Gangi walczą o terytorium, żeby czerpać krypto – płacą podatnicy. Przestępczość na miarę epoki blockchainu

Gangi walczą o terytorium, żeby czerpać krypto – płacą podatnicy. Przestępczość na miarę epoki blockchainu

W tę sobotę, 23 maja, brazylijska policja cywilna stanu Rio de Janeiro (policia civil; rozróżnienie celowe, bowiem Brazylia ma też relatywnie bardzo liczną policia militar) przeprowadziła operację wymierzoną w komórkę operacyjną tamtejszego kartelu narkotykowego Comando Vermelho (dosł. „Czerwone Dowództwo”). Na opuszczonej posesji w jednej z dzielnic miasta Rio de Janeiro, na którą dokonano nalotu, odkryto nielegalną kopalnię kryptowalut, złożoną z około 30 komputerów ustawionych na półkach w zamkniętym pomieszczeniu.

Urządzenia – i to jest clou – były zasilane przez nielegalne podłączenie elektryczne, doprowadzone bezpośrednio z słupa energetycznego. Jak się łatwo domyśleć, kartel nie płacił rachunków za pobierany prąd. To nie pierwszy przypadek, gdy zorganizowane grupy przestępcze wykorzystują skradzioną energię elektryczną do generowania cyfrowych aktywów – ba, jest to nawet dość częste, zwłaszcza w kraju tak mocno dotkniętym działalnością gangów jak Brazylia – jednak ten przypadek wyróżnia skala i sposób organizacji tego przedsięwzięcia.

Wskazują one na nowy model działalności przestępczości zorganizowanej – kontrola nad rozległymi dzielnicami faveli służyć ma nie tylko wymuszaniu haraczy, kontrolowaniu rynku narkotykowego czy tworzeniu zaplecza do działalności przemytniczej (a rozległe, zapuszczone i przeludnione favele są do tego celu doskonałe, zapewniając anonimowość działania i w większości przypadków brak stałej obecności policji), ale także możliwości zorganizowanej kradzieży prądu na skalę przemysłową.

Brazylia niejedyna

Zjawisko jest tym bardziej problematyczne, że brazylijskie gangi znane są z entuzjastycznego nastawienia do aktywów kryptograficznych. Od lat specjalizują się one w praniu środków pochodzących z porwań i handlu narkotykami, wykorzystując do tego m.in. miksery kryptowalutowe i offshore’owe giełdy krypto. Tylko w ciągu ostatnich dwóch lat zidentyfikowano przepływy dziesiątek milionów dolarów z tytułu okupów i zysków z nielegalnego obrotu, które zostały wyprowadzone za pomocą Bitcoina i innych aktywów cyfrowych.

Proceder ten cechuje wysoka stopa zwrotu przy niskim ryzyku wykrycia – zwłaszcza gdy ofiary dysponują wystarczającymi środkami, by zapłacić okup, ale nie mają wystarczających powiązań politycznych, by zmobilizować Interpol czy zmusić brazylijskie organa do większego zaangażowania. W jednym z głośniejszych przypadków, ojciec francuskiego przedsiębiorcy związany z rynkiem krypto został porwany w Paryżu, odcięto mu też palec. Został uwolniony w wyniku akcji policyjnej w Essonne – to szczęśliwe (jeśli można to tak ująć) zakończenie nie stanowi jednak wcale twardej reguły.

Śledztwo ujawniło, że za atakiem stał międzynarodowy gang specjalizujący się w porwaniach krewnych osób związanych z kryptowalutami. Grupka czarujących indywiduów miała w zwyczaju stosowanie tortur i okaleczanie, w szczególności aby wymusić podanie kluczy prywatnych i haseł dostępu do kryptoaktywów. Za porwanych krewnych żądali z kolei okupów w Ethereum i innych kryptowalutach. Nie tylko zresztą oni – jesienią zeszłego roku w Wiedniu doszło do, poprzedzonego torturami, okrutnego morderstwa syna wiceburmistrza Charkowa. Celem także było „wyduszenie” haseł do kryptoportfeli.

Jeśli zaś chodzi o czysty wolumen zysków z kradzieży krypto, to niekwestionowanym liderem jest komunistyczna Korea Północna. Działający na jej rzecz hakerzy mieli w 2025 roku ukraść ponad 2 miliardy dolarów w różnych tokenach. Na tym tle Brazylia, ze swoim ogromnym podziemiem gangów, jawi się pod względem przestępczości kryptowalutowej niemal skromnie.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!
Kryptowaluty bezpiecznie kupisz lub sprzedasz w sieci kantorów i bitomatów FlyingAtom