Bitcoin spada i dzieli inwestorów. Scaramucci uspokaja rynek, Saylor liczy miliardy
Bitcoin jeszcze nie tak dawno, bo w październiku ubiegłego roku, sięgał 126 tysięcy dolarów. Dziś kręci się w okolicach 70 tysięcy i dla wielu inwestorów wygląda to jak katastrofa. Problem w tym, że… to wciąż ten sam Bitcoin. I właśnie na tym prostym, ale dla niektórych niewygodnym fakcie skupia się Anthony Scaramucci. W jednym z ostatnich wpisów zwraca uwagę na coś, co większość rynku doskonale zna, ale rzadko chce przyznać na głos. Możesz posiadać dokładnie to samo aktywo, a jednocześnie mieć zupełnie inne emocje tylko dlatego, że zmieniła się jego cena.
Rynek nie kończy się strachem. Kończy się zmęczeniem
Scaramucci od lat powtarza jedną rzecz: bessy nie kończą się wtedy, gdy ludzie się boją. Kończą się wtedy, gdy przestają mieć siłę reagować. To subtelna, ale kluczowa różnica.
W jego ujęciu rynek nie „czyści się” przez panikę, tylko przez wyczerpanie. Inwestorzy odpadają nie dlatego, że są przerażeni, ale dlatego, że mają dość. Sprzedają, zamykają pozycje, przestają śledzić wykresy. I właśnie wtedy zaczyna robić się naprawdę ciekawie, bo ten moment – gdy sentyment jest najgorszy – często oznacza, że większość rynku jest już poza grą.
I wtedy wchodzą liczby
W tym samym czasie, gdy część inwestorów zastanawia się, czy „to już koniec”, pojawia się zupełnie inna narracja. Strategy, czyli potężna firma, która od lat buduje swoją strategię wokół Bitcoina, pokazuje coś, co dla wielu może być trudne do przełknięcia. Zdaniem Michaela Saylora wystarczy około 2% rocznego wzrostu ceny BTC, żeby spółka mogła pokrywać wszystkie dywidendy ze swoich instrumentów uprzywilejowanych. Bez emisji nowych akcji. Bez nerwowych ruchów. Tylko dwa procent.
Dla aktywa, które w przeszłości potrafiło rosnąć o kilkadziesiąt procent rocznie, to poziom wręcz absurdalnie niski. Jeszcze ciekawiej robi się, gdy spojrzymy na skalę. Strategy posiada ponad 760 tysięcy bitcoinów. Przy obecnych poziomach oznacza to dziesiątki miliardów dolarów ekspozycji. I mimo tej skali, narracja jest spokojna. Wyliczona. Wręcz nudna.
Przeczytaj również w dziale kryptowaluty:
Bitcoin trzyma się twardo! BlackRock w zakupowym szale, regulacje przyspieszają
W tym kraju nie wymienisz już krypto na gotówkę! Koniec z anonimowością
Co czeka XRP w drugiej połowie kwietnia? Oto najnowsza analiza
Między paniką a cierpliwością
Dzisiejszy Bitcoin nie zachowuje się jak klasyczne zabezpieczenie przed inflacją. Nie rośnie wtedy, gdy część inwestorów by tego oczekiwała. Kapitał jest podzielony. Młodsze pokolenia wciąż patrzą w stronę krypto, starsze coraz częściej uciekają w złoto i srebro. To spowalnia cały cykl.
Ale jednocześnie tworzy coś, co na rynku pojawia się regularnie, czyli rozjazd między tym, co widać na powierzchni, a tym, co dzieje się pod spodem. Bo kiedy jedni wychodzą z rynku zmęczeni, inni zaczynają budować pozycje. Powoli. Bez emocji. Bez pośpiechu.
I to właśnie ten moment – nie spektakularne wzrosty, tylko cicha akumulacja – bardzo często decyduje o tym, co wydarzy się później. Bitcoin się nie zmienił. Zmienia się tylko to, kto i w jaki sposób na niego patrzy.