Michael Saylor ostrzega przed rozłamem sieci Bitcoin. „Oto 110 powodów, dla których to zły pomysł”
Wokół najważniejszej kryptowaluty świata toczy się obecnie jeden z najbardziej zażartych sporów technologicznych i ideologicznych od czasów tak zwanych wojen o wielkość bloku z lat 2015–2017. Przedmiotem gorącej debaty społeczności jest propozycja znana jako Bitcoin Improvement Proposal 110, w skrócie BIP-110.
Dokument ten został przedstawiony w grudniu 2025 roku przez pseudonimowego dewelopera znanego jako Dathon Ohm przy bezpośrednim wsparciu współzałożyciela protokołu Ocean, Luke’a Dashjra. Głównym celem projektodawców było wprowadzenie tymczasowego, rocznego soft forka, który ograniczyłby możliwość zapisywania w blockchainie arbitralnych danych, takich jak inskrypcje Ordinals czy tokeny Runes. Zwolennicy tego rozwiązania uważają, że nadmiar cyfrowych plików i memecoinów tworzy niepotrzebny tłok w sieci, obciąża operatorów węzłów i odciąga projekt od jego pierwotnego przeznaczenia, jakim jest cyfrowy pieniądz. Jednak opór wobec tej koncepcji okazał się potężny, a na czele krytyków stanął człowiek stojący za największym korporacyjnym skarbcem Bitcoina na świecie. Michael Saylor, współzałożyciel i dyrektor wykonawczy firmy Strategy posiadającej w swoim portfelu aż 843 775 BTC o wartości przekraczającej 54,31 mld USD, postanowił zabrać głos w wyjątkowo stanowczy sposób.
W niedzielę 19 lipca 2026 roku opublikował on na platformie X obszerny manifest liczący około 3700 słów, w którym przedstawił 110 powodów, dla których uważa BIP-110 za fatalny pomysł.

W swoim wpisie Saylorzadeklarował, że rozumie intencje autorów aktualizacji oraz szanuje ich troskę o zachowanie przystępności weryfikacji transakcji, ochronę węzłów przed kosztami i utrzymanie niskich opłat. Podkreślił jednak, że o ile zgadza się z celami, o tyle kategorycznie odrzuca proponowany środek zaradczy. W ocenie lidera Strategy lekarstwo proponowane w BIP-110 jest znacznie bardziej niebezpieczne niż sama choroba, ponieważ narusza fundamenty, na których opiera się cała architektura kryptowaluty.
W ciągu zaledwie kilkunastu godzin od publikacji wpis Saylora został wyświetlony ponad 879 000 razy, wywołując ożywioną dyskusję w branży. Spór ten szybko przestał być wyłącznie technicznym sporem deweloperów, a stał się kluczowym sprawdzianem dla dojrzałości i neutralności sieci.
Wielki spór o przyszłość sieci Bitcoin i granice protokołu
Podstawowym zarzutem stawianym propozycji BIP-110 przez Michaela Saylora jest próba arbitralnej oceny intencji użytkowników sieci na poziomie konsensusu. W ocenie miliardera sieć Bitcoin z zasady przetwarzająca bajty kodu nie posiada i nie powinna posiadać mechanizmów pozwalających na odróżnienie cennych danych finansowych od spamu. Kod nie wie, czy dany pakiet danych stanowi dowód kryptograficzny, umowę cyfrową, metadane aplikacji czy też obrazek. Wprowadzenie reguł konsensusu, które odrzucają określone transakcje tylko z powodu ich struktury, oznacza w praktyce wprowadzanie oceny czysto uznaniowej i ludzkiej cenzury. Saylor wprost stwierdził, że Bitcoin nie potrzebuje strażników czystości, lecz strażników neutralności. Według niego wszelkie konflikty dotyczące wykorzystania przestrzeni w bloku powinny być rozstrzygane przez rynek opłat oraz politykę przekaźnikową poszczególnych węzłów, a nie przez sztywne zakazy zapisane w kodzie głównym.
Do fali krytyki dołączyli również inni wybitni przedstawiciele branży kryptowalutowej. Prezes spółki Blockstream Adam Back skrytykował projekt BIP-110, określając go jako próbę policjantowania innych ludzi i narzucania im własnych poglądów. Back przypomniał, że cypherpunkowy etos, z którego wyrósł Bitcoin, opiera się na braku konieczności uzyskiwania pozwoleń oraz odporności na cenzurę. Z kolei znany ekspert do spraw bezpieczeństwa i współzałożyciel firmy Casa, Jameson Lopp, zwrócił uwagę, że mechanizm rynkowy opłat oraz twardy limit wielkości bloku już w wystarczającym stopniu regulują kwestię niechcianych transakcji. Lopp zaznaczył także, że sztuczne ograniczanie skryptów i struktur takich jak Taproot może uderzyć w rozwój zaawansowanych rozwiązań drugiej warstwy oraz skomplikowanych umów w rodzaju BitVM. W ten sposób próba wyeliminowania niechcianych plików obrazkowych może rykoszetem zablokować innowacje finansowe potrzebne do przyszłego skalowania sieci.
Nie wszyscy jednak zgadzają się ze stanowiskiem Saylora. Znany inwestor i analityk Fred Krueger opublikował własny artykułstanowiący polemikę z szefem Strategy. Krueger przekonywał, że BIP-110 to uzasadniony i niezbędny krok ochronny, który ma charakter tymczasowy i chroni sieć przed długofalowym paraliżem oraz niepotrzebnym pęcznieniem bazy danych. Mimo tych głosów poparcia, obóz przeciwników wskazuje na ogromne zagrożenie dla stabilności całego ekosystemu wynikające ze sposobu, w jaki propozycja ma zostać aktywowana.
Dlaczego Michael Saylor ostrzega przed groźnym precedensem?
Oprócz samej filozofii neutralności protokołu, niezwykle istotnym punktem sporu są techniczne aspekty aktywacji i zmiana zasad głosowania. Standardowe i bezpieczne modyfikacje kodu w sieci Bitcoin wymagały dotychczas przytłaczającej większości górników na poziomie co najmniej 95% mocy obliczeniowej, co gwarantowało płynność i chroniło przed rozłamem. Autorzy BIP-110 zaproponowali jednak drastyczne obniżenie tego progu do zaledwie 55% w danym okresie bloków. Zdaniem Michaela Saylora oraz wielu niezależnych analityków tak niski próg akceptacji stwarza gigantyczne ryzyko trwałego rozłamu łańcucha na dwie konkurujące ze sobą wersje. Sytuacja, w której niemal połowa sieci odrzuca nowe reguły, mogłaby doprowadzić do głębokiego chaosu rynkowego, wywołać niepewność wśród inwestorów instytucjonalnych oraz zagrozić bezpieczeństwu transakcji.
Dodatkowym argumentem podnoszonym przez krytyków są ekonomiczne konsekwencje sztucznego dławienia ruchu w sieci. Wraz z kolejnymi halvingami nagroda za wykopany blok ulega stopniowemu zmniejszaniu, co oznacza, że w długiej perspektywie to właśnie opłaty transakcyjne staną się głównym źródłem dochodu górników. Ograniczenie dowolnych danych zmniejsza ogólne zapotrzebowanie na przestrzeń w blokach, a to uderza bezpośrednio w rentowność podmiotów zabezpieczających sieć. Spadek przychodów górników mógłby przełożyć się na odpływ mocy obliczeniowej, co w konsekwencji osłabiłoby ogólny poziom bezpieczeństwa architektury.
Eksperci zwracają również uwagę na fakt, że problem spamu Ordinals, który stał się głównym powodem stworzenia BIP-110, w dużej mierze rozwiązał się sam w sposób naturalny poprzez mechanizmy rynkowe. Podczas gdy w szczytowym momencie hossy na cyfrowe inskrypcje w sierpniu 2023 roku do blockchaina trafiało ponad 400 000 Ordinals dziennie, obecnie liczba ta spadła poniżej 10 000 dziennie. Odbiorcy i twórcy przenieśli swoją aktywność na inne warstwy lub zoptymalizowali swoje działania pod wpływem rosnących opłat. W ocenie przeciwników aktywowanie tak drastycznych zmian w kodzie w momencie, gdy zjawisko wyraźnie wygasło, jest niepotrzebnym ryzykiem i tworzy niebezpieczny precedens do ingerowania w zasady konsensusu w przyszłości.
Znikome poparcie górników i brak perspektyw na aktywację
Mimo głośnych dyskusji w mediach społecznościowych oraz zaangażowania czołowych postaci ze świata krypto, twarde dane z sieci pokazują, że BIP-110 ma obecnie znikome szanse na wdrożenie. Aby propozycja mogła zostać oficjalnie zaakceptowana, wymagane jest uzyskanie odpowiedniego sygnalizowania przez węzły i górników. W ostatnim zamkniętym okresie bloków numer 475, obejmującym bloki od 955 584 do 957 599, poparcie dla BIP-110 zadeklarowało zaledwie 1% bloków. Tak niskie zainteresowanie ze strony podmiotów walidujących jednoznacznie dowodzi, że większość społeczności górniczej woli zachować dotychczasowy status quo i nie zamierza ryzykować destabilizacji sieci dla niepewnych korzyści.
Spór wokół BIP-110 pokazał jednak coś znacznie ważniejszego niż tylko stan poparcia dla jednej konkretnej poprawki technicznej. Okazał się on potężnym testem dla całego systemu zarządzania siecią Bitcoin w erze dojrzałości instytucjonalnej. Włączenie się do debaty Michaela Saylora — reprezentującego największy kapitał korporacyjny — zmieniło postrzeganie sprawy z czysto akademickiej dyskusji deweloperów na kwestię stabilności finansowej i ochrony praw własności. Inwestorzy instytucjonalni, lokujący miliardy dolarów w fundusze spot ETF oraz akcje spółek wydobywczych, poszukują przede wszystkim przewidywalności, stałości reguł oraz odporności na gwałtowne zmiany opinii małych grup wpływów.
W miarę jak zbliżają się kolejne terminy graniczne wyznaczone przez zwolenników soft forka, rynek reaguje ze spokojem, traktując cały spór raczej jako hałas medialny i polityczny test obciążeniowy niż realne zagrożenie podziałem sieci. Notowania rynkowe utrzymały się na stabilnym poziomie wokół 64 785 USD za jednego Bitcoina, a przepływy w funduszach inwestycyjnych nie wykazały oznak paniki. Ostatecznie spór ten udowadnia, że decentralizacja Bitcoina działa dokładnie tak, jak zaplanowano — żadna pojedyncza grupa deweloperów ani głośna frakcja nie jest w stanie narzucić swoich zasad reszcie uczestników ekosystemu bez ich pełnej i nieprzymuszonej zgody.
Przeczytaj o kolejnym ostrzeżeniu analityków, które Michael Saylor powinien sobie wziąć głęboko do serca:
Eksperci CryptoQuant ostrzegają Strategy. Czy to koniec bezkarnego kupowania na szczytach?
oraz o desperackiej próbie ratowania sytiacji gospodarczej przez Kreml:
Rosja odcina tlen dla kryptowalut. Banki dostaną potężną broń do blokowania kont
