Prawicowy portal porównał sprawę Zondacrypto do Amber Gold. Chodzi o finał tej wielkiej afery

Prawicowy portal porównał sprawę Zondacrypto do Amber Gold. Chodzi o finał tej wielkiej afery

„Gazeta Polska” bierze pod lupę sprawę Zondacrypto. Prawicowe media porównują sprawę do afery Amber Gold, słynnej piramidy finansowej, która upadła ponad 10 lat temu. Mają też złe wieści dla poszkodowanych – ci mogą nie odzyskać swoich aktywów.

Nie wiadomo, gdzie jest Przemysław Kral?

Giełda kryptowalut Zondacrypto upadła wiosną br. Oficjalną upadłość spółka, która za nią stała – jej operator – ogłosiła latem. W sprawie zatrzymano kilka osób, ale nadal nie jest jasne, co dzieje się z Przemysławem Kralem, byłym prezesem „Zondy”. Chodzi szczególnie o o jego status. Najpierw pojawiły się sugestie, że jest małym świadkiem koronnym, co zostało jednak zdementowane przez ministra sprawiedliwości prokuratora Waldemara Żurka. Nie do końca jasne jest, gdzie w ogóle się ukrywa.

„Nie jest on świadkiem koronnym i jest osobą, która ma zarzuty” – powiedział mediom Żurek.

Do tego obrońcą Krala jest Roman Giertych, poseł Koalicji Obywatelskiej, czyli partii rządzącej.

Problemy ofiar Zondacrypto

Portal Niezalezna.pl zwraca uwagę na coś jeszcze. To, że polscy inwestorzy, którzy stracili swoje aktywa na Zondacrypto, muszą zgłaszać swoje roszczenia estońskiemu syndykowi, co oburza Stowarzyszenie Prokuratorów „Ad Vocem”. „Człowiek, który już utracił pieniądze, ma więc ponownie angażować własne środki, tym razem po to, aby w obcym systemie prawnym zabezpieczyć możliwość ich odzyskania” – przekazali wskazanej redakcji członkowie stowarzyszenia. Z kolei dziennikarze „Gazety Polskiej” rozmawiali z estońskim syndykiem, adwokatem Margusem Lentsiusem, który przekazał, że „obecnie ustalane są okoliczności dotyczące przedmiotowych aktywów i ich przekazania”.

I właśnie w tym momencie pojawia się porównanie do Amber Gold. Mecenas Michał Skwarzyński, z którym rozmawiała „Gazeta Polska”, jest zdania, że szanse na odzyskanie środków przez klientów Zondacrypto są tak samo niskie jakie były w przypadku Amber Gold.

Chodzi o słynną aferę sprzed ponad dekady (lata 2009-2012). Wtedy ofiarom wypłacono tylko 10 procent uznanych roszczeń.

Amber Gold oferowało swoim klientom rzekome inwestycje w złoto z wysokim oprocentowaniem (6–16,5 proc.), nie posiadając na to jednak zezwolenia Komisji Nadzoru Finansowego ani zaplecza w postaci faktycznych rezerw kruszcu (inwestorzy lokowali kapitał w „powietrze”). Oczywiście wszystko było piramidą finansową, która wygenerowała łączne straty oszacowane na prawie 851 milionów złotych.

Marcin Plichta, który stał na czele Amber Gold, został prawomocnie skazany na 15 lat pozbawienia wolności (kasacja została oddalona przez Sąd Najwyższy w październiku 2024 roku), a Katarzyna P. na 12,5 roku więzienia.

Przeczytaj też inne gorące newsy: