Czarny scenariusz dla kryptowalut. BlackRock chce przejąć kontrolę nad rynkiem

Czarny scenariusz dla kryptowalut. BlackRock chce przejąć kontrolę nad rynkiem

Firma BlackRock wprowadziła na rynek dwa nowe fundusze rynku pieniężnego oparte na technologii blockchain.

Firma poinformowała o udostępnieniu onchain udziałów w funduszu BlackRock Select Treasury Based Liquidity Fund, oznaczonym jako BSTBL, który stanowi cyfrową klasę akcji na sieci Ethereum dla istniejącego już funduszu rynku pieniężnego. Drugim zaprezentowanym produktem jest BlackRock Daily Reinvestment Stablecoin Reserve Vehicle, czyli BRSRV, z mechanizmem codziennego reinwestowania dywidend i dostępem na wielu sieciach blockchain. Wnioski w sprawie tych instrumentów złożono w Amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd już w maju tego roku, co pokazuje konsekwentne dążenie korporacji do zaciśnięcia kontroli nad przepływami kapitału cyfrowego.

Oba fundusze mają w założeniu spełniać kryteria kwalifikacyjne dla aktywów rezerwowych dla licencjonowanych emitentów stablecoinów w Stanach Zjednoczonych na mocy nowej ustawy GENIUS Act. Krytycy wskazują jednak, że tak ścisłe dopasowanie produktów pod ramowe regulacje prawne może prowadzić do faworyzowania największych graczy z Wall Street i wypychania z rynku mniejszych, niezależnych podmiotów. Choć zwolennicy tokenizacji bezustannie powtarzają argumenty o szybszym rozliczaniu transakcji, całodobowym handlu i wyższej przejrzystości, rzeczywiste korzyści dla przeciętnego inwestora wciąż pozostają dyskusyjne. W dobie rosnącej niepewności na tradycyjnych rynkach, gdzie amerykańskie fundusze rynku pieniężnego urosły do ponad 8,4 bln USD, a sam Dział Zarządzania Gotówką w BlackRock nadzoruje niemal 1,073 bln USD, próba zdominowania sektora aktywów cyfrowych budzi uzasadnione obawy o nadmierną centralizację.

Czy Wall Street próbuje przejąć i zmonopolizować rynek stablecoinów?

Agresywne dążenie do dominacji potwierdzają słowa dyrektora finansowego firmy, Martina Smalla, który podczas konferencji wynikowej za drugi kwartał 2026 roku wprost oświadczył, że BlackRock chce stać się jedynym i głównym zarządcą rezerw dla całego sektora stablecoinów. Przedstawiciel firmy chwalił się, że korporacja zarządza już 60 mld USD rezerw dla firmy Circle, co stanowi jedną czwartą całego rynku stablecoinów wycenianego na 300 mld USD. Zapowiedzi te wywołują spora rezerwację wśród entuzjastów idei zdecentralizowanych finansów, którzy ostrzegają przed oddaniem kontroli nad cyfrowym dolarem w ręce tradycyjnych instytucji giełdowych. Słowa Jona Steela, globalnego szefa ds. produktów w dziale zarządzania gotówką BlackRock, o zapewnianiu klientom dodatkowego wyboru, brzmią w tym kontekście jak próba narzucenia własnych standardów całej branży.

Zamiast zapowiadanej rewolucji technologicznej, inwestorzy mogą otrzymać jedynie kolejny poziom pośrednictwa i opłat ze strony tradycyjnego sektora bankowego. Zależność emitentów stablecoinów od pojedynczych gigantów zarządzających aktywami tworzy systemowe ryzyko dla całego ekosystemu kryptowalut. Jeśli kilka kluczowych funduszy z Wall Street przejmie wyłączność na zarządzanie rezerwami cyfrowych walut, niezależność i odporność rynku kryptowalutowego na naciski polityczne zostanie mocno ograniczona.

Pytania o realne bezpieczeństwo i motywacje finansowego kolosa

Przeniesienie udziałów funduszy na sieć Ethereum nie zmienia faktu, że bazowym aktywem wciąż pozostają tradycyjne długi rządowe podlegające inflacji i decyzjom banków centralnych. Przekazywanie zarządzania płynnością instytucjom, które przez dekady budowały tradycyjny system finansowy, stoi w sprzeczności z pierwotną ideą, która przyświecała powstaniu projektów takich jak Bitcoin. Zamiast budować alternatywny i wolny system finansowy, cyfrowe aktywa są stopniowo wchłaniane przez tradycyjne struktury korporacyjne.

Wiele kontrowersji budzi również kwestia natychmiastowego rozliczania transakcji i rzekomej przejrzystości, która w praktyce oznacza pełną inwigilację przepływów finansowych i możliwość blokowania środków na poziomie kontraktów społecznych na polecenie regulatorów. Rosnąca presja regulacyjna w Stanach Zjednoczonych sprzyja podmiotom o ogromnym zapleczu prawnym, co skutecznie blokuje innowacje pochodzące ze środowisk open-source. Działania BlackRock należy więc postrzegać nie jako bezinteresowny rozwój technologii, ale jako chłodno kalkulowany krok w celu zabezpieczenia własnych przychodów w opartym na technologii blockchain świecie finansów.

Przyszłość tokenizacji pod znakiem zapytania

W miarę jak zaciera się granica między rynkiem tradycyjnym a rynkiem kryptowalut, rośnie ryzyko przenoszenia kryzysów finansowych z jednego sektora do drugiego. Cyfrowe wersje funduszy rynku pieniężnego, takie jak BSTBL czy BRSRV, mogą w momentach rynkowej paniki podlegać gwałtownym odpływom kapitału, co wymusi wyprzedaż aktywów bazowych i wpłynie na stabilność tradycyjnych obligacji. Eksperci zwracają uwagę, że pośpiech we wprowadzaniu skomplikowanych instrumentów finansowych na publiczne sieci blockchain może wyprzedzać realne możliwości technologiczne i bezawaryjność samych sieci.

Dotychczasowy wzrost rynku tokenizowanych aktywów ze świata rzeczywistego o kilkaset procent był napędzany głównie poszukiwaniem rentowności w okresie wysokich stóp procentowych. W przypadku zmiany koniunktury gospodarczej popyt na tego typu produkty może gwałtownie spaść, ujawniając słabości nowo wybudowanej infrastruktury. Czas pokaże, czy tokenizacja finansów okaże się trwałym fundamentem nowej ery gospodarczej, czy jedynie kolejną bańką spekulacyjną wykreowaną przez gigantów z Wall Street w celu przejęcia kontroli nad nową gałęzią technologii.

Przeczytaj o impasie związanym z próbą przegłosowania CLARITY Act:
Przełomowa ustawa dla branży kryptowalut utknęła w Senacie USA
oraz o tym, jak Polacy masowo ruszyli po kredyty na własne „M”:
Historyczny rekord na rynku nieruchomości. Takiego szturmu na banki w Polsce jeszcze nie było

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!
Zostaw komentarz