywymi „nagrodami” od sieci Lyko.
Wszystko to w ramach prowadzonej przez Finans Norge kampanii „NO WAY – du lurer ikke meg” („nie nabierzesz mnie”). Mimo to, nie sposób nie zadumać się nad poziomem nieomal samobójczego zaufania, czy po prostu naiwności niektórych inwestorów. Aż dziwne, że oszuści nie obiecali powierzenia wyłudzonego złota krasnoludzkim bankierom. Albo – jako że to Norwegia – i trollowi mieszkającemu pod mostem. Zresztą kto wie, może jeszcze ktoś na podobny pomysł wpadnie… Jak to boleśnie widać, tzw. high-trust society niekoniecznie miewa same zalety.
