Rząd obiecuje: nie będzie specjalnego podatku od złota, naprawdę…
Wietnamskie Ministerstwo Finansów zdementowało informacje rozprzestrzeniające się w mediach i na portalach społecznościowych, jakoby od 1 lipca tego roku wszystkie transakcje złotem inwestycyjnym miały podlegać 0,1-procentowemu podatkowi od dochodów osobistych. Resort wyjaśnił, że interpretacja ta jest nieprawdziwa, ponieważ… rząd nie wydal jeszcze szczegółowych przepisów w tej sprawie. Innymi słowy, wcale nie jest nieprawdziwa i może jak najbardziej mieć miejsce. Warto bowiem pamiętać, że jeszcze niedawno Wietnam pozostawał w okowach absurdalnego państwowego monopolu na handel złotem. I choć ten władze pod naciskiem rzeczywistości zniosły, to nie znaczy, że straciły apetyt na agresywną kontrolę tego rynku.
Pogłoski o wprowadzeniu podatku nie były przy tym nieuzasadnione. Zgodnie z ustawą o podatku dochodowym od osób fizycznych z 2025 roku, dochody z transferu złota podlegają opodatkowaniu, ale to rząd ma uznaniowo i arbitralnie określić próg opodatkowania, harmonogram wdrożenia oraz stawki podatkowe, zgodnie ze znanym tylko sobie planem „regulacji” rynku złota. Biorąc pod uwagę, że Wietnam w dalszym ciągu pozostaje krajem komunistycznym i totalitarnym – i który wolnorynkowe elementy wprowadza w znacznie wolniejszym i bardziej ograniczonym stopniu niż nawet Chiny – takie skonstruowanie tej ustawy było dość czytelnym sygnałem, że władze i owszem, przymierzają się do podatkowego skoku na złoto kupowane przez mieszkańców.
Wszystko to ma miejsce w kontekście fundamentalnych zmian na wietnamskim rynku złota, które zaszły w ostatnich miesiącach. Po trzynastu latach funkcjonowania rażąco absurdalnego systemu, w którym Państwowy Bank Wietnamu zachowywał wyłączne prawo do importu kruszcu, a monopolistyczna Saigon Jewelry Company – jedyną licencję na jego detaliczną dystrybucję, władze zdecydowały się na likwidację tego modelu. Czy też, dokładniej, zostały do tego zmuszone poprzez obiektywne okoliczności – nawet to zresztą nastąpiło na wyraźny rozkaz sekretarza generalnego Komunistycznej Partii Wietnamu, To Lama, pomimo wyczuwalnych obiekcji rządu i aparatu urzędniczego.
Wietnam nadal na czerwono
Nie należy przy tym popadać w optymizm i zakładać, że Wietnam odszedł od administracyjnego duszenia rynku na rzecz rzekomej transparentności i poszanowania własności prywatnej. Nic z tych rzeczy. Po prostu praktyka wykazała, że system monopolistyczny generował oczywiste patologie. Byłe kierownictwo SJC, w tym b. prezes Le Thuy Hang, stanęło przed sądem pod zarzutami defraudacji finansowej na kwotę 3,87 miliona dolarów. Najwyższa Prokuratura Ludowa zarzuca menedżerom zawyżanie strat operacyjnych, fałszowanie dokumentacji oraz nieautoryzowaną sprzedaż złota na czarnym rynku. Śledztwo prowadzi Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego – czyli bezpieka – co samo w sobie stanowi interesujący wybór instytucji do badania przestępstw gospodarczych w sektorze strategicznym.
Paradoks sytuacji polega na tym, że całkowita kontrola państwa nad podażą złota – którą komunistyczny Wietnam wprowadził, aby faktycznie przejąć kontrolę nad oszczędnościami obywateli, powszechnie gromadzonymi w formie kruszcu – teoretycznie wprowadzona pod pretekstem działań w celu eliminacji szarej strefy, faktycznie ją umacniała. Przemyt złota przez długie, zalesione granice kraju oraz nielegalne wydobycie wewnętrzne stanowiły odpowiedź na biurokratyczne uzależnienie od decyzji banku centralnego. Przedsiębiorcy potrzebujący złota do celów technologicznych musieli ubiegać się o uznaniowe zgody na zakup, podczas gdy populacja masowo korzystała z nieformalnych źródeł zaopatrzenia, czyniąc z monopolu państwowego fikcję prawną.
Jeśli zaś chodzi o zapewnienia władz dementujące plany opodatkowania złota lub objęcia go innymi restrykcjami – nie sposób tu nie pamiętać o tym, jak całkiem niedawno dokładnie takie podatki i restrykcje wprowadzono w Indiach. Dwa dni po tym, jak rząd zapewnił, że ich nie planuje.
