Chcesz dostać swoje złoto? Wygraj loterię – inaczej bank ci go nie odda. Sektor bankowy „z butem” do klienta

Chcesz dostać swoje złoto? Wygraj loterię – inaczej bank ci go nie odda. Sektor bankowy „z butem” do klienta

Największe państwowe banki w Chinach przestają domyślnie oferować złoto, przynajmniej w jego fizycznej formie. To znaczy oczywiście, nadal można je kupić. Zostanie ono jednak w banku. Jeśli ktoś faktycznie chce otrzymać zakupione sztabki – było nie było, swoją prywatną własność – musi zapisać się do bankowej loterii (sic!), totalnie nie ustawionej ani nic… Tylko wówczas, gdy ją wygra, bank „łaskawie” pozwoli mu zabrać swoją własność do domu.

No, w teorii pozwoli – w praktyce bowiem nawet wówczas, gdy „szczęśliwy” nabywca loterię wygra, bank może jednak złota nie wydać, gdy akurat ma go w magazynie, albo pod dowolnym innym pretekstem. Innymi słowy, witamy w ludowym, demokratycznym i „socjalistycznym z chińską specyfiką” systemie bankowym Chińskiej Republiki Ludowej. System ten, zdominowany przez państwowe molochy, wprowadza właśnie praktykę, którą trudno opisać inaczej niż zalegalizowane okradanie swych klientów z ich prawa do dysponowania swoją własnością. Bo bo co im, państwowym bankom, zrobisz, obywatelu?

W końcu władza nie po to pracowicie zdelegalizowała kryptoaktywa czy wywóz oszczędności za granicę, żebyś miał jakąkolwiek alternatywę wobec tych banków.

Nie wygrałeś? To nie dostaniesz swojego złota…

Ad rem – z początkiem kwietnia pojawiły się informacje, że dwa z grona wspomnianych państwowych banków, China Construction Bank (CCB) oraz Industrial and Commercial Bank of China (ICBC), razem kontrolujące sporą część bankowego rynku w Chinach, odebrały swym klientom możliwość odbioru kupionego kruszcu. Teraz, jeśli klient chce dokonać wypłaty i podjąć fizyczne złoto, musi najpierw zostać szczęśliwie wylosowany spośród innych nabywców. Nie wymaga szczególnej przenikliwości wniosek, że liczyć na to będzie mogła jedynie zdecydowania mniejszość z grona chętnych.

Jednocześnie – co naprawdę wymaga pewnego tupeciku i bezczelności – bank ICBC rozszerzył i agresywnie stręczy klientom ofertę „produktów finansowych” (czytaj: kredytów) zabezpieczonych na pozycjach tych klientów opiewających na złoto. W praktyce oznacza to, że bank, uniemożliwiając podjęcie kruszcu, usiłuje skłonić klientów do zadłużania się (tj. tych, którym na poczet spłaty można coś cennego zająć). Wszystko to, aby złoto – od lat rekordowo popularna forma oszczędności pośród Chińczyków – wydusić z rąk prywatnych właścicieli i zgromadzić pod bankowym, ergo: państwowym, kluczem.

Konfiskata tysiąca cieć

Skok na prywatne złoto zgromadzone na bankowych kontach to tylko najnowszy przejaw prób zacieśniania przez komunistyczny reżim Chin swej dławiącej kontroli nad aktywem, które w tamtejszej totalitarnej rzeczywistości stanowi – z uwagi na swą fizyczną „naturę” – częściowo stanowi oddech niezależności. Zaledwie niedawno chińskie władze wydały zaostrzone wytyczne dla banków (surowsze kryteria kwalifikacyjne dla klientów inwestujących w złoto) oraz giełd (SGE i SHFE wielokrotnie podniosły wymagane depozyty dla kontraktów futures i spot deferred opiewających na kruszce).

Co więcej, komunistyczne władze narzuciły niedawno przymus rejestracji nabywców kruszcu (czyżby żeby wiedzieć, komu można je skonfiskować?) Dodatkowo zaś, w ramach złudnej nieco korzyści, „papierowe” inwestycje w złoto są teraz premiowane podatkowo w stosunku do fizycznego kruszcu. Wszystkie te działania mają na celu utrudnienie dostępu do kruszców – zwłaszcza prywatnym nabywcom. To wszystko w sytuacji presji na juana, nasilających się napięć geopolitycznych oraz hedgingu zarówno detalicznego, jak i instytucjonalnego – czyli w takiej, w której popyt na kruszce jest głęboko uzasadniony.

Mimo to, władze i sektor bankowy próbują z coraz większą natarczywością blokować dystrybucję fizycznego kruszcu.

Władza, co troszczy się o ludzi

Co zabawne, pomimo tych wszystkich utrudnień i wstrętów, popyt inwestycyjny na metale szlachetne w Chinach nadal rośnie (wedle prognoz na 2026 rok – o 6%). Zapotrzebowanie na sztabki i monety osiągnęło rekordowy poziom 432 ton, co stanowi wzrost o 28 procent w stosunku do roku ubiegłego, i po raz pierwszy w najnowszej historii przerosło popyt na biżuterię. Nie dziwi to zarówno o tyle, że w Chinach żywa jest pamięć wielokrotnych kryzysów walutowych, jak i dlatego, że fizyczne złoto to zasób, której nie da się tak łatwo skonfiskować, zdigitalizować ani objąć pełną kontrolą.

Dokładnie jednak z tego względu komunistyczne państwo nie chce może ścierpieć sytuacji, w której obywatele trzymają namacalny majątek w formie, w której to nie może im go bezproblemowo zagrabić lub wykorzystać do własnych celów. Dlatego też, mimo oficjalnych komunikatów o wsparciu dla rynku złota, Pekin w praktyce realizuje politykę mającą na celu odebrać swym mieszkańcom aktywa, które historycznie służyło jako zabezpieczenie przed destabilizacją waluty– i zabrać je samemu w swoich skarbcach.

Tym samym przerzucając na nich konsekwencje tej destabilizacji – ale przecież też o to tutaj chodzi. W końcu władza chce dobra swoich obywateli. Całego, jakie tylko można z nich wycisnąć.

Jesteś zainteresowany zakupem srebra lub złota inwestycyjnego? Sprawdź ofertę FlyingAtom.Gold!
Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!
Zostaw komentarz