Dzień Ojca dla Satoshiego Nakamoto. Twórca Bitcoina, który nic nie wziął dla siebie

Dzień Ojca dla Satoshiego Nakamoto. Twórca Bitcoina, który nic nie wziął dla siebie

Dziś przypada Dzień Ojca, a w świecie finansów żaden ojciec nie budzi tylu pytań co Satoshi Nakamoto. Twórca Bitcoina zostawił po sobie technologię wartą setki miliardów dolarów i osobistą fortunę, której nigdy nie tknął. Na portfelach przypisywanych Nakamoto leży 1,096 mln Bitcoinów. Przy kursie z 23 czerwca, krążącym wokół 62 tys. USD, to mniej więcej 68 mld dolarów. Ani jedna z tych monet nie drgnęła od 2010 roku.

Z tego tekstu dowiesz się:

  • ile Bitcoinów zgromadził Satoshi Nakamoto i ile są dziś warte
  • skąd w ogóle wiadomo, ile coinów ma twórca Bitcoina, skoro nigdy nie podał imienia
  • dlaczego od kilkunastu lat nie wydał ani jednej monety
  • kto trafił na listę kandydatów do miana Satoshiego i czemu żaden trop się nie domknął
  • co stałoby się z rynkiem, gdyby uśpione portfele kiedyś ożyły

Dziewięć stron, od których wszystko się zaczęło

Pierwszy ślad po Nakamoto pochodzi z 31 października 2008 r. Tego dnia na liście mailingowej poświęconej kryptografii pojawił się dziewięciostronicowy dokument „Bitcoin: A Peer-to-Peer Electronic Cash System”. Opisywał pieniądz cyfrowy, który mógłby krążyć między ludźmi bez banku, izby rozliczeniowej i jakiegokolwiek pośrednika. Trzy miesiące później, 3 stycznia 2009 r., autor uruchomił sieć i wykopał jej pierwszy blok.

W tym pierwszym bloku, nazwanym blokiem genezyjnym (genesis block), Nakamoto zostawił wiadomość, którą do dziś cytuje cała branża. Wpisał w niego nagłówek z brytyjskiego „The Times” z tego samego dnia, „Chancellor on brink of second bailout for banks”, czyli wzmiankę o tym, że rząd szykuje kolejny ratunek dla banków z publicznych pieniędzy. Trudno o bardziej dosłowny komentarz do kryzysu, z którego wyrósł Bitcoin.

Dziewięć dni później, 12 stycznia 2009 r., padł pierwszy w historii przelew w Bitcoinie. Odbiorcą był Hal Finney, programista i jeden z pierwszych ludzi, którzy uwierzyli w projekt. Przez kolejne kilkanaście miesięcy twórca rozwijał oprogramowanie, prostował błędy i odpisywał na forach. Pod koniec 2010 r. oddał pieczę nad kodem innym programistom i zamilkł. Nie pożegnał się i nie zostawił żadnych dyspozycji co do majątku.

Słynny manifest Bitcoina autorstwa Satoshiego Nakamoto

Ile naprawdę ma twórca Bitcoina?

Skoro Nakamoto nie ujawnił nawet imienia, skąd wiadomo, ile zarobił na własnym wynalazku? Liczbę wyczytano z samego łańcucha bloków. Kryptograf Sergio Demian Lerner zauważył, że bloki z pierwszego roku istnienia sieci noszą charakterystyczny ślad jednego, dominującego górnika. Ten wzorzec, ochrzczony mianem wzorca Patoshiego, wskazuje, że jedna osoba wykopała wtedy około 22 tys. bloków. Każdy dawał wówczas 50 Bitcoinów, co składa się na nieco ponad milion monet. Firma analityczna Arkham przypisuje Nakamoto dokładnie 1,096 mln BTC.

To mniej więcej 5 proc. wszystkich Bitcoinów, jakie kiedykolwiek powstaną, bo protokół ogranicza podaż do 21 mln sztuk. Dla skali warto zestawić tę liczbę z największymi posiadaczami z rynku instytucjonalnego. Fundusz ETF BlackRocka trzyma niespełna 770 tys. monet, spółka Strategy Michaela Saylora około 850 tys., a giełda Coinbase blisko milion. Mimo to żaden pojedynczy gracz nie dorównuje twórcy Bitcoina.

Wartość tej fortuny zmienia się z dnia na dzień razem z kursem. 6 października 2025 r., gdy Bitcoin ustanowił rekord na poziomie ponad 126 tys. USD, monety Nakamoto były warte na papierze blisko 140 mld dolarów. Wiosną, przy nieco niższym kursie, twórca Bitcoina otarł się o pierwszą dziesiątkę rankingu miliarderów „Forbesa” z majątkiem rzędu 129 mld dolarów. Od tego czasu Bitcoin staniał o niemal połowę, więc dziś jego teoretyczny majątek topnieje do około 68 mld dolarów i daje miejsce raczej na obrzeżach pierwszej dwudziestki. I tak jest to więcej, niż ma większość ludzi z czołówek list bogaczy.

Najsłynniejszy z portfeli Nakamoto to adres genezyjny, na który trafiło pierwsze 50 wykopanych Bitcoinów. Tych konkretnych monet ze względów technicznych nie da się wydać, a mimo to saldo adresu rośnie, bo zwolennicy kryptowaluty regularnie przesyłają na niego drobne kwoty w geście hołdu. Reszta zasobów rozsiana jest po tysiącach adresów i od kilkunastu lat ani drgnie.

Kim jest Satoshi Nakamoto?

Tożsamości twórcy Bitcoina nikt do dziś nie ustalił, choć prób było bez liku. W 2014 r. „Newsweek” wskazał na Doriana Nakamoto, Amerykanina japońskiego pochodzenia, który rzeczywiście nosił takie nazwisko, ale ze stworzeniem Bitcoina nie miał nic wspólnego. Dwa lata później do autorstwa przyznał się Australijczyk Craig Wright. W 2024 r. brytyjski sąd orzekł jednak, że oparł swoje twierdzenia na sfałszowanych dowodach.

Z poważniejszych tropów wymienia się przede wszystkim kryptografów z wczesnego okresu projektu. Wyprodukowany dla HBO film „Pieniądz elektroniczny” z 2024 r. obstawiał kanadyjskiego programistę Petera Todda, który nazwał tę tezę naciąganą i zaprzeczył. Na początku 2026 r. dziennikarz John Carreyrou zbudował na łamach „New York Timesa” obszerny wywód wskazujący na Brytyjczyka Adama Backa, oparty głównie na analizie stylu pisania. W gronie kandydatów od lat powtarzają się też Nick Szabo, autor koncepcji bit gold, Wei Dai oraz Hal Finney, który zmarł w 2014 r. na stwardnienie zanikowe boczne. Żadnej z tych hipotez nie udało się dotąd potwierdzić.

Brak twarzy nie przeszkodził w budowaniu kultu. W 2021 r. w Budapeszcie stanął nawet pomnik Nakamoto, a jego pseudonim nosi najmniejsza jednostka Bitcoina, czyli jeden satoshi, równy jednej stumilionowej monety.

Ojciec, który nie sięgnął po spadek

Przez kilkanaście lat z portfeli Nakamoto nie wyszła ani jedna moneta i to właśnie zastanawia najbardziej. Rynek zdążył się z tym oswoić do tego stopnia, że owe 1,096 mln Bitcoinów traktuje się tak, jakby w ogóle nie istniały. Gdyby uśpione adresy kiedyś ożyły, byłby to nie tylko wstrząs cenowy, ale przede wszystkim dowód, że twórca żyje i wciąż trzyma klucze. Sama taka wiadomość poruszyłaby rynek mocniej niż jakakolwiek liczba.

Ta cisza dobrze służy Bitcoinowi i nie jest to przypadek. Cały pomysł opiera się na tym, że nikt nie rządzi siecią w pojedynkę. Gdyby Nakamoto wrócił, upłynnił część monet albo zaczął publicznie komentować rynek, podważyłby to, co czyni jego dzieło wyjątkowym. W dniu, w którym świętujemy ojców, twórca Bitcoina wypada więc jak ojciec z gatunku najrzadszych. Zbudował coś wielkiego, oddał to innym i odszedł, nie biorąc dla siebie nawet tego, co formalnie mu się należało. Milczenie i nietknięta fortuna okazały się najtrwalszym prezentem, jaki mógł zostawić swoim „dzieciom”.

Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Ojca, panie Satoshi Nakamoto, kimkolwiek jesteś.

Przeczytaj też inne dzisiejsze newsy polecane przez BitHub.pl:

Czystka na rynku kryptowalut. Opcje na Bitcoina tanieją, kontrakty za miliardy dolarów zmienią układ sił

Wyścig dobiega końca. Ripple nokautuje Binance na kilka dni przed historycznym terminem!

Czarny wtorek w Azji. KOSPI runął o niemal 10 procent, handel wstrzymano dwukrotnie. Co dalej z hossą AI?


Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!