Armia szturmuje kopalnie złota, wykorzystano lotnictwo i siły specjalne. „Reforma górnicza”

Armia szturmuje kopalnie złota, wykorzystano lotnictwo i siły specjalne. „Reforma górnicza”

Zaledwie kilka dni temu pojawiły się informacje, że Wenezuela ma problem z dawnymi kopalniami kruszcu. Kopalnie te nowe władze w Caracas chciałyby przywrócić do działalności, w ramach wielkiego planu rewitalizacji krajowego sektora wydobywczego (przede wszystkim skoncentrowanego na złożach ropy i gazu, ale nie pomijającego także innych zasobów). Jak się jednak „niespodziewanie” okazało – kopalnie te znajdują się pod kontrolą przestępców i zbrojnych grup. Teraz pojawiły się świeże informacje, wedle których rząd przystąpił do „reformy” – rozwiązując problem w lokalnym stylu.

W ostatnich godzinach wenezuelska armia przeprowadziła bowiem zmasowaną operację uderzeniową w stanie Bolívar (płd. Wenezuela), mającą na celu przejęcie kontroli nad kopalniami złota z rąk wspomnianych gangów, tych miejscowych i transgranicznych, a także partyzantów, grup zbrojnych i nielegalnych górników. Według doniesień lokalnych mediów, Narodowe Boliwariańskie Siły Zbrojne (Fuerzas Armada Nacional Bolivarianas, FANB) Wenezueli zbombardowały i ostrzelały stanowiska wydobywcze w regionie Las Claritas, zmuszając licznych górników do ucieczki.

Operacja objęła także obszar Kilometro 88, kontrolowany przez tzw. Syndykat Juancho, powiązany z przestępczą organizacją Tren de Aragua (notabene jeszcze do niedawna ściśle współpracujący z niedawno obalonym Nicolasem Maduro i jego ekipą). W akcji wykorzystano lotnictwo oraz siły specjalne, a celem było nie tylko wyparcie przestępczych struktur, ale także, może przede wszystkim, zabezpieczenie tego region pod kątem otwarcia drogi dla zagranicznych inwestorów – o których inwestycje (tak te kapitałowe, jak i zwłaszcza technologiczne) władze w Caracas usilnie zabiegają.

Gospodarczy feniks z „boliwariańskich” popiołów

Rząd „tymczasowej” Delcy Rodríguez, która z poparciem Waszyngtonu objęła władzę po obaleniu Nicolasa Maduro, w dobrze pojętym, własnym interesie finansowym dąży do odbudowy oficjalnego sektora wydobywczego, w tym i tego dotyczącego złota oraz innych metali. Jest to możliwe dzięki zniesieniu amerykańskich sankcji, którymi objęta była dotąd Wenezuela, a które dotykały także złota. W kwietniu tego roku władze w Caracas przeforsowały także nowe przepisy górnicze, które znoszą zakaz inwestycji zagranicznych w strategicznych surowcach, w tym w wydobyciu kruszcu.

Ustawa ta ma na celu przyciągnięcie tak kapitału finansowego, jak i, zwłaszcza, tego technologicznego – Wenezueli bardzo brakuje rozwiązań technologicznych w dziedzinie wydobywczej, co w ubiegłych latach prowadziło do pogłębiającego się regresu w dziedzinie eksploatacji surowców. W tym celu Wenezuela oferuje dość daleko idące koncesje dla inwestorów, w tym gwarancje prawne czy propozycję rozstrzygania ewentualnych sporów przed międzynarodowymi organami arbitrażowymi, nie krajowym wymiarem sprawiedliwości – który opinię ma… wiadomą.

Jak państwo zarządza mieniem

Rząd liczy na powrót zagranicznych firm, takich jak kanadyjskie Crystallex czy Gold Reserve, których aktywa zostały zrabowane w 2011 roku przez Hugo Cháveza podczas nacjonalizacji sektora wydobywczego. Państwo przejęło wówczas kopalnie (notabene w podobny sposób co teraz, tj. siłą), a następnie – z powodu skrajnie niekompetentnego zarządzania – doprowadziło do ich zupełnego upadku. Oficjalne wydobycie złota w Wenezueli spadło od 2011 roku o ponad 90%, zaś wiele kopalni i stanowisk wydobywczych zostało po prostu porzuconych, gdy niekonserwowany sprzęt przestawał działać.

Z kolei to złoto, które w dalszym ciągu wydobywano, pochodziło niemal wyłącznie z czarnego rynku. Miażdżąca większość produkcji trafiła bowiem w ręce nielegalnych górników i gangów – notabene powiązanych korupcyjnie z ekipą Chaveza, a potem Maduro – które to kontrolują obecnie ponad 80% wydobycia w regionie Arco Minero del Orinoc, bogatym w liczne zasoby naturalne, w tym i złota. Po gwałtownej zmianie władzy w Caracas ekipa Delcy Rodríguez (która notabene, jako wiceprezydent u boku Maduro, była w pełni świadoma sytuacji) podjął jednak kroki w celu odzyskania kontroli nad wydobyciem.

Wenezuela we mgle – i korupcji

Realia mogą jednak okazać się trudne do pokonania: w regionie (jak i w całej, trudno dostępnej południowej części kraju) władzę de facto sprawują gangi, a miejscowe struktury rządu centralnego, władz stanowych, sił zbrojnych, policji czy gwardii boliwariańskiej od lat owocnie współpracowały z organizacjami przestępczymi, dzieląc zyski z nielegalnego wydobycia. Operacja wojskowa, choć spektakularna, napotyka naturalnie na wzmożony opór gangów, które nie zamierzają oddawać kontroli nad kopalniami bez walki.

Co smutne – także lokalni mieszkańcy są do niej niechętnie nastawieni, i to mimo, że wielu z nich od lat pracowało w tych kopalniach w warunkach zbliżonych do feudalnego poddaństwa. Powód jest oczywisty – rząd jest tam postrzegany jako jeszcze jeden gang, tyle że taki trochę większy, który nagle zapragnął zagarnąć całość wydobycia dla siebie. Władze obiecują inwestorom stabilność i bezpieczeństwo, ale południowa Wenezuela i jej realia – gdzie od lat panuje prawo dżungli (określenie bardzo trafne, biorąc pod uwagę tamtejszy klimat i przyrodę) – mogą okazać się trudne do zmiany.

Jesteś zainteresowany zakupem srebra lub złota inwestycyjnego? Sprawdź ofertę FlyingAtom.Gold!
Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!
Zostaw komentarz